Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wejście do Unii Europejskiej, a potem do strefy Schengen to były niewątpliwie największe osiągnięcia w długiej i tak trudnej historii naszego państwa. Nie było żadnej ważnej kwestii, w której bylibyśmy tak zjednoczeni jak w sprawie członkostwa w europejskiej wspólnocie.

A tymczasem teraz możemy tylko patrzeć, jak jedna siła polityczna stopniowo przekształca Polskę w kraj rządzony autorytarnie. Widzimy, że zapisy konstytucyjne tak naprawdę w ogóle nas nie chronią. Zostały nam tylko zapisy z traktatu akcesyjnego.

Jeżeli wydostaniemy się z tego bagna, to musimy wprowadzić takie mechanizmy, które uniemożliwią powtórzenie się w przyszłości obecnego dramatu.

Moim zdaniem wnioski możemy wyciągnąć z niego proste. Przy obecnym prawie wyborczym, czyli połączeniu wysokiego progu i systemie liczenia głosów d`Hondta, partia, która zdobywa niewiele ponad 40 proc. głosów, może realizować dobrze znany scenariusz. Nasze obecne prawo wyborcze jest moim zdaniem po prostu niekonstytucyjne. Zdecydowanie zbyt daleko odbiega od zasady proporcjonalności wpisanej do polskiej konstytucji. Ale to niestety kwestia oceny.

To, co nie podlega dyskusji, to ogromna ryzykowność obecnego systemu. Na naszych oczach realizowany jest scenariusz możliwy właśnie dzięki obecnemu systemowi wyborczemu. W roku 2019 PiS uzyskał 43,59 proc. i zdobył bezpieczną większość sejmową. Mógłby zdobyć nawet nieco mniej głosów, a wynik finalny byłby taki sam.

System d`Hondta wraz z wysokim progiem wyborczym są wygodne dla rządzących. Zwycięzcom pozwalają utworzyć większość parlamentarną bez konieczności prowadzenia trudnych negocjacji koalicyjnych i zawierania sojuszy.

Ale ten system jest bezpieczny w bardzo stabilnych społeczeństwach. Takich, które nie różnią się w kluczowych kwestiach systemowych i światopoglądowych. Nasze społeczeństwo jest zupełnie inne. Widzimy teraz, jak bardzo spolaryzowane. A dochodzi do tego jeszcze siła polityczna Kościoła katolickiego, który mobilizuje i radykalizuje najbardziej konserwatywną część naszego społeczeństwa. Prawie jedna trzecia wyborców głosuje tak, jak im dyktuje Kościół. I przy obecnym systemie widzimy, jak mało głosów "dodatkowych" brakuje.

Musimy zabezpieczyć się przed radykałami, którzy w sprzyjającej dla nich sytuacji, po uzyskaniu zdecydowanie mniej niż połowy ważnych głosów, mogą przejąć stopniowo pełnię władzy.

I chociaż, jak widzimy, "siła obronna" konstytucji jest ograniczona, to jednak powinniśmy próbować wpisać do niej nasze członkowstwo w Unii i procedurę ewentualnego opuszczenia wspólnoty. Jeżeli są tam uregulowane znacznie mniej ważne kwestie,  to konstytucja powinna precyzyjnie określać, kiedy i w jaki sposób tak dramatyczna, o niewyobrażalnych wręcz skutkach decyzja, może zostać podjęta.

MS

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.