Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad dwa miesiące temu prokuratura wrocławska wydała nakaz tymczasowego aresztowania w stosunku do Michała S. Zarzucano mu udział w nadużyciach reprywatyzacji warszawskiej, dalsze karalne czyny dotyczyć miały reprywatyzacji na prowincji i kwestii odszkodowań za mienie zabużańskie. Między innymi wskazano na rzekome pomijanie uprawnień niektórych innych spadkobierców. Ten ostatni zarzut jest zresztą z natury rzeczy dyskusyjny, gdyż jak wykazały choćby niedawne kontrowersje sadowe w Austrii, ustalenie innych potencjalnych spadkobierców jest w pewnej mierze też obowiązkiem odpowiednich organów państwowych.

Centralną kwestią są tu nie same zarzuty – o których będzie musiał rozstrzygnąć niezależny sąd – lecz dość oczywisty, arbitralny i instrumentalny charakter aresztowania Michała S. Doszło do niego – choć śledztwo trwało już bite pięć lat – właśnie 23. czerwca, czyli w dniu szczytowego napięcia między Polską a Izraelem i Stanami Zjednoczonymi w sprawie nowej ustawy kończącej dotychczasowy bieg reprywatyzacji. Zrekapitulujmy dramatyczny zaiste bieg wydarzeń: 22 czerwca pojawiła się oficjalna informacja co do procedowania przez Sejm projektu nowej ustawy, dzień później nastąpiło aresztowanie Michała S. i przesłuchanie szeregu postaci, w tym wybitnego pisarza i historyka kultury Adama Z., skądinąd znanego arystokraty. Jeszcze dzień później, 24 czerwca, prokuratura składa do sadu wnioski w sprawie aresztu Michała S. oraz w sprawie postawienia zarzutów kilku innym osobom. Ta zaiste bezprecedensowa sekwencja wydarzeń nadała samemu aresztowaniu i następującym po nim okresie uwięzienia – oba przeprowadzone w szorstkim stylu typowym dla CBA i pewnych segmentów polskiego więziennictwa – swoisty stygmat działań nie tylko populistycznych, ale też osłonowych.

Srogość wykazana wobec S. miała bowiem sugerować, iż przepisy tej ustawy nie są wymierzone w żydowskich spadkobierców opuszczonych majątków sprywatyzowanych lub znacjonalizowanych w wyniku Zagłady, ale że odnoszą się jedynie ogólnie do praktyk nieuczciwej prywatyzacji. Mocodawcy tej ustawy i wynikających z niej działań mogli liczyć na poklask szerokiego elektoratu PiS-u, niezbyt bliskiego Żydom polskim, ale też wrogiego wobec intelektualnych i historycznych elit.

Choć samo aresztowanie miało posłużyć jako argument w dających się przewidzieć rozmowach z zagranicą, to jednak stało się inaczej - rezonans tego typu działania osłonowego w miarodajnych kręgach zagranicznych był zerowy lub w najlepszym wypadku śladowy i nie wywarł widocznego wpływu na akcje i komentarze polityków Izraela i USA. Zresztą ustawa regulująca kwestie reprywatyzacji została skutecznie przesłonięta przez inne spory z zagranicą wywołane przez PIS (kwestia Izby Dyscyplinarnej, TVN). W tej mierze taktyka Kaczyńskiego, by rządzić przez mnożenie nieustannych konfliktów zdała w sposób paradoksalny znakomicie egzamin.

Jeszcze jedna rzecz jest warta szczególnego podkreślenia:

Michał S. był publiczną twarzą programu reprywatyzacji ziemiańskiej w Polsce, postacią artykułującą w sposób dobitny – w oczach niektórych krytyków aż zanadto dobitny – postulaty czołowych polskich rodów arystokratycznych, w których uderzyło niegdyś ostrze komunistycznego wywłaszczenia.

Pomijając tu kwestie słuszności takiego programu maksimum, jak i jego z tym związanej, potencjalnie konfliktogennej taktyki, wypada jednak stwierdzić, iż sam Michał S. działał – z tego, co wiem i jak zapewniają wiarygodni informatorzy – z odkrytą przyłbicą, nie ukrywając swych akcji i nie zasłaniając się parawanem warszawskiej reprywatyzacyjnej adwokatury z jej bogatym repertorium zaciemniających chwytów i kruczków prawnych. Wiemy przecież, iż olbrzymia większość draństw i oszustw reprywatyzacyjnych dotyczyła raczej spraw o niejasnej sukcesji spadkobierców – w przeciwieństwie do kręgów reprezentowanych przez Michała S. – i że koncypowana i przeprowadzana była poza kontrolnym okiem publiczności, w zaciszu specyficznych gabinetów adwokackich i pokoi skorumpowanych urzędników. Jest dla mnie oczywiste, iż osoba tego pokroju w minimalnym tylko stopniu mogłaby sięgnąć na wolności do tego, co w języku prawnym określa się jako matactwo, utrudnianie śledztwa czy próby wpływania na świadków – w tym zakresie wystarczyłoby nałożenie zwyczajowego zakazu kontaktów. Zaś rzekomo konieczne dla dobra śledztwa przesłuchanie świadków żyjących poza Polską – są to często osoby starsze – mogłoby trwać jeszcze latami i odpowiednio przedłużyć czas pobytu Michała S. w areszcie śledczym. Byłaby to szykana niegodna sadownictwa Rzeczypospolitej. Ilość aresztowań, z reguły o charakterze wydobywczym, wzrosła w ostatnich latach o ponad 60 procent i wspomniana tutaj akcja prokuratury i sądu wpisuje się niestety w ten niepokojący trend.

Pałac w Guzowie podczas remontu w 2015 rokuPałac w Guzowie podczas remontu w 2015 roku palacwguzowie.pl

Przedłużanie aresztu byłoby – poza oczywistym aspektem penalizującym rodzinę oskarżonego – jeszcze z jednego powodu działaniem mało sprawiedliwym. Michał S. od prawie dziesięciu lat prowadzi, bez większego rozgłosu i unikając sponsorstwa typu reklamiarskiego, szeroki mecenat kulturalny. Chciałbym tu pokrótce wspomnieć znakomitą rekonstrukcję zdewastowanego założenia pałacowo-ogrodowego w Guzowie – które będzie za kilka lat przynależeć częściowo do domeny publicznej – wysoko ocenioną w środowisku konserwatorów zabytków i historyków sztuki. Michał S. i jego fundacja wspierali też w ostatnich latach cały szereg wystaw sztuki, by wspomnieć tylko znakomite wystawy Hansa von Kulmbacha czy Paderewskiego.

Pałac w Guzowie podczas remontu w 2015 rokuADRIANNA BOCHENEK

Cenną pomoc fundacji uzyskał też gabinet monet i medali Muzeum Narodowego w Warszawie, co jest tym bardziej godne wzmianki, że jest to instytucja niesłychanie ważna dla dokumentacji istotnego aspektu historii Polski i Europy, a pozostająca niestety w cieniu publicznego zainteresowania. I wreszcie, last but not least, udało mu się wykupić i przywrócić zbiorom łańcuckim w formie depozytu dwadzieścia ważnych obrazów wywiezionych stamtąd w 1944 roku przez Alfreda Potockiego.

Do innych dziedzin życia publicznego odnosi się fakt zbudowania od nowa za pieniądze Michała S. kościoła dla guzowskich parafian czy też szeroki udział jego fundacji w akcji pomocy dla Polaków na Wschodzie. Bardzo mało jest członków dawnych elit zaangażowanych w tak szerokiej mierze w działania na rzecz dobra ogółu i chyba dlatego ponad dwieście postaci życia publicznego wyraziło poparcie lub zgłosiło poręczenie za aresztowanego. Władzom sadowym i prokuratorskim wypada więc życzyć wysłuchania tych głosów i rychłego podjęcia właściwej decyzji.

Prof. dr hab. Sergiusz Michalski, członek Polskiej Akademii Umiejętności

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.