Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie ma złudzeń, że w każdym z nas drzemie bestia, którą trzeba okiełznać. Bestia krwiożercza.

Jeśli władza zachęca do agresji, wrogości i pogardy i sama to manifestuje wobec słabszych, społeczeństwo zamienia się w stado bestii gotowych na żer. Jak to mówią: "hulaj dusza, piekła nie ma!" Skoro go nie ma, można sobie pozwolić na uczynienie piekła na ziemi. Innym, bo przecież nie sobie.

I Boga też nie ma na tej nieludzkiej ziemi, okalanej zasiekami z drutu. Boga się przywołuje albo wręcz powołuje do życia, czyniąc dobro. Największym dobrem jest niesienie pomocy drugiemu człowiekowi, będącemu w potrzebie.

Przepraszam, że piszę o takich banałach, lecz jestem zdruzgotany rosnącym znowu poparciem dla PiS-u. Staram się wprawdzie zachować równowagę ducha, choć po sześciu latach sprawia mi to coraz większą trudność.

Ja wiem, że Polacy masowo wyjdą na ulice, gdy nie będą mieli co do gara włożyć i wymacają puste kieszenie. Do tego to wszystko zmierza. Unia Europejska wstrzymuje finansowanie Polski i nakłada na nią kary. Dodatkowo rośnie inflacja. Władza wszystko rozkradła, a resztę rozdała. Będzie bieda.

Społeczeństwo tutaj nie za bardzo różni się od innych pod tym względem. Nigdzie ludzie nie wychodzą w obronie idei, lecz tylko zmuszeni nędzą. I Polacy statystycznie są tacy sami. Nie mają pojęcia, czym jest Trybunał, czym jest trójpodział, demokracja, praworządność i konstytucja. W nosie mają los uchodźców, dopóki sami nie są zmuszeni do emigracji.

Byli i nadal są emigrantami w masowej skali, lecz kompletnie nie potrafią postawić się w sytuacji innych. Działa tutaj tożsamość plemienna. Obcy nie są warci łez ani kromki chleba. Ani nawet funta kłaków.

Polacy obalali rządy i ryzykowali życiem w roku 1956, 1970, 1976 i 1980, ale zawsze wobec drożejącej żywności. Protestowali, gdy im się pogarszało ponad miarę. Jedynie w 1968 roku wyszli na ulice w innej intencji, jakkolwiek trudno tu mówić o masowości. Masowo raczej wówczas potępiali "syjonistów".

Przywódcy duchowi Polaków wiodą ich na manowce, wbijając im do głów różnorakie idiotyzmy w imię wzniosłych ideałów. Kaja Godek wzywa przykładowo do modlitwy przeciwko szczepionkom "skażonym aborcją". Jędraszewski mówi o kryzysie małżeństwa i poniekąd słusznie, choć nie uważam, by przeciwdziałał mu, wmawiając kobietom, że mają nieść krzyż chrystusowy na plecach, a wraz z nim pijanego i brutalnego małżonka. O Rydzyku nawet nie wspomnę.

Papież Franciszek spotkał się z uchodźcami afgańskimi, przekazał im paczki żywnościowe i próbował dodać otuchy. Mimo że to muzułmanie. Taki wzór do Polski nie dociera, bo to kraina przeklęta i do gruntu pozbawiona dobra.

Więc Boga należy sobie stworzyć albo go przywołać, jeśli się go chce mieć. Najprościej, niosąc pomoc uchodźcom, wówczas za każdym razem, ilekroć podaje się rękę potrzebującemu, kromkę chleba, gdy dodaje się mu otuchy, udziela schronienia, opatruje rany, za każdym razem człowiek ma moc stwarzania anioła. Każdy gest dobrej woli takiego anioła stwarza. Inaczej Boga nie ma.

W Polsce aniołów jest jak na lekarstwo. Owszem, są wśród wielkiego stada bestii i nie liczą się w ogólnej masie. Wielki żal i wstyd.

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.