Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obywatelski stan wyjątkowy 

Stoimy na „ziemi niczyjej" wokół Sejmu. Dwie mundurowe służby – policja i Straż Marszałkowska – twierdzą, że to miejsce należy do tej drugiej. Oczywiście przypomina to nieco sytuację na granicy z Białorusią. Rzeczywistość policyjnych kotłów znana jest wielu z nas. W tym sensie chcielibyśmy, żeby nasza tu obecność była jakimś wyrazem solidarności z ludźmi z Usnarza i tysięcy innych takich miejsc na całym świecie oraz z milionami ludzi tam uwięzionych, o których losie nie wiemy niczego, bo nie patrzą nam w oczy tak bezpośrednio, jak te 32 osoby przetrzymywane pod lufami karabinów polskich służb. Wiemy jednak, że ta nasza solidarność nie jest warta wiele. Tamci ludzie umierają z głodu, pragnienia, zimna i chorób. Porównania nie są możliwe.

Żyjąc we względnym komforcie – niewyobrażalnym przecież dla wszystkich, którzy z różnych względów szukają schronienia w naszej części świata – sądzimy na ogół, że na ich los w odległych rejonach świata nie możemy mieć wpływu. To oczywiście nieprawda. Mamy wpływ. Uczestniczymy w koalicjach prowadzących wojny. Uczestniczymy w obronie granic Unii Europejskiej i kształtujemy unijną politykę na równi z innymi państwami granicznymi.

Stoimy tu dzisiaj niewielką grupą w geście symbolicznym. Jesteśmy jednak przekonani, że wokół Sejmu powinny dziś stanąć jako „żywe zasieki" tysiące obywateli, którym nie jest wszystko jedno. Nie w geście symbolicznym, ale w akcie realnego, pokojowego oporu. Wiemy, że brutalna polityka władz zniknie tylko wtedy, kiedy przestanie być tak łatwo i tak oczywiście opłacalna dla rządzących, kiedy koszt stanie się dla nich odczuwalny. Po to tu przyszliśmy. By zaapelować do współobywateli o wspólne, solidarne i zdeterminowane działanie.

Przepisy stanu wyjątkowego należy łamać. Nie wolno im ulegać. Stan wyjątkowy nie może pozostać rzeczywistością odległych miejsc gdzieś na granicy. Trzeba go przynieść do stolicy i na teren całego kraju.

Tadeusz Jakrzewski, 

Leokadia Jung,

Andrzej Kowalski,

Emilia Łach,

Piotr Stańczak,

Anna Szmel,

Mariusz Redlicki.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.