Kiedyś w szkole młodzież będzie dowiadywać się o Władku Frasyniuku jako o herosie walki z komuną, a także z gangreną "Czasów panowania Prezesa"
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Władysław Frasyniuk spontanicznie zareagował na haniebne, nieludzkie, antychrześcijańskie zachowanie obecnych władz naszego państwa. Użył słowa „śmieci" wobec żołnierzy, którzy zostali przez swych dowódców, a ci przez władze państwa, poniżeni w swym człowieczeństwie i przymuszeni rozkazem do pełnienia nieludzkiej, hańbiącej roli. 

Oni nie są śmieciami, ale – i to hańbi ich dowódców i mocodawców tych dowódców –  potraktowani jak śmieci. Jak niewolnicy dozorujący niewolników. Władek Frasyniuk w swym pełnym uzasadnionej pasji wystąpieniu być może niepotrzebnie ich, żołnierzy, spostponował.

Oczywiście, gdyby oni wszyscy – bądź choćby niektórzy z nich – mieli bardzo silne charaktery (takie jak miał zawsze i ma dzisiaj Frasyniuk), to powinni, nawet narażając się na represje, odmówić wykonania hańbiącego rozkazu. Czy nie jest torturą zabranianie podania wody uwięzionym na granicy? No to teraz posłużę się wspomnieniem.

Krzyże przy zasiekach we wsi Minkowce, w tle zasieki przy granicy polsko-białoruskiej
Krzyże przy zasiekach we wsi Minkowce, w tle zasieki przy granicy polsko-białoruskiej  Ewa Jankowska

W sierpniu 1968 roku wracałem z żoną z wakacji w Jugosławii. Wracałem okrężną drogą przez sowiecką wówczas Ukrainę, bowiem, jak wiadomo, Czechosłowacja była wówczas „najechana" przez wojska okupacyjne: sowieckie i – między innymi – także polskie. Przekroczyliśmy granicę polsko-radziecką w Medyce.

Gdy wjechałem na polską stronę, wyszedł z posterunku celnik, a chwilę po nim oficer WOP, kapitan. Jakiś smutny mi się wydał. Spytał, czy mamy jakieś widokówki, bo zbieranie ich to jego hobby. Miałem jakąś ładną pocztówkę ze Splitu. Przyjął, podziękował, ale wciąż stał obok naszego samochodu i milczał. Dopiero po chwili powiedział : „Ale wstyd, co?".

Nigdy tego momentu nie zapomnę. Ten kapitan Ludowego – jak się wówczas mówiło – Wojska Polskiego uratował w moich oczach honor tego polskiego wojska. Dziś – nie użyję zwrotu Władka, powiem inaczej – dziś, kapitan, czy też inny dowódca tych żołnierzy stojących na granicy polsko-białoruskiej, który zabrania niesienia uchodźcom przysługującej im zgodnie z konwencją genewską pomocy humanitarnej, hańbi honor Wojska Polskiego.

A oburzającym się na sformułowanie Frasyniuka pozbawionym czci i wiary pisowskim hipokrytom przypomnę tylko niektóre z inwektyw hojnie rzucanych przez prominentnych działaczy tej będącej wciąż jeszcze u władzy i rujnującej nasz kraj partii. Otóż ja i co najmniej połowa narodu zostaliśmy nazwani przez nich – z Prezesem na czele – „gorszym sortem", „komunistami i złodziejami", „zdradzieckimi mordami" itd., itd.

Władka Frasyniuka radziłbym nie tykać. O większości tych strasznych miernot, które dziś nami rządzą – poza najbardziej zhańbionymi osobnikami, bo ci zostaną zapamiętani – nikt w przyszłości nie będzie pamiętał. A Frasyniuk na zawsze w naszej historii zostanie. Jako przykład nieprzejednanej wierności szlachetnym zasadom. Gdy już będziemy mieli za sobą „czasy ciemnoty" w edukacji pod kierunkiem ministra Czarnka, młodzież będzie mogła dowiadywać się o Władku jako o herosie walki z komuną, a także z gangreną „Czasów panowania Prezesa".
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej