Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"We wczesnych godzinach rannych 13 sierpnia 1961 r. uzbrojone oddziały zaczynają odgradzać drutem kolczastym granicę między Berlinem Zachodnim a Wschodnim. Później beton cementuje podział. Czterometrowy mur i znajdujący się za nim pas śmierci dzieliły miasto na pół".

Prawie dokładnie w siedemdziesiątą rocznicę budowy muru berlińskiego, na granicy polsko-białoruskiej, rozciągnięto drut kolczasty, by uchronić kraj przed nieproszonymi emigrantami.

I tu znów cytat: „Politycy argumentowali, że nie zabezpieczenie tej granicy było 'politycznie trudne i niezbyt łatwe'. Bez takiego posunięcia 'mogło to doprowadzić do zakłócenia istniejącego porządku życia publicznego i spowodowałoby rozchwianie gospodarki'  oraz 'wywołałoby rozgoryczenie i niezadowolenie mieszkańców wobec rządu'".

To  prawie dosłowne tłumaczenie wystąpienia przywódcy NRD Waltera Ulbrichta, który w ten sposób tłumaczył rozkaz rozpoczęcia budowy muru berlińskiego. I tak po siedemdziesięciu latach od powstania muru berlińskiego polskie władze, odgradzają się drutem kolczastym od potrzebujących pomocy uchodźców z Bliskiego Wschodu. Panowie ministrowie spraw zagranicznych tłumaczą to niemal dokładnie tak samo jak reżim w Berlinie Wschodnim. Niewielka grupa  koczująca między Białorusią i Polską ma stanowić zagrożenie dla kraju szczycącego się po roku 89 solidarnością i tolerancją. Kraju, który według propagandy obecnego rządu  wstał z kolan, który obejść się może bez oparcia w Unii Europejskiej i NATO.

Nie będę się już odwoływał do wartości chrześcijańskich czy polskiego katolicyzmu, bo byłoby to nie w porządku wobec tych, którzy przywiązani są naprawdę do tych wartości, a nie noszących to jako nic niewarte frazesy na swoich sztandarach.

W tym wypadku rząd polski pogwałcił, nie po raz pierwszy zresztą, wszystkie umowy międzynarodowe dotyczące pomocy humanitarnej i praw człowieka w stosunku do uchodźców. Jest to skandal o wymiarze międzynarodowym

i nie uda się go przykryć okrągłymi słówkami o tym, jak to my, żyjący na zachodzie, nie rozumiemy sytuacji w Polsce. A tak, nie rozumiemy, bo to się nie mieści głowie, gdy w środku Europy grupa uchodźców otoczona z obu stron zastępami żołnierzy i przesłonięta przez wojskowe pojazdy, tak by kamery wolnych mediów nie mogły pokazać tego skandalu na cały świat. Ale świat już się dowiedział i potępia takie postępowanie.

W mediach społecznościowych, a konkretnie na TT,  Robert Bąkiewicz pisze: „@SNarodowa na granicy polsko-białoruskiej! Żądamy muru na granicy, który zabezpieczy nas przed nachodźcami, którzy stali się elementem wojny hybrydowej Rosji z Polska. Dziękujemy @Straz_Graniczna @WojskoPolskie za obronę granicy". Grzeją teraz temat uchodźców, bo w nowomowie władzy uchodźca to ten zły, roznoszący choroby i pasożyty, dybiący na cnoty niewieście, narodowe dobra i tradycje!

Na koniec krótkie wspomnienie z czasów stanu wojennego 1981. Co by się stało z nami, uciekinierami stanu wojennego, gdyby wtedy Duńczycy postawili zasieki z drutu kolczastego na przystani promowej w Kopenhadze? Nie, nie było drutów, była pomoc, ciepła odzież, jedzenie i najważniejsze: współczucie, normalne współczucie ludzi do nas, uciekinierów stanu wojny z Polski.

Obywatel/ ka Unii Europejskiej

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.