Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Redaktorze,

nawiązuję do Pańskiej odpowiedzi na mój list (list i odpowiedź: Wyborcza.pl, 16.08.2021). Pominę komentarz na temat tytułu, jakim Redakcja go poprzedziła („Kto, czego nie wie?") oraz lead sugerujący co innego, niż w tekście jest. Każdy może przeczytać.

Odniosę się natomiast bliżej do kilku wątków z Pana odpowiedzi.

„Nowatorska logika redystrybucji zasług" to – jak rozumiem – Pańskie (bo z pewnością nie moje) podejście do kwestii, jaką w swoim liście omawiałem. „Redystrybucja" to podział wtórny; ja zaś żadnego „podziału wtórnego" nie proponowałem. Sugerowałem tylko, że wypadałoby dostrzec zasługi wszystkich tych, którzy dołożyli swoją cegiełkę do sukcesu ogółu. W skrócie: nie chodzi o to, by odebrać jednym, by dać drugim (bo to jest redystrybucja), ale by oddać każdemu to, na co zasłużył i co wypracował dla dobra wspólnego.

I to właśnie omawiałem. Postawiłem Panu zarzut, że – gdy przypominał Pan dokonania Jerzego Wójcika (jak go Pan określa: „fantasty i marzyciela"; J. Kurski, Kto stoi za „Wyborczą", „GW" z 7 sierpnia 2021) – pominął Pan zasługi wszystkich innych (poza czytelnikami).

Bo impuls do zmian bezsprzecznie wyszedł od rady nadzorczej i zarządu, gdy na horyzoncie widać już było początek kryzysu „papieru" (najpierw podupadł w USA, a kilka lat potem w Europie). I nawiązując do Pana „nieśmiałej prośby o małą obywatelską przysługę", by rada nadzorcza „nadała impuls" do zmian antyinflacyjnych, końca rządów PiS czy globalnego ocieplenia – rozumiem, że w nas (tj. w radę nadzorczą czy zarząd) Pan nie wierzy, ale Jerzy Wójcik? Kto wie... Bo siła sprawcza „fantasty i marzyciela" nie zna granic. Taki mniej więcej – nieledwie hagiograficzny – obraz Pan namalował.

Przede wszystkim jednak nigdzie nie znajdzie Pan w moim liście sugestii, że owe słabsze lata finansowe „GW" to „wina redakcji"; to Pański dodatek. Wiemy wszyscy, gdzie jest sprawczość (świat się zmienia) i czyja jest wina (trwa już drugą kadencję).

Wobec tego nie wchodźmy w szczegóły, bo nie o wykład tu chodzi ani o publiczne liczenie kto, komu i ile. Zgadzam się, że dziś musimy zgodnie mierzyć się z tym, co nam wszystkim (telewizji, prasie czy mediom w ogóle) realnie grozi, a sprawy wewnętrzne Agory poukładać bezzwłocznie. Bo nie jest tak, że najpierw jest „GW", potem długo, długo nic, a gdzieś tam w oddali majaczy cała reszta. Nie: jest tylko Agora, z „GW" i licznymi innymi załogantami na pokładzie.

Zarzucił mi Pan też, że nie wspomniałem o dziennikarzach. Wspomniałem (choć bez tytułów zawodowych), jako o tych, co pracują na sukces Agory. Dziennikarze i inni, wszyscy w takim stopniu, w jakim mogą. I chcą (jeśli chcą).

Z poważaniem

Andrzej Szlęzak

Wielce Szanowny Panie Profesorze,

dziękuję za polemikę z moją polemiką, będącą odpowiedzią na Pańską polemikę. Pozwoli Pan zatem, że nie będę nękał więcej naszych Czytelników. Pańska polemika całkowicie wystarczy.

Z poważaniem

Jarosław Kurski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.