Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeczytałam artykuł o tłoku w pociągu i chcę także podzielić się swoim doświadczeniem.

Na 13 sierpnia kupiłam bilet rodzinny (Warszawa Centralna - Gdańsk Główny) w pierwszej klasie. Podróżowaliśmy we trójkę: dziecko, moja siostra i ja  (osoba ze znacznym stopniem niepełnosprawności). Pociąg  miał odjechać o godz 19.30. Zaczęło się fatalnie, bo przyjechał opóźniony już o 15 minut.

Na peronie - tłumy. Gdy stanął, wszyscy rzucili się do środka. Tłok był taki, że z trudem można było się przecisnąć. Kiedy w końcu dotarliśmy do przedziału, przez  pół godziny musiałam wypraszać ludzi, którzy zajęli nasze miejsca.

Tłum na korytarzu praktycznie  uniemożliwiał przejście z dzieckiem do toalety. Przez całą drogę towarzyszyły nam hałas z korytarza, krzyki, alkohol, wyzwiska. Na którejś ze stacji ze względu na jakąś awarię systemu staliśmy 1,5 godziny.

Zapłaciłam więcej za bilety pierwszej klasy, żeby jechać z dzieckiem komfortowo i bez ścisku, móc rozprostować kości, przejść się po korytarzu. Tymczasem podróż była nieprzyjemna, długa, w zaduchu. 

A PKP odpowiedziało, że mają prawo sprzedawać bilety bez gwarancji miejsca. Dlatego odradzam wszystkim podróż PKP.

czytelniczka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.