Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zawsze narzekam, gdy przychodzi czas badań okresowych. Z tego są same kłopoty. Idzie człowiek się prześwietlić, coś mu znajdują, potem traci czas na wyjaśnienie, że w sumie to nic wielkiego. Jakbym nie poszła na to badanie, to efekt byłby taki sam. Miałam skierowanie mojej ginekolożki na USG piersi w lutym, myślałam, że pójdę, kiedy już się zaszczepię, i potem zapomniałam. W końcu się ocknęłam. Mina lekarza mówiła wszystko. - Biopsja natychmiast - powiedział. Wystraszyłam się. Pomyślałam, że trzeba szybko wejść w system DiLO chorych na raka, bo dzięki temu przyspieszę kolejne etapy leczenia.

DiLO to potoczna nazwa karty diagnostyki i leczenia onkologicznego. Wydaje się ją osobie, u której pojawiło się podejrzenie nowotworu złośliwego. Karta DiLO działa jak priorytetowe skierowanie. Można szybciej wykonać diagnostyczne badania.

Poszłam więc do mojej przychodni w Falenicy, bo tę kartę wystawia lekarz rodzinny. Moja lekarka jest na macierzyńskim. Zobaczyłam, że jeden z lekarzy siedzi w pustym gabinecie. Zajrzałam, zaczęłam tłumaczyć, że mam prawdopodobnie raka piersi czy mógłby w drodze wyjątku bez odpowiedniego numerka wciągnąć mnie w system DiLO (tu mam badanie USG). Powiedział nieprzyjemnym tonem, że nie ma czasu i żebym wyszła, bo jest zajęty i za chwilę zaczyna konsultacje telefoniczne. Faktycznie, uznałam, nie mam numerka, miał prawo tak powiedzieć.

Idąc na pobliski targ, zastanawiałam się, co dalej. Na targu znajome mi powiedziały, że jestem niemądra i że trzeba uderzyć do pozostałych lekarzy, bo ten akurat jest wyjątkowo arogancki. Wróciłam do przychodni. Zajrzałam do gabinetu starszej pani doktor. Była bardzo miła, ale powiedziała, że nie ma możliwości wciągnięcia mnie do DiLO, bo nie ma drukarki. Wracam do recepcji. Niestety, wolnych numerków do innych lekarzy na razie nie ma. Następnego dnia numerek się znalazł. I poszłam do trzeciego lekarza w tej przychodni. Też był bardzo miły, ale powiedział, że nie ma odpowiednich pinów i nie może mnie wciągnąć do systemu. - Ale - mówi - ten nasz młody doktor ma wszystkie piny i on pani to zrobi. Zaczyna dziś wizyty o 15 i jak go pani poprosi, to załatwi sprawę od ręki - dodał. - Nie sądzę - powiedziałam. Była 14.30. Młody doktor faktycznie właśnie pojawił się w okolicach recepcji, więc spróbowałam jeszcze raz, tłumacząc, że inni lekarze nie mają takiej możliwości jak on. Odparł, że wszyscy lekarze rodzinni mogą wciągnąć pacjenta w system DiLO i on nie rozumie, o co mi chodzi. A poza tym nie ma czasu. I poszedł. Sprawdzam w recepcji, kiedy są wolne numerki do tego lekarza. Okazało się, że za 10 dni.

W sumie to nie jest jakiś bardzo długi okres, dla leczenia nie miało to zapewne fundamentalnego znaczenia. Ale jest jeszcze kolejka do biopsji, na którą też pewnie trzeba by było poczekać, może nawet miesiąc. A potem czeka się na wynik dwa tygodnie. W przypadku takiej diagnozy dla chorego ważne jest poczucie, że wszystko ogarnia tak szybko, jak to możliwe. I nie czeka, aż rak rozwinie się jeszcze bardziej. Bezczynność jest dołująca.

Na szczęście poprzedni lekarz - ten bez pinów - wystawił mi skierowanie do chirurga onkologa. Zrobiłam szybko biopsję odpłatnie, w sumie włącznie z oznaczeniem receptorów to ok. 1200 zł. Nie każdego na to stać. Dla wielu Polaków to poważny wydatek.

Niby wszystko jest w porządku, formalnie trudno się do czegoś przyczepić. Numerek do lekarza musi być. I nie ma co histeryzować. A jednak człowiek ma poczucie, że coś jest "nie halo".

A jednocześnie chciałam bardzo podziękować wszystkim lekarkom i lekarzom w szpitalu na Wawelskiej za wspaniałą opiekę i leczenie. Dziękuję lekarzom patomorfologom, lekarkom przeprowadzającym USG, chirurgom i onkologom, pielęgniarkom, pielęgniarzom i salowym, a także przemiłemu zespołowi, który zajmuje się radioterapią.

I obiecałam, że szczególnie pozdrowię pana Maćka z radioterapii. Panie Maćku, pozdrawiam!

Czytelniczka

(imię i nazwisko znane redakcji)

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.