Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Problem z wysokością diet parlamentarzystów nie jest nowy. Znany był już w starożytności. Radzono sobie różnie. Często, jak w Rzymie, żadnych diet nie było. Wtedy kradli i ustawiali się w kolejce po łapówki. Dlatego zaczęto w końcu płacić, ale wtedy trudno było ich powstrzymać przed przyznawaniem sobie kolejnych podwyżek.

Rozwiązanie przyjęte w Stanach wydaje się najlepsze, a zarazem bardzo proste. Ujęte jest w jednym zdaniu, które na wszelki wypadek zapisano jednak w postaci poprawki do konstytucji.

Łatwo wcale to nie przeszło. Poprawkę zgłoszono razem z dziesięcioma pierwszymi poprawkami do uchwalonej w 1787 roku konstytucji już dwa lata później, ledwie pół roku po wejściu konstytucji w życie. Dwa lata zajęło bowiem ratyfikowanie konstytucji przez stany. Wśród tych poprawek były tak zasadnicze, jak pierwsza poprawka ustanawiająca wolność religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń. I kontrowersyjna druga poprawka wprowadzająca do niej prawo posiadania broni. A także prawa do sądu z ławą przysięgłych i prawa oskarżonego. Określa się te poprawki jako United States Bill of Rights (czyli Kartę Praw Stanów Zjednoczonych). Wszystkie one zostały ratyfikowane przez stany i weszły w życie już dwa lata później.

Razem z nimi zgłoszono jeszcze jedną poprawkę (pierwotnie drugą), która stwierdzała, że "No law, varying the compensation for the services of the Senators and Representatives, shall take effect, until an election of Representatives shall have intervened".

Czyli tłumacząc na polski: „Żadne prawo zmieniające wynagrodzenie członków Senatu i Izby Reprezentantów nie wejdzie w życie przed kolejnymi wyborami do Izby Reprezentantów".

Wyjaśnić tu trzeba, że izba niższa amerykańskiego sądownictwa nazywa się Izbą Reprezentantów, stąd jej członkowie to reprezentanci. Członków tej izby inaczej niż w Polsce wybiera się co dwa lata, a razem z nimi 1/3 członków Senatu (czyli 33 lub 34 ze 100). Głosowanie za podwyżką diet jest jednakowo popularne w Polsce, jak na całym świecie, w tym oczywiście w Stanach Zjednoczonych. Zatem zgłoszenie takiej propozycji i głosowanie za nią dawało niemal pewność członkom Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu, że nie będą mieli okazji się nią już cieszyć.

Na ratyfikację zgłoszonej w 1789 roku poprawki przyszło poczekać ponad dwieście lat, do 1992 roku, kiedy weszła w życie jako ostatnia jak dotąd, 27. poprawka. Rekord, przynajmniej za naszego życia, już nie do pobicia.

Obecnie rządzący bardzo często, uzasadniając wprowadzane zmiany, powołują się na to, że jakieś prawo obowiązuje również za granicą. Sugerując, że korzystają po prostu z najlepszych rozwiązań. To może by skorzystali tu z przykładu Stanów, jednej z najstarszych demokracji świata? No, może z pominięciem tego dwustuletniego vacatio legis.

Rafał Korzeniewski

PS. W angielskiej wersji Wikipedii można znaleźć zdjęcie pierwszej strony jednej z 14 zachowanych kopii Bill of Rights uchwalonej przez Kongres, zawierającej pierwotne dwanaście poprawek do konstytucji. 27. widnieje tam jako druga.

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.