Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Właśnie wróciłam z wycieczki po Teneryfie. Była to podróż katamaranem wzdłuż  zachodniego brzegu  wyspy.

Niestety, całą przyjemność wyprawy straciłam już na samym początku, obserwując stojącą w kolejce tuż za nami polską rodzinę 2+1. Była to para młodych ludzi z może 4,5-letnią córką. Czekaliśmy ponad pół godziny na przybycie katamaranu. Podczas tego czasu ani ojciec, ani matka nie zwrócili się do swojego dziecka po ludzku. Pytania i uwagi dziewczynki konsekwentnie wyśmiewali lub ignorowali. Mała siedziała na chodniku i po prostu chciała wiedzieć, kiedy rozpocznie się wycieczka. Rodzice albo gapili się w komórkę i "rozmawiali" z dzieckiem jak z powietrzem, albo zniecierpliwieni odpowiadali, że zostawią córkę w porcie, a sami udadzą się w podróż. Najwyraźniej chcieli ją zniechęcić do zadawania pytań.

Tymczasem ileż rzeczy można było przy okazji takiej wycieczki wytłumaczyć i pokazać dziecku! Na ile pytań tej dziewczynki można by było odpowiedzieć!

Zabrakło mi determinacji, by podejść do młodej matki i poprosić o trochę miłości i zrozumienia dla własnej córki.

Samej dziewczynki było mi po prostu  żal. Jakże źle musiała się czuć na tej wycieczce. Niby z rodzicami, a jednocześnie zostawiona sama sobie.

Powinniśmy częściej poruszać tematy praw dziecka oraz mówić o obowiązkach, jakie wynikają z ich posiadania. Dziecko nie potrafi samo się obronić. Do tego potrzebuje dorosłych, a czasami nawet odwagi ludzi postronnych. Dzisiaj niestety mi jej zabrakło…

Anna

Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.