Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Miałem ostatnio sposobność porozmawiać z młodym człowiekiem z mojej bańki, inteligentem lewicującym. Rozmowa skłoniła mnie do refleksji nad obroną TVN z ideowego punktu widzenia. Jako że jestem uszyty z tej materii, kompletnie nie docierają do mnie skądinąd zapewne słuszne argumenty, że to kapitał, że wolność gospodarcza, że nasz sojusznik strategiczny, etc.

Dla mnie to pozostaje całkiem bez znaczenia podobnie jak dla sporej grupy moich przyjaciół płci obojga z opozycji ulicznej. My się brzydzimy rozmów o pieniądzach, bo o nich nie rozmawiają ani damy, ani gentlemani nawet wówczas, gdy sami są biedni jak myszy kościelne.

Obrona TVN wynika jedynie z naszego umiłowania wolności słowa i z szacunku dla dziennikarzy dbających o rzetelność i uczciwość w swoim fachu. Nie dlatego, że czyjeś interesy mogłyby zostać pogrzebane. Nasza obrona TVN bierze się z łaknienia prawdy i dostępu do informacji. I z porównania TVN ze szczujnią pisowską TVP oraz z groźby, że ta ostatnia będzie jedyną telewizją w Polsce.

W ogóle uważam, że w naszych publicznych dyskusjach zbyt mało rozmawiamy o etyce i moralności. Owszem sfery te nie kłócą się z biznesem, a przynajmniej nie zawsze, jednak to etyka ma być dla nas drogowskazem, w dodatku taka, którą traktujemy jako własną, etyka uwewnętrzniona, która nam dyktuje od serca, czego bronić, a przeciw czemu się przeciwstawiać.

Niektóre pisowskie rejony zastanawiają się, czy nie odwołać strefy wolnej od LGBT, lecz nie dlatego, że to uchwała faszystowska i dyskryminacyjna, tylko dlatego, że nie dostaną funduszy zagranicznych... Przeczytałem analizę Łukasza Rogojsza "Donald traktuje podbitych jak podbitych" - o relacjach Tusk - Trzaskowski. Że Tusk zdominował polityczną scenę, a Trzaskowski wyleciał na margines. W tej analizie Trzaskowski opisywany jest jako niezdecydowana gapa, co mnie boli i z czym się stanowczo nie zgadzam. Przeciwnie - uważam, że Rafał Trzaskowski usuwając się w cień, zachował się jak odpowiedzialny, wybitny polityk, który sprawy kraju, ojczyzny traktuje jako najwyższe dobro i który potrafi osobiste ambicje schować do kieszeni. Taka postawa świadczy o najwyższych standardach moralnych, którym prezydent stolicy hołduje. Nie jak pan Hołownia, który narcystycznie pragnie swoją osobą na siłę nas wszystkich ubogacić.

Ruski ład pana Kaczyńskiego jakoś nie wzbudził w Polakach szczególnego zachwytu ani nawet umiarkowanego aplauzu. Przeciwnie, pisowcy jeżdżący po kraju są wygwizdywani. Inflacja rośnie, jeszcze nie szaleje, ale wiem to na pewno, że jest o krok. Pamiętam, jak byłem milionerem i zarabiałem w milionach. I miliony wydawałem w spożywczaku. Donald Tusk słusznie mówi o "ruskim ładzie", że jest niczym innym, tylko trzykrotną dupą (to moja interpretacja): drożyzna, daniny, dług.

Cóż, od sześciu lat mówimy ciągle i ciągle powtarzamy, że pieniądze nie rosną na drzewach, ale elektorat nie dowierza.

Otóż musimy zbiednieć, żeby zmądrzeć. Tylko wtedy tzw. przez Kurskiego "ciemny lud" tego nie kupi i tylko wówczas wyjdzie na ulice, jak w '56, jak w '70, jak w '76 i jak w '80.

Nigdy w obronie dziennikarzy, sędziów, trybunałów czy praworządności. Tylko wtedy, gdy kiełbasa nadmiernie zdrożeje. I nic tu nie da zaklinanie przez Morawieckiego czy Glapińskiego rzeczywistości, że wprawdzie złotówka słabnie i ceny rosną, ale rosną też pensje i można kupić więcej cukru. Dobrze wiemy z dawnych lat, jaka jest zawartość cukru w cukrze i że bimber to jeszcze nie wszystko.

Spytacie: zacząłeś na górnym C od moralności, a kończysz na kasie, dlaczego? Bo w państwie Kaczyńskiego moralność jest nieważna i nieistotna, ważny jest skok na kasę. Władza rozkrada budżet i majątek, a ludowi rzuca ochłapy i dla niepoznaki zakłada do tego komże i sutanny.

Nie będzie kasy unijnej, bo jesteśmy państwem mafijnym, państwem bezprawia. Jeszcze własny tyłek próbuje ratować Manowska z Sądu Najwyższego, pisząc rozpaczliwe i kuriozalne listy do swoich mocodawców, ale na Nowogrodzkiej decyzje już zapadły. Zostaniemy goli, w samych skarpetkach i z Kaczyńskim na kolanach lub raczej na plecach. I wtedy być może uratuje nas społeczny wkurw na powszechną biedę.

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.