Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mamy nieprzebrane ilości pieniędzy! – ogłosił ponad rok temu prezes NBP. I wszystko wskazuje na to, że nie żartował i że coraz bardziej ma rację! Ale czy nie przerabialiśmy już takiego scenariusza w niedawnej historii, i to kilkakrotnie? Że tak się dzieje, potwierdzają kolejne opinie na temat polityki pieniężnej i inflacji  z wywiadu prezesa Glapińskiego dla "DGP" (z 20 lipca).

Wydawało się, że więcej niedorzeczności nie da się już sformułować, a jednak…! Przytoczmy też tezy niektórych naukowców, wcześniej rektorów szkół ekonomicznych, a ostatnio dr. Krzysztofa Kalickiego typu: „lobby frankowe insynuuje bankom, że na rynku tworzyły iluzje", że „banki nie czerpały korzyści finansowych ze zmiany kursu walutowego" oraz że „wzrost obciążeń klientów nie miał istotnego wpływu na dochody banków, gdyż (…) miały one domknięte pozycje walutowe". Autor przytacza też stanowisko KNF oraz NBP przedłożone Sądowi Najwyższemu, które ma potwierdzać jego tezę. Ale nie wspomina, skąd w bankach owe pozycje walutowe się wzięły i czyim kosztem były i są domykane, więc niezależnie od tego, co stanowi prawo – co bank naliczył, to mu się należy! Mamy więc przykład, że interes ogółu jest ważniejszy niż prawo jednostki! Bo przecież my robimy wszystko dla dobra społeczeństwa i kraju, dbamy o kondycję systemu bankowego, budżetu, nowego ładu, przyrostu PKB, takoż i poszanowania zasad gospodarki rynkowej. Inni zaś wykazują brak szacunku dla porządku ekonomicznego i społecznego. Tak m.in. prezes NBP mówi o problemach banków związanych z koniecznością korekty zysków, już zrealizowanych i przyszłych.

Sprawa owych kredytów wydaje się nie mieć związku z obecną polityką finansową, ale czyż nie jest pouczającym przykład, że w okresie boomu kredytowego bankom udało się za pomocą derywatywów, czyli z niczego, wykreować niemal 100 miliardów franków szwajcarskich, na co ani nadzór, ani jakiekolwiek służby kontrolne nie zwróciły uwagi? No więc skoro można było wytworzyć 100 mld CHF, to czemuż nie więcej? Tyle że z walutą obcą sprawa się nieco rypła, bo doniesiono do TSUE, a ten przypomniał, że praw, nie tylko konsumentów, należy przestrzegać.

Podobny, nawet mniej skomplikowany mechanizm można skonstruować z udziałem waluty rodzimej. Ważne przy tym, by ustalić, kto za to zapłaci. W przypadku tworzenia szwajcarów płacili kredytobiorcy, ale w przypadku produkowania złotówek, sprawa jest bardziej sprawiedliwa, bo zapłacą wszyscy. 

– Przecież inflacja to same korzyści – stwierdził niedawno prezes Glapiński w imieniu rządzących. Niestety, ma rację – dla rządzących same korzyści, natomiast wszyscy inni stracą, ale to prezesa NBP niezbyt obchodzi. Społeczeństwu zaś, czytaj: ciemnemu ludowi, na wszelki wypadek ogłosił: "projekcja wskazuje, że inflacja się obniży, do czego się przyczyni wygaśnięcie lub osłabienie wielu czynników podażowych i regulacyjnych". Prowadzący wywiad nie ośmielił się już dopytać: cóż to za czynniki podażowe miałyby osłabić inflację w dającej się przewidzieć przyszłości?

Odpowiedzi mógłby udzielić przeciętnie zdolny licealista, każdy przedsiębiorca dopytując: jakież to koszty wytworzenia wkrótce się obniżą? Albo jakiż to czynnik regulacyjny miałby ułatwić działalność producentom? Może prezesowi chodzi o przywrócenie urzędowego ustalania cen/marż? Wspomina też o ciekawej inicjatywie prezydenta Andrzeja Dudy, która zmierza do wprowadzenia obowiązku płatności gotówkowych (w domyśle zlotowych).

Przypomnijmy – konstytucja stanowi, że walutą jest PLN, natomiast prawo cywilne dopuszcza regulowanie zobowiązań także w innych walutach. Skłania to do podejrzeń, że sam prezes nie bardzo ufa złotemu i stąd przymus obrotu złotymi, by zapobiec ucieczce w waluty obce (?). A po drugie – by zawczasu przedsiębrać kroki w celu wykluczenia przejawów panoszenia się euro jako waluty politycznie niepoprawnej. Każdy student ekonomii odpowie bez namysłu, że na wygaśnięcie lub osłabienie czynników podażowych i regulacyjnych inflacji można liczyć wtedy, gdy gospodarką zarządzać będą fachowcy.

Cały wywiad i wcześniejsze wypowiedzi o inflacjach, wzrostach PKB, projekcjach, strategiach, ożywieniu, to słownictwo „Polskiego ładu", a nawet ściema mająca przykryć prawdziwe cele i problemy polityki pieniężnej. A należałoby zapytać: co szef NBP zamierza zrobić z nawisem inflacyjnym w wysokości 37 proc., narosłym w latach 2016-2020 albo z rosnącym długiem publicznym? Jak zamierza chronić oszczędności Polaków? Można zgodzić się z prezesem, że: „decyzjami dotyczącymi polityki pieniężnej nie obniżymy tegorocznej inflacji". A to dlatego, że nie chcemy, bo jak twierdzi dalej: „My podejmujemy decyzje dotyczące polityki pieniężnej, mając na uwadze tylko i wyłącznie dobro naszej polskiej gospodarki. Po to mamy własną walutę, aby móc prowadzić autonomiczną politykę pieniężną, tak aby jak najlepiej służyła ona Polakom. I tak właśnie działamy". No i służy Polakom, bo rządzący to przecież Polacy. Ale art. 3.1. Ustawy o NBP stanowi, że podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, a wspieranie polityki gospodarczej rządu wtedy, gdy nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Także konstytucja w art. art. 227 stanowi, że NBP odpowiada za wartość polskiego pieniądza, co obejmuje też ochronę oszczędności obywateli, i nie wymienia wspierania gospodarki jako bezpośredniego zadania NBP. To należy do kompetencji rządu. Czyżby każda instytucja, niezależnie od przypisanych jej prawem zadań/ prerogatyw, rozdziału kompetencji, miała na celu jedynie wspieranie aktualnie rządzących?

Zasadne będzie przypomnieć, że stabilność cen jest jednym z fundamentów długofalowego rozwoju gospodarki, natomiast inflacja szkodzi wszystkim z wyjątkiem rządzących, bo zapewnia im większy udział przy „dzieleniu tortu". Niska inflacja i stabilna wartość pieniądza są dobrem społecznym, więc najlepszym wkładem, jaki polityka prezesa Glapińskiego mogłaby wnieść w rozwój gospodarczy byłoby utrzymanie stabilności cen. Nie da się budować stabilnej gospodarki na słabnącym, gumowym pieniądzu, a z mnogości banknotów nie rodzi się dobrobyt. Warto wspomnieć też, że zarówno konstytucja, jak i ustawa o NBP, zapewniają bankowi centralnemu niezależność, by oprzeć się naciskom politycznym i zwiększaniu popytu kosztem braku stabilności finansowej. Nie wydaje się, aby prezes NBP z owej niezależności raczył często korzystać. Niestety, realizując politykę pieniężną w interesie społeczeństwa, należałoby rządzącym od czasu do czasu się sprzeciwić, bowiem interesy owych grup nie są zawsze zbieżne.

Swoją wypowiedzią, że „w żaden sposób decyzjami dotyczącymi polityki pieniężnej nie obniżymy inflacji, która ma w większości zewnętrzne przyczyny, a jej zacieśnieniem moglibyśmy osłabić dopiero co rozpoczęte ożywienie" – prezes Glapiński potwierdza, że z inflacją walczyć nie zamierza! Inflacja nie spędza mu snu z powiek, bo orzekł, że w najbliższych dwóch latach ma pozostać niska, na poziomie 2,5 proc. 

Problem raz ogłoszony na konferencji prasowej uważa się za rozwiązany. A jeśli stanie się inaczej, wytłumaczeniem będą czynniki zewnętrzne, Unia Europejska, opozycja albo pandemia! A my, cóż – już dziś widać wyraźnie i rosnące ceny, i lukę inflacyjną, czyli nadwyżkę wytworzonych pieniędzy ponad wzrost PKB, czego prezes NBP nie dostrzega. Nie obchodzi go stabilność pieniądza, ani trwałość oszczędności obywateli. Ważniejszy jest cel doraźny polityków, który ma realizować jako priorytet, nawet jeśli ani ustawa, ani konstytucja pośród głównych obszarów działania NBP celu takiego nie wymieniają.

Ireneusz Łazarski

prawnik, biegły rewident, absolwent ekonomii i finansów, Georgetown University, Washington D.C

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.