Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Modne są ostatnio tatuaże patriotyczne. Znak Polski Walczącej pojawia się na plecach, łydkach, biustach i w innych miejscach, o których nawet nie wypada pisać. Tak niektórzy Polacy pojmują patriotyzm. Niekiedy na jednym bicepsie jest znak używany przez powstańców warszawskich, a na drugim dla równowagi - znak Falangi. Porozumienie ponad podziałami, na bratnich bicepsach. Ci, którzy dodatkowo chcą podkreślić patriotyzm w niepogodne dni, kupują sobie skarpety, majtki i koszulki w patriotyczne wzory i sentencje. Przyozdabiają nimi także ubranka swoich małych pociech, auta i motocykle. Słowem, patriotyczne deklaracje mają w Polsce wielkie wzięcie i stanowią koniunkturę dla konfekcji oraz usług beauty.

Trafiłem na wzór dziary naplecznej, stanowiącej eklektyczne połączenie symboliki patriotycznej (orzeł w koronie) z antykiem (sentencja łacińska "Słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę"), z tradycją Europy doby baroku (sentencja powyższa pisana krojem liter wzorowanych na włoskiej cancellaresce z XVI wieku oraz francuskim rondé i pisance angielskiej z XVIII wieku), z tradycją III Rzeszy (dominujący krój pisma gotycki, szczególnie ulubiony w Niemczech lat 30. ub. wieku) i na koniec z deklaracją wyżej wymienionym krojem pisma pisaną "Made in Poland", żeby nikt nie miał wątpliwości co do pochodzenia właściciela. Ów orzełek biedny w cieniu gotyckich liter wielce mnie wzrusza i budzi rozmaite niepokoje.

Piszę to wszystko, bo zbliża się pierwszy sierpnia, który - jak każda inna patriotyczna data - został zawłaszczony przez polskich nacjonalistów. Jeśli będą upały, zapewne pokażą nam swoje plecy z tymi dziarami.

Mnie powstanie kojarzy się z rozmaitymi osobami, które znam, a które w rodzinach miały powstańców, z Basią Wachowicz, pisarką chadzającą wyłącznie w fioletach, oraz z polskim Żydem Krzysztofem Kamilem Baczyńskim, genialnym poetą, który umarł w pierwszych dniach powstańczych, stanowczo nazbyt młodo. "Niebo złote ci otworzę, w którym ciszy biała nić jak ogromny dźwięków orzech, który pęknie, aby żyć...", co mistrzowsko wyśpiewała Ewa Demarczyk.

Dla mnie przykładem współczesnego patrioty jest Igor Tuleya, młody, niezawisły sędzia z wielkim impetem szykanowany przez złą władzę, który wprawdzie nie ma tatuaży, ale za to dysponuje wielką odwagą i determinacją w przeciwstawianiu się niszczycielskim wybrykom chuliganów politycznych. Notabene, widziałem go 22 lipca na Marszu Pamięci, który ruszył spod Umschlagplatz, żeby wspomnieć hekatombę getta, i nie wątpię, że zobaczę go na marszu upamiętniającym powstanie. Patriotyzm polski, tak hołubiony przez nas wszystkich za komuny, został skalany i zbezczeszczony przez faszyzujących nacjonalistów polskich spod znaku dmowszczyzny, o czym napisał jakże celnie prof. Jan Tomasz Gross w eseju "PiS i antysemityzm, czyli pośmiertne zwycięstwo Dmowskiego", opublikowanym przez Austerię kilka lat temu. Bez echa.

Nasz przyjaciel z opozycji ulicznej Robert Hojda, ten sam, który niemałym wysiłkiem prowadzi Tour de Konstytucję, wziął pod opiekę żyjących jeszcze powstańców i rokrocznie urządza Marsz Milczenia, który ma być formą alternatywnych obchodów wobec tromtadrackich i bombastycznych fet uzurpatorów ultranarodowych. Idzie nas tam zazwyczaj garstka wobec tłumów patriotów z dziarami na torsach. Nie wiedzą, że powstanie upadło, są przekonani, że Polacy wyszli zwycięsko i że walczyli wtedy z Rosjanami. Nie mają pojęcia, kiedy to było, ale to był Cud nad Wisłą i Matka Boska z Chrystusem zakryli królewskimi płaszczami katedrę wraz z zamkiem, w których rezydowali Piłsudski z Kaczyńskim i Rydzem Śmigłym, gotowi do ostatecznej rozprawy z wrogiem.

I tak strzępy naszej historii porozrzucane niczym puzzle i zszywane w bezkształtną masę znajdują swój wymowny wyraz w tatuażach na spoconych ciałach, przyobleczonych we flagę narodową, biało-czerwoną, choć równie dobrze może to być flaga zielona z symbolem Falangi i szalik Legii Warszawa, bo to stamtąd, ze stadionowej żylety rekrutują się najwięksi polscy patrioci, owszem, upojeni piwem, ale nie tylko, bo także narodową dumą i wielką chęcią krwawego załatwienia wrogów wskazanych przez pomazańców bożych na szczytach władzy.

Przemysław Wiszniewski

Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.