Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czwarta fala pandemii jest już przesądzona – przyznał kilka dni temu minister zdrowia Adam Niedzielski. Obawia się, że pod koniec wakacji dzienna liczba zakażeń sięgnie 10-15 tys. Jak podkreśla, jedyne, co może pomóc, to przyspieszenie tempa szczepień. 

Na to jednak się nie zanosi. Najnowsze dane rządowe wskazują, że w pełni zaszczepionych jest nieco ponad 17 mln osób w Polsce. Dziennie wykonywanych jest niespełna 100 tys. zastrzyków – najwięcej na Mazowszu (ponad 15 tys.), w Wielkopolsce (11 tys.) i na Śląsku (prawie 10 tys.).

Są jednak województwa, gdzie chętnych na przyjęcie szczepionki jest bardzo niewielu, np. na Podlasiu i Opolszczyźnie wykonuje się obecnie ok. dwóch tysięcy zastrzyków na dobę. Dla porównania: w maju i na początku czerwca codziennie szczepiło się w całym kraju 300-600 tys. osób. 

Fikcją stają się też zasady bezpieczeństwa na czas pandemii, czyli noszenie maseczek w sklepach, komunikacji, na dworcach. Wymóg coraz częściej nie jest przestrzegany, a policja nie reaguje.

Minister Niedzielski uspokaja, że czwarta fala będzie jednak inna niż poprzednie, bo nowe przypadki koronawirusa nie przekładają się w takim stopniu, jak wcześniej, na liczbę hospitalizacji. To wynik szczepień. – Preparaty, o ile niedoskonale chronią przed samym zakażeniem, zapobiegają hospitalizacjom oraz ciężkim przebiegom COVID-19 – stwierdził kilka dni temu Niedzielski, powołując się na doświadczenia zachodniej Europy. 

Ale czwarta fala dotknie przede wszystkich niezaszczepionych. W Stanach Zjednoczonych, które znów mierzą się ze wzrostem zakażeń, 99 proc. pacjentów z COVID-19 leczonych w szpitalach to osoby bez szczepienia. 

Podczas niedawnej konferencji Naczelnej Rady Lekarskiej dr Paweł Grzesiowski ostrzegał, że czwarta fala zaatakuje skupiska niezaszczepionych – najwięcej jest ich na Podlasiu, Podkarpaciu i w Małopolsce. – To nie będzie kara za to, że się nie zaszczepili, ale tego konsekwencja.

W USA czwarta fala nie przyniosła tak wielu zgonów jak poprzednie. Lekarze nie mają tam wątpliwości, że wynika to z wysokiego poziomu wyszczepienia seniorów – najbardziej narażonych na powikłania i zgony z powodu COVID-19. 

W Polsce jednak szczepionki wciąż nie przyjęło ok. 40 proc. osób z grupy 80+ i niespełna połowa 60-latków. Te osoby są w grupie ryzyka. Podobnie jak 30-, 40- i 50-latkowie, którzy się nie zaszczepili. W sumie kilkanaście milionów osób, które mogą zachorować i zakażać innych. 

Minister Niedzielski uspokaja, że mimo wszystko tym razem nie czeka nas paraliż szpitali. Jeśli jednak szpitale łóżka i OIOM-y znów zaczną zapełniać się covidowymi pacjentami, to po raz kolejny na dalszy plan zejdą osoby z innymi, często bardzo ciężkimi, chorobami. 

Poprzednie fale pandemii przyczyniły się m.in. do spadku wykrywalności nowotworów – w zeszłym roku rozpoznano ich o 20 proc. mniej niż w 2019 r. Pacjenci nie robili badań profilaktycznych, nie zgłaszali się do lekarza nawet, gdy wiedzieli, że dzieje się z nimi coś niepokojącego. To znaczy, że tysiące osób straciły szanse na skuteczne leczenie raka. Kolejna fala pandemii spowoduje, że ten scenariusz może się powtórzyć także w przypadku innych chorób, np. cukrzycy czy chorób serca. 

GUS właśnie podał, że na skutek pandemii i związanej z nią zwiększonej liczby zgonów, o 1,5 roku skróciła się średnia życia mężczyzn w Polsce, a  o 1,1 roku – kobiet. Jak podkreślili autorzy raportu, wpływ na to miało m.in. zmniejszenie liczby łóżek w szpitalach na 10 tys. ludności – bo te zajęte były pacjentami z COVID-19.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.