Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marcin Wiącek obejmie urząd RPO. Komentarze nie unikają wyrazów zmieszania kluczeniem Wiącka w sprawie relacji polskiej konstytucji do prawa Unii. Cóż, Wiącek jest, jaki jest, nie jest żadnym nowym Wiąckiem – nie on jeden zresztą przecież sądzi, że gadki tego rodzaju są sprytne i świadczą o "wyważeniu opinii".

Po wszystkich "tematach zastępczych", które nader chętnie wybaczaliśmy rozmaitym gwiazdom opozycji i z całą pewnością wkrótce będziemy nie raz wybaczać gwieździe najjaśniejszej – kogoś coś dziwi w tekstach, które usłyszeliśmy?

Od parlamentarnej opozycji trzeba by było oczekiwać naprawdę rewolucyjnie śmiałych posunięć, żeby w sprawie RPO zagrała lepiej. Ja już dawno machnąłem ręką. W praktyce opozycji, jaką mamy, sprawa RPO i kandydatura Wiącka była posunięciem świetnym. Lepsze nie było możliwe.

Zbigniew Komosa rzucił właśnie pomysł, by delegacja ruchów obywatelskich odwiedziła Wiącka z wizytą "zapoznawczą". Wiem, że Obywatele RP też o tym myślą. Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Rodzaj wstępnego "sprawdzam". Jeśli Wiącek odpowie, da wyraźny sygnał, że jest nadzieja na RPO. Jeśli nie – cóż... Też informacja.

Uważałbym w każdym razie na język w tych relacjach.

Chcę z tej okazji przypomnieć, jak bardzo nie byliśmy pewni sędziów. Jak wielu z nich – na prominentnych stanowiskach – zachowywało się niepokojąco. Jak dziwnie dwuznacznie potrafiły brzmieć ich wypowiedzi. Dziś podziwiamy niezłomność tych ludzi i jesteśmy im wdzięczni. Wielu musiało do tego dojrzeć. Wielu z nich trzeba było w tym pomóc. Mamy doświadczenia. Skorzystajmy z nich.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.