Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jesteśmy w historycznym momencie niszczenia przez rządzących w Polsce nacjonalistów demokratycznej państwowości i niezależności edukacji.

Wyszła też wypierana prawda o nas samych – być może Polacy jako wspólnota nie są jeszcze gotowi do wolności, tolerancji, różnorodności i wzajemnego szacunku. To nie jest nowa myśl – można sięgnąć do Norwida, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Gombrowicza.

Czym jest współczesna Polska pod rządami PiS-u? Czy edukacja obroni się przed wypaczonymi ideologią programami nauczania obecnego Ministerstwa Edukacji i Nauki? PiS i reprezentujący go minister Czarnek nie przewidzieli, zdaje się, jednej rzeczy, że ich quasi-edukacyjne treści będą budzić nie tylko opór, a może uległość części społeczeństwa, również wysokie zażenowanie za łamanie ludzkiej potrzeby wiedzy, choć oczywiście ten wniosek ich nie obchodzi.

Szkoła jest wspólnym procesem nas wszystkich. W niej kumulują się postęp nauki i różnorodne doświadczenia życia. Na początku XX wieku pojawiły się w europejskiej i amerykańskiej pedagogice inne od dotychczasowych, nowoczesne nurty edukacyjne, próbujące zerwać z XIX-wiecznym, pamięciowym modelem nauki oraz restrykcyjnymi metodami wychowawczymi.

Reformatorzy kładli akcent na dobro i rozwój dziecka, jego indywidualne, kreacyjne myślenie, samodzielność intelektualną i społeczną. To podmiotowość i naturalna ciekawość ucznia miały stać się bazą dla ówczesnej dydaktyki. Do takich koncepcji nawiązał w Polsce między innymi Janusz Korczak, a w swej metodzie rozwinęła je włoska pedagożka Maria Montessori.

W polskim, pozaborowym dwudziestoleciu międzywojennym gorąco rywalizowały dwie idee edukacyjne dotyczące powszechnego szkolnictwa: edukacja wspierająca właśnie jednostkę lub nauka w służbie narodu.

Generalnie przetrwał, potem w PRL-u, ten drugi wzór, bowiem dawał on możliwość kontrolowania efektów edukacyjnych i kształtowania patriotyzmu pojmowanego politycznie, martyrologicznie. Wraz z początkiem demokratyzacji Polski po 1989 r. spór o edukację powoli zmieniał się w pewien konsensus stron, a uwieńczeniem tego stała się reforma szkolnictwa wprowadzająca gimnazja (2000 r.).

Doszedł do władzy PiS i wszystko zniszczył. Zdążyliśmy jednak zapamiętać sukcesy gimnazjalistów i gimnazjalistek w międzynarodowym teście PISA badającym wiedzę i umiejętności piętnastolatków. Polscy uczniowie i uczennice doszli do 3. miejsca na świecie.

To już za nami. Teraz wraz z dyktatem Czarnka i jego politycznym zapleczem spór z nauczycielami o edukację wybuchł wyjątkowo dramatycznie. Nawet pandemię uznają za znakomity dla siebie pretekst.

Szkoła w rękach PiS -u ma za chwilę stać się reprezentacją celów partii i jej skrajnie nacjonalistycznych partnerów.

Czołowy wpływ na treści programowe ma również fundamentalistyczna organizacja Ordo Iuris, radykalnie negująca naukowe rozstrzygnięcia z zakresu wiedzy o człowieku.

Na szczęście uczniowie i rodzice posiadają jeszcze prawo wyboru, choć i on może być przez hierarchiczny układ kontroli placówek oświatowych zagrożony.

Jak na razie w miarę autonomicznie funkcjonują szkoły prywatne i społeczne, w tym właśnie oparte na metodzie Montessori, Korczakowskie, demokratyczne, waldorfskie. Ciągle działają autonomiczne szkoły publiczne, które nieugięcie mają zamiar w pełni dbać o równościowy charakter edukacji. Tu też, jak w demokracji, przenikają się wolność wypowiedzi, etyka i wiedza.

Ale jednak nadchodzi też czas na zapowiadaną przez PiS nowość. Po wakacjach ruszają szkoły czarnkowskie, dołączając się tym samym jako skrajnie alternatywne do innych placówek. To, co będzie je wyróżniać, to przestarzałe i sakramentalne treści edukacyjne i specyficzne podejście do uczniów, a przede wszystkim uczennic.

Takie pojęcia etyczne jak godność, osoba, autonomia, które są elementarzem każdej szkoły, w czarnkowskiej placówce będą respektowane warunkowo.

Podstawą zadowolenia ministra i partii PiS będą bowiem: posłuszeństwo („ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich"), aprobata manipulacji faktami (Lech i Jarosław Kaczyńscy jako Lech Wałęsa, fałszywa narracja o powszechnym ratowaniu Żydów przez Polaków podczas II wojny światowej, idea Polski jako Chrystusa wśród narodów), dystans do nauki (bierna zachęta do szczepień, teoria ewolucji jako jedna z wielu na przykład obok kreacjonizmu, podważanie faktu niejednolitej seksualności człowieka) oraz kłamliwa giętkość retoryczna (minister Czarnek podważa orzeczenia TSUE, uważając je za „niebyłe").

Czarnkowska szkoła nie należy do nurtu reformatorskiego. Po prostu jest gotowa popsuć wychowanie, kulturę i intelekt odbiorcy, byleby realizować model swojego państwa, niestety, samotnego, zaściankowego, upokorzonego niedojrzałością społeczną i polityczną jego promotorów. Pozostaje zagadką, dlaczego PiS zdecydował się w XXI wieku cofać szkołę do jej pierwotnego rozwoju. Tym bardziej że rządzący nacjonaliści mogą się już spodziewać, co zostanie o nich wkrótce napisane w podręcznikach szkolnych.

Na szczęście obok czarnkowskich szkół są inne, zawsze będą. W czasie rodzącej się strukturalnej i urzędniczej przemocy nad szkołami, warto już teraz kumulować siły i pomyśleć o powakacyjnym powrocie do szkoły i na uczelnie.

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.