Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do słów Wojciecha Fuska odniósł się Donald Tusk podczas słynnego przemówienia wieczorem 19 lipca w Gdańsku:

– Dzisiaj rano, jak zbierałem się w domu na spotkanie z wami przeczytałem na Twitterze Zbigniewa Hołdysa taki zretweetowany wpis z Facebooka Wojciecha Fuska, w ciągu kilku godzin przeczytało go tysiące ludzi. Wpis człowieka, który mówi, że już nie daje rady, że się właściwie załamał, nie jest w stanie znieść tego ciągłego upokorzenia, nie jest w stanie włączyć telewizji, nie jest w stanie przeczytać gazety, że zniósł już wszystko i czasy komuny i ten radosny, ale trudny czas odbudowy Polski i jeszcze dawał radę przez pierwsze 5 lat PiS-u, a teraz jest obezwładniony, już nie daje rady, już zwiesił głowę.

Wiec Donalda Tuska w GdańskuWiec Donalda Tuska w Gdańsku Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

Ja sobie wynotowałem ostatnie zdania, bo też byłem tym bardzo poruszony "Sam już z tego bagna się nie wyciągnę, ktoś musi podać rękę. Ktoś zaszczepiony na PiS-owski jad. Jestem jak jeden z tysiąca żołnierzy uśpionej armii. Można nas obudzić, czekam na sygnał".

Panie Wojtku tutaj dzisiaj wszyscy dajemy ten sygnał, nigdy nie będzie pan już sam. Nikt już w Polsce nie będzie sam wobec tego, co ta władza robi z ludźmi, z Polską i Polakami. Podnieśmy wszyscy głowy, jeszcze Polska nie zginęła - mówił Donald Tusk (więcej w relacji "Wyborczej" z Gdańska).

Piszcie: listy@wyborcza.pl

***

Wojciech Fusek przez wiele lat pracował w "Wyborczej", był jej wicenaczelnym. Link do oryginalnego wpisu autora. Na Facebooku tekst udostępniono blisko 10 tys. razy, wywołał 11 tys. reakcji.

Bezradnie zrozpaczony szukam przyczyn utraty resztki sił. Z trudem wstaję, pracuję. Pierwszy raz od 30 lat nie słucham radia, nie oglądam telewizji, próbuję nie otwierać serwisów informacyjnych, z przyzwyczajenia kupuję tygodniki, ale ich nie czytam. Bo gdy to zrobię, dostaję bólu brzucha, dopada mnie niemoc, pocę się, skacze ciśnienie. Świat, który znam od ponad 50 lat, jeszcze nigdy nie był mi tak wstrętny, szczególnie ten od Odry i Nysy po Bug.

Urodziłem się w komunizmie. Ale wokoło mnie nie było komunistów. Odcienie szarej codzienności brałem za kolory, a szczęście znajdowałem w miłości, przyjaźniach, sporcie i książkach.

Wojciech FusekWojciech Fusek Fot. Jacek Marczewski / Agencja

Uczono mnie od dziecka, by smutki łagodzić lekiem wiary. Cierpliwie stałem więc w kolejce do tej apteki. Plaster religijnej wspólnoty dawał ukojenie, ale gratiam fidei nie doświadczyłem. Dziś mogę powiedzieć: na szczęście. Wtedy nie widziałem, jak złym medykamentem jest to co ofiaruje Kościół katolicki w Polsce. Nie widziałem podłości i zakłamania, a co najwyżej surowość i konserwatyzm. Jednak instynktownie, niezauważalnie i bezboleśnie zacząłem oddalać się od tej instytucji. Dziś odcinam się radykalnie, ratując duszę.

Gdy padł komunizm w pędzie ku karierze, czy tym co brałem za szczęście pogubiłem wiele, ale doceniałem cud, w jakim przyszło mi uczestniczyć, cud odzyskiwania wolności. Wierzyłem, że będę tym pokoleniem Polaków, które zasieje normalność, spokój, doceni uczciwą pracę, zmieni kraj w mlekiem i miodem płynący. Byłem naiwny. Tej przeklętej ziemi nie da się zaorać i posiać ziarnem rozsądku i dobroci.

Dziś w okrutny sposób, pod postacią karykaturalnej facjaty Piotrowicza, czy wulgarnej Pawłowicz, powraca szary i podły czas mej młodości. Różnica jest tylko taka, że ja już nie mam właściwej młodym odporności.

Widok Ziobrów, Kanthaków, Glińskich i całej tej kamaryli obezwładnia mnie. Mam wrażenie, że na każde ze stanowisk obsadzanych przez PiS wybiera się najgorszego z możliwych kandydatów, niezależnie czy jest to premier, rzecznik praw dziecka, czy minister oświaty. Wszyscy oni z jakąś perfidną maestrią zadają ból każdemu, kto mówi „nie" tym kreaturom. Na liście krzywdzonych są dzielni sędziowie, uczciwi dziennikarze, zwolnieni dyrektorzy instytucji kultury, uczniowie, którym odebrano szanse kształcenia, kobiety, którym krok po kroku banda zakompleksionych zboczeńców ogranicza prawa, uczciwie pracujący, którzy mieli nieszczęście piastować atrakcyjne dla jakiejś pisowskiej szumowiny stanowisko oraz wszyscy, którzy mają w sobie cień przyzwoitości.

Zabiera się wolne media, odcina nas od Europy, ogranicza szanse rozwoju. Dla utrzymania władzy pisowcy i ich akolici gotowi są poświęcić każde dobro, wejść w pacht z każdym, nawet największym wrogiem.

Świadomość ponownego zamykania w klatce powinna mnie zmobilizować. Tak było przez pierwsze pięć lat pisowskiej okupacji. Teraz ogarnęła mnie atrofia woli walki.

Długo nie mogłem znaleźć odpowiedzi, dlaczego się poddaję, oddaję przestrzeń złu i podłości. Wydaje mi się, że winny słabości jest wstrzykiwany regularnie jad upokorzenia.

Że tak łatwo daliśmy się ograć, oszukać. Że jesteśmy tak nieskuteczni. Że o naszym losie decydują tak marnej konduity kreatury. Że bardzo przeciętny polityk, wyposażony jedynie w broń podłości i konserwującą tarczę żółci, otoczony szpiegami, wariatami i cynikami, w sześć lat zniszczył wszystko, co tak mozolnie i z ofiarnością budowaliśmy, sadziliśmy i pielęgnowaliśmy, by odrosło. Że ci niedouczeni, podli ludzie tak szybko obnażyli nasze słabości, tromtadracje, naszą zachłanność, prywatę, uległość, tchórzliwość.

Na sensowne argumenty odpowiadają kłamstwem, na nasze zdecydowanie bezwzględnością, chamstwem i brutalnością, nasza łagodność rozzuchwala ich, wyciągnięta do zgody ręka ośmiela, by kopać. Nie znają słowa przepraszam. Zdehumanizowali nas, nazywając gorszym sortem, robactwem, lemingami.

Upokarzające jest i to, że 30 procent obywateli kraju, z którego nie wyjechałem w odpowiednim momencie, jest mimo to gotowych na nich głosować.

A przecież skala łajdactw obezwładnia. Widzieliśmy w krótkiej historii III RP złodziejstwo, chamstwo, kłamstwo, blagierstwo, butę i pychę, ale nigdy z taką intensywnością, agresywnością i bezwzględnością.

Ku memu zaskoczeniu na tej glebie upokorzeń, nawiezionej obornikiem PiS i oranej regularnie od wieków przez Kościół katolicki zamiast wściekłości i buntu rodzi się wyuczona bezradność, odrętwienie zastępuje energię.

Upokorzenie to uczucie dużo mocniejsze od wstydu, bardziej zaburza równowagę człowieka niż złość czy wściekłość, jest absolutnie destruktywne. Uderza w sama istotę człowieczeństwa, wytwarza poczucie bezsilności i niemocy.

Sam, niczym baron Münchhausen, już z tego bagna się nie wyciągnę. Ktoś musi podać rękę, ktoś zaszczepiony na pisowski jad. Jestem jak jeden z tysiąca żołnierzy uśpionej armii. Można nas obudzić. Czekam na sygnał.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.