Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Rozmowa z Martą Lempart, liderką Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, i Dorotą Łobodą, radną Warszawy, członkinią Rady Konsultacyjnej przy OSK i współzałożycielką fundacji Rodzice Mają Głos. 

W poniedziałek (19 lipca) o godz. 15.30 pod siedzibą Ministerstwa Edukacji i Nauki odbędzie się  manifestacja przeciwko zmianom, jakie w szkolnictwie wprowadza szef tego resortu Przemysław Czarnek. Także w poniedziałek i kolejnych dniach protesty odbędą się również w innych miastach, przed siedzibami kuratoriów i szkołami. 

Manifestacje odbywają się pod hasłem "Gruntujemy cnoty niewieście". To nawiązanie do wypowiedzi jednego z doradców ministra Czarnka. 

8 lipca minister podpisał dokument, w którym nakreślone zostały kierunki na nowy rok szkolny. Składa się z sześciu punktów, traktujących m.in. o „wspomaganiu przez szkołę wychowawczej roli rodziny, m.in. przez właściwą organizację zajęć edukacyjnych wychowania do życia w rodzinie".

W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" doradca ministra Paweł Skrzydlewski wyjaśniał dokładniej wizję polityki edukacyjnej.  Jego zdaniem, "obserwujemy w kulturze bardzo niebezpieczne zjawisko, moralne i religijne, pewnego zepsucia duchowego kobiety", które ma polegać na rozbudzeniu pychy. Upowszechnienie takich postaw jak „próżność, zainteresowanie wyłącznie sobą i egotyzm" ma doprowadzić do „zabijania rodziny i zamykania się na płodność".

Kluczowe ma być więc rozwijanie cnoty, a do tego „trzeba mieć zdrową rodzinę, opartą na monogamicznym nierozerwalnym związku mężczyzny i kobiety".

Na te słowa odpowiada OSK. Deklaruje: "zgodnie z założeniami gruntujemy swoje 'cnoty niewieście' – siłę, odwagę, wiedzę, niezależność, ambicję, konsekwencję, solidarność. I jakie kto w sobie czuje, stale gruntuje".

ANITA KARWOWSKA: "Ręce precz od naszych dzieci, średniowieczne dziady. Czarnek, wypierdalaj". Tak Ogólnopolski Strajk Kobiet zapowiada w newsletterze poniedziałkową manifestację przeciwko zmianom, jakie wprowadza w szkołach minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek.

DOROTA ŁOBODA: Przemys豉w Czarnek dewastuje szkolnictwo. Niestety sedno forsowanych przez niego zmian nam umyka, a do opinii publicznej przede wszystkim przebijają się te głupie i szkodliwe wypowiedzi Czarnka i jego doradców, jak ostatnio stwierdzenie o cnotach niewieścich.

A co jest istotą tej działalności?

D.Ł.: To praca nad bardzo konkretnymi zmianami w systemie oświaty, które sprawią, że szkoła przestanie być publiczna, a będzie państwowa, a właściwie partyjna. Taka, jaką sobie PiS wymyślił, mająca formatować uczniów według określonego szablonu, w którym mieszczą się choćby te cnoty niewieście. Temu służyć będzie też obowiązkowe uczestnictwo w religii lub etyce wprowadzone rozporządzeniem.

Dorota ŁobodaDorota Łoboda Fot. Marcin Kaliński

MARTA LEMPART: Ludzie pytają: skoro będzie wybór między tymi przedmiotami, to czemu się buntować? Bunt jest konieczny, bo to działanie Czarnka od początku prowadzone jest w złej wierze. Nie będzie żadnego wyboru: i na religii, i na etyce ma odbywać się pisowska indoktrynacja.

D.Ł.: Do rodziców nie dotarła jeszcze waga szykowanych zmian dotycząca zwiększenia kompetencji kuratorów oświaty. Jeśli wejdą w życie, to o szkole będzie decydować nie samorząd, nie dyrektor, nie nauczyciele i nie rodzice, ale właśnie kurator działający z polecenia ministra.

Jakie decyzje będą w rękach kuratorów?

D.Ł.: W przygotowaniu są dwie ustawy. Pierwszy projekt, obecnie w konsultacjach, pisany jest nie w MEN, ale przez ministra Michała Wójcika.

Wprowadza karę do trzech lat więzienia dla osoby, która kierując edukacyjną jednostką organizacyjną, przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim, czym działa na szkodę tego małoletniego.

Ten projekt ma na celu zastraszenie nauczycielek, nauczycieli, dyrektorek i dyrektorów. Wywoła efekt mrożący, strach zagości w naszych szkołach i przedszkolach.

I drugi projekt, nazywany "lex Czarnek", który daje kuratorowi nadrzędną władzę w komisji konkursowej wyłaniającej dyrektora szkoły. Kuratorium będzie w niej miało pięciu zamiast trzech członków, samorząd – trzech, liczba przedstawicieli rodziców i nauczycieli oraz związków zawodowych nie ulegnie zmianie. Kurator będzie mógł również wnioskować o odwołanie dyrektora w dowolnym momencie, jeśli ten nie wypełni zaleceń kuratorium. A te zalecenia to worek bez dna.

Łatwo sobie wyobrazić, że np. pojawia się dyspozycja zorganizowania w szkole większej liczby wydarzeń o charakterze narodowo-katolickim, do czego dyrektorka czy dyrektor nie podejdzie wystarczająco entuzjastycznie. Jeśli tego nie zrobi, kurator może go zwolnić.

Podkreślmy – to narzędzie pozwoli urzędnikowi z kuratorium wcielać w życie wszystkie szkodliwe pomysły, jakie zrodzą się w głowach przedstawicieli ministerstwa – gruntowanie cnót niewieścich też. Niepokorni dyrektorzy, pod dowolnym pretekstem, będą odwoływani. To powrót do centralnego zarządzania, samorząd nie będzie miał nic do powiedzenia.

Zgoda kuratora będzie też niezbędna, by organizacje społeczne weszły na teren szkoły z zajęciami dodatkowymi. Przemysław Czarnek znowu kłamie, kiedy mówi, że to rodzice będą decydowali o tym, jakie zajęcia będą w szkołach. Tak, zgoda rodzica będzie wymagana, ale najpierw w ogóle na zorganizowanie takich zajęć musi zgodzić się kurator.

Mogę się założyć, że kryterium przy tym będzie lista Ordo Iuris z raportu "Chrońmy dzieci". Znalazły się tam organizacje, które według OI są niebezpieczne dla dzieci., m.in. Grupa Edukatorów Seksualnych "Ponton" i fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która chroni dzieci przed przemocą.

Wszystko, co będzie miało w tytule: antydyskryminacyjna, seksualna, obywatelska, antyprzemocowa, z założenia będzie odrzucane.

Podkreśla pani, że rodzice nie uzmysławiają sobie jeszcze zagrożenia związanego ze zmianami forsowanymi przez Przemysława Czarnka. Dlaczego, skoro dotyczy to najważniejszej sprawy, czyli sposobu edukacji i wychowania ich dzieci?

D.Ł.: Dlatego że mimo deformy szkół przeprowadzanej w ostatnich latach rodzice czuli się nadal dość bezpiecznie w tych szkołach, które miały fajnych dyrektorów i dobrych nauczycieli. Uznali, że oni są jak tarcza, która chroni przed kolejnymi zmianami forsowanymi przez PiS. Teraz tej tarczy już nie będzie, szkoły będą pod pełną kontrolą ministra.

Domagamy się odwołania Czarnka, ale nie mam złudzeń, że ktokolwiek inny z tej ekipy zmieniłby obrany kurs dotyczący polskiej szkoły. Ten kurs wyznaczyli Jaros豉w Kaczy雟ki i jego partia.

To dla PiS sprawa kluczowa, co po ostatnich wyborach wprost powiedzieli Zbigniew Ziobro i Ryszard Terlecki. Stwierdzili, że za mało młodych osób głosowało na Zjednoczoną Prawicę, za co odpowiada niewłaściwa edukacja szkolna.

A więc trzeba ją zmienić tak, żeby więcej młodych przyswoiło, jak wspaniałą partią jest partia rządząca.

Marta Lempart: Patrzę na zdjęcia z Afganistanu z lat 70. Kobiety mogły ubierać się dowolnie, uczyć się i pracować. Dziś kobieta lub dziewczynka może stracić życie za chodzenie do szkoły, za samodzielne wyjście z domu, za umiejętność czytania. A zaczęło się to od mówienia o potrzebie skromności, o tradycyjnych rolach kobiety. Brzmi znajomo?

Oczywiście można się śmiać z takiego porównania i bagatelizować zagrożenie, bo przecież jesteśmy w Unii Europejskiej. Ale po pierwsze, PiS nas z tej Unii wyprowadza, a po drugie, mówi dokładnie to, od czego zaczęło się piekło kobiet m.in. w Afganistanie.

O posłuszeństwie jeszcze nie mówią, ale i to się pojawi. Równolegle mowa jest o odpowiednim wychowaniu mężczyzn - w nacjonalizmie i przyzwoleniu na przemoc.

Lempart: Mam po prostu nadzieję, że wolność, przyzwoitość i godność okażą się jednak, w tym momencie próby, ważniejsze od życia w zgodzie z władzą.Lempart: Mam po prostu nadzieję, że wolność, przyzwoitość i godność okażą się jednak, w tym momencie próby, ważniejsze od życia w zgodzie z władzą. OSK

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej w sprawie aborcji zobaczyłyśmy, jaka siła jest w Polkach. Dlaczego i tym razem nie miałybyśmy jej okazać?

M.L.: Nie uważam, żeby Afganki, którym odebrano po kolei wszystkie prawa, były gorsze od nas, słabsze, mniej świadome. To niebezpieczne myślenie: "nas to nie spotka". Im odebrano wszystkie prawa. Jeżeli kobiety mają przeciwko sobie cały system, to walka jest trudna. A pole edukacji jest jednym z kluczowych pól walki - teraz mamy walkę o to, co jest nauczane, niedługo będzie walka o to, że pewnych rzeczy dziewczynkom nie będzie wolno się uczyć. A potem już wcale.

Wygramy, jeśli po naszej stronie znajdą się prawdziwi, a nie malowani sojusznicy.

Mam wrażenie, że wielu mężczyzn z różnych partii po stronie opozycji demokratycznej po cichu cieszy się z tego, co robi i mówi Czarnek. Oni mniej lub bardziej jawnie podzielają to myślenie, które zakłada, że kobiety powinny być grzeczne, miłe, łagodne, posłuszne - no i nie mogą być wulgarne.

W ich ocenie nie mamy prawa być silne, niezależne, mądre i dzielne - dla nich to jest przecież niedobrze, wymusza na nich słuchanie nas, a nie tylko siebie nawzajem i polskich biskupów. To jest jedynie różnica skali oceniania przez mężczyzn, co kobietom "nie przystoi".

Wielu mężczyzn po stronie opozycji, zamiast zrzec się zarządzania kobietami, podporządkowywania nas, po prostu łaskawie godzi się na to, żeby robić to na znacząco mniejszą skalę, niż robi to PiS.

Ale władza nad kobietami nadal ma pozostać w rękach mężczyzn, no bo bez przesady z tą równością. Czuję to bardzo wyraźnie i budzi to we mnie wielki gniew.

Od polityków mieniących się demokratami oczekuję, że oni z przywileju zarządzania kobietami i naszymi prawami wreszcie raz na zawsze zrezygnują. Nie ma demokracji bez praw człowieka i nie ma demokracji bez praw kobiet.

Panowie zarządzający opozycją powinni się jednoznacznie opowiedzieć: czy są za wolnością i równością kobiet, czy za ideologią religijnych fundamentalistów, która zniszczy całe pokolenia i doprowadzi do odebrania wolności kobietom. Inaczej są biernymi, cichymi sojusznikami Czarnka i Ordo Iuris. Nie można być trochę w ciąży.

Dorota Łoboda: Na poziomie szkoły zacznie się to od tego, że dziewczynkom będzie się wskazywać, aby zamiast piłki nożnej wybrały grę na fortepianie, zamiast programowania - rysunek.

Za słowami Czarnka i jego doradców pójdą pieniądze na określone programy edukacyjne. Zamiast 'Dziewczyny na politechniki' będziemy mieć zajęcia 'Jak być dobrą żoną'. Minister Czarnek mówi przecież, że powołaniem kobiet jest jak najszybsze zamążpójście i rodzenie dzieci.

M.L.: W żadnym kraju, który stał się wyznaniowy, zakazów nie wprowadzano od razu. Najpierw było zniechęcanie: do nauki, do pracy, do udziału w życiu publicznym. Dopiero za tym szedł zakaz.

Co będzie się działo w poniedziałek?

M.L.: Spotykamy się przed siedzibą MEiN. W kolejnych dniach będą protesty w różnych innych miastach. Nawet symbolicznie warto wyjść pod szkołę albo kuratorium w akcie protestu, tak jak staliśmy przed sądami. Nie możemy nie reagować. Nawet jeśli będzie nas mniej, bo są wakacje, to nie możemy odpuścić. W końcu, wbrew kłamstwom Kościoła i prawicy, większość z nas, większość feministek, ma dzieci.

D.Ł.: To, że jest nas mniej, nie znaczy, że sprawa jest mniej słuszna. Każda osoba, która wyjdzie w proteście, zwiększa szansę na to, że o tych wszystkich zagrożeniach dowiedzą się inni.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.