Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po niesławnych obradach Trybunału Konstytucyjnego mam przekonanie, że zarówno pan Piotrowicz, jak i Pan Jędrzejewski przebrali się w togi z biało-czerwonym krawatem.

Przy czym pan Piotrowicz z lubością powrócił do roli, jaką pełnił w latach swej młodości. Znów może "przeczołgać", może udowodnić swoją bezkarność.

Rzecznik rządu swoją konferencję prasową kończy rechotem, podobnym do reakcji  Leppera, który był rozbawiony odczuciami prostytutki.

Zaś doradca braku edukacji, przy aprobacie swego przełożonego, wypowiada się na temat cnót, o które się nie otarł nawet przypadkiem. Strach pomyśleć, ale chyba wychował się w lokalu, w którym o piątym pokoju nie słyszano. Nie mówiąc o jego istnieniu.

Oczywiście w Polsce, co opisywał Mickiewicz w "Dziadach", wewnętrznego ognia nic nie wyziębi, ale już od dawna nie widziano tak mocnej skorupy.

Z głębokości dołu widać tylko skrawek rzeczywistości. Dziś właśnie taki.

Czytelniczka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.