"Mojemu byłemu i emerytowanemu współpracownikowi, legendzie instytutu, dziekan nakazał opuszczenie gabinetu as soon as possible. Powiedział przy tym, że ze względu na duży szacunek dla swojego byłego nauczyciela nie może mu tego powiedzieć osobiście. Z tak pojmowanym szacunkiem spotyka się na uczelniach coraz więcej osób" - pisze emerytowany profesor Uniwersytetu Wrocławskiego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To nie są uczelnie dla starych ludzi

Od dawna chciałem napisać artykuł albo felieton o trzech największych chorobach trapiących polskie uczelnie: impaktozie, punktozie i hirsziozie, chorobach śmiertelnych dla niektórych specjalności i kierunków badawczych. Po przejściu na emeryturę moje postanowienie uległo wzmocnieniu, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu i ten tekst nie o tym będzie.

Nie tak dawno w gronie znajomych ktoś opowiedział o zdarzeniu, które miało miejsce kilkanaście lat temu w restauracji w małym miasteczku na Pomorzu. W sali zajęty był tylko jeden stolik, a przy nim cztery osoby w wieku przedemerytalnym.

Do lokalu weszło kilkoro młodych ludzi i któryś z nich powiedział: chodźmy stąd, tu śmierdzi starymi ludźmi.

Jaki to ma związek z uczelniami, w tym z moim uniwersytetem (Wrocławskim), w którym przepracowałem ponad 20 ostatnich lat? Okazuje się, że bardzo dużo. Owi młodzi ludzie już są o te kilkanaście lat starsi i – być może – niejeden z nich pracuje na wyższej uczelni, gdzie również śmierdzi im starymi ludźmi. Ale już tak nie mówią, przynajmniej publicznie i głośno, oni teraz działają. Przykłady:

  • Przykład 1: na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu profesor przeszedł na emeryturę, zostawiając katedrę pod kierownictwem swojego ucznia. Ów, wieczorem, w dniu przejścia swego mentora pod opiekę ZUS-u, spakował jego rzeczy do kartonów, te wystawił na korytarz, a profesor następnego dnia „pocałował klamkę swojego gabinetu".
  • Przykład 2: na Uniwersytecie Wrocławskim profesorowi przechodzącemu na emeryturę, dokładnie o północy w dniu przejścia, odcięto dostęp do serwerów uczelni, likwidując jego pocztę elektroniczną.
  • Przykład 3: na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie zmuszono do odejścia z pracy i przejścia na emeryturę prawie 100 osób, w tym profesorów.
  • Przykład 4: na Uniwersytecie Łódzkim emerytowany doktor habilitowany, profesor uniwersytetu, nie został wpuszczony do swojego gabinetu, ponieważ właśnie pracowała tam ekipa, która pakowała jego rzeczy; potem kartony zostały wyniesione przed budynek i mógł je stamtąd zabrać.
  • Przykład 5: profesor Uniwersytetu Wrocławskiego dostał nakaz opuszczenia swojego gabinetu w ciągu 3 tygodni mimo podpisanej umowy wolontariackiej z uczelnią. Wyprowadził się, ale zostawił w gabinecie kilkaset egzemplarzy swoich książek i czasopism, których już nie zmieścił w domu; następnego dnia wszystkie wyrzucono do kontenera na śmieci!

Na marginesie tego przykładu nasuwa się interesująca paralela: w maju 1933 r. hitlerowcy we Wrocławiu na placu Wolności palili książki na stosie, a akcja była zorganizowana przez profesora Uniwersytetu Wrocławskiego. W niecałe sto lat później w czerwcu 2021 r. pracownicy naukowi tej samej uczelni utylizują książki znacznie bardziej ekologicznie i mniej widowiskowo – wyrzucając je na śmietnik na Ostrowie Tumskim. Bez komentarza, ponieważ żaden redaktor nie puści do druku słów, które jako komentarz się nasuwają! Sparafrazuję tylko na koniec prorocze słowa Heinricha Heinego z 1820 r.: „Tam, gdzie książki wyrzuca się na śmietnik, w końcu na śmietnik wyrzuca się ludzi" (w oryginale: tam, gdzie pali się książki, w końcu pali się ludzi).

Drzewiej, zgodnie z tradycją akademicką, profesorowie dożywotnio użytkowali swoje gabinety. Wielu z nich było bardzo aktywnych do późnej starości, pisali książki i artykuły, doradzali młodszym, a często prowadzili jeszcze wykłady i seminaria. Niektórzy rezygnowali z tego przywileju, ale też znałem profesora, który regularnie codziennie o 9 rano stawiał się w swoim gabinecie i siedział do godziny 14, przerzucając kartki książek lub starych artykułów, po czym szedł do domu na obiad. Pod koniec swego życia zapominał często drogi do domu i trzeba było go szukać na pobliskich ulicach, ale do instytutu zawsze trafiał bezbłędnie. Ta namiastka pracy utrzymywała go przy życiu przez długie lata. Teraz trafienie na takie przykłady empatii ze strony uczelni staje się coraz rzadsze.

Mojemu byłemu i emerytowanemu współpracownikowi, legendzie instytutu, lubianemu i szanowanemu przez prawie wszystkich, dziekan nakazał opuszczenie gabinetu as soon as possible. Powiedział przy tym, że ze względu na duży szacunek dla swojego byłego nauczyciela nie może mu tego powiedzieć osobiście, tylko to polecenie ma przekazać bezpośredni przełożony (sic!).

Z tak pojmowanym szacunkiem spotyka się na uczelniach coraz więcej osób.

Ja, będąc już stypendystą ZUS-u, mam, na szczęście, świetne warunki do pracy w domu, mam wspaniały zespół młodych uczonych pracujących w różnych uczelniach w kraju, z którymi realizuję aktualnie cztery duże projekty, kończę obszerną książkę naukową i dwie nienaukowe, kilka artykułów jest w druku, a inne w przygotowywaniu. Przez wiele lat bywało, że chętniej chodziłem do pracy, niż wracałem do domu, ale teraz cieszę się, że z moją byłą uczelnią mam kontakt sporadyczny, a za kilka dni nie będę miał żadnego.

Puenty nie będzie. C'est la vie!

Prof. dr hab. Wiesław Fałtynowicz

były dziekan Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego

Czekamy na Wasze opinie, komentarze: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Takie rzeczy dzieją się wszędzie, od niepamiętnych czasów starzy ludzie są dehumanizowani i pozbawiani szacunku w życiu publicznym. Najlepiej jakby umarli tuż przed przejściem na emeryturę-nie będą zajmowali miejsca w tramwaju, a i ojczyzna zaoszczędzi. Jak debili traktuje się starszych ludzi w bankach, urzędach i szpitalach. Jak słyszę o naszych kochanych seniorach chce mi się rzygać. Czy da się to zmienić-wątpię.
    już oceniałe(a)ś
    82
    4
    Takie rzeczy zdarzają się coraz częściej nie tylko na wyższych uczelniach.
    już oceniałe(a)ś
    36
    1
    To jest właśnie efekt "reformy" Gowina. Gdyby jeszcze tych starszych profesorów zastępowali młodzi z rzeczywistymi osiągnieciami naukowymi, to i tak trudno byłoby zrozumieć opisywane tutaj sytuacje. Niestety zastępują ich "młodzi" świetnie zorganizowani w zdobywaniu punktów według patologicznego rankingu czasopism naukowych. Jednak te "polskie punkty" w żadnym stopniu nie przekładają się na innowacyjność polskiej gospodarki oraz nie pomagają w w uzyskaniu przez "topowe" Polskie uczelnie lepszych pozycji w światowych rankingach. Ci "młodzi" zastępujących odchodzących na emeryturę profesorów pokazują swoje prawdziwe oblicze w definiowaniu strategii publikacyjnej w zarządzanych przez siebie dyscyplinach, instytutach czy katedrach: publikujcie w płatnych słabych lub przeciętnych czasopismach międzynarodowych, ale dobrze punktowanych w polskim rankingu. Sami opanowali tę umiejętność do perfekcji. W swojej działalności kierują się wyłącznie "checklistą", w której odhaczają osiągnięte punktowe cele. Przekują każdą swoją działalność na pozorny sukces. Jeśli uzyskali grant UE, poprzez polską instytucję, na projekt o charakterze infrastrukturalnym, w swoim dorobku sprzedają go jako projekt naukowy. Nikt na tym nie panuje, bo ci co ich oceniają postępują w taki sam sposób. Nie ma w tym wszystkim miejsca na pasję naukową. Gowin swoją reformą osiągnął spodziewany sukces - polskie uczelnie zostały opanowane przez "młodych" ludzi, którzy zachowują się jak klony polityków Zjednoczonej Prawicy: buta i arogancja przy dużej dozie ignorancji.
    już oceniałe(a)ś
    37
    4
    Ten "medal" ma jak zwykle dwie strony... u nas w katedrze byli emerytowani profesorowie, którzy latami zajmowali pokoje (profesorowi należał się samodzielny gabinet) i bywali w nim sporadycznie. Niewiele też dawali z siebie naukowo - po prostu figurowali na liście pracowników... Oczywiście były chwalebne wyjątki - ludzie aktywni do późnych lat, ale wiek niestety robi swoje.... Teraz rektor wyrzucił wszystkich emerytów (łącznie z własnym ojcem - też profesorem) i jest "nowy ład". Wielu się to nie spodobało , ale cóż czas nie ma litości. Na szczęście nikt tych ludzi nie wyrzucał z dnia na dzień - mogli spokojnie się spakować (nie było jakiegoś odgórnego terminu...to raczej kwestia indywidualnych uzgodnień..), a dostęp do poczty i innych uczelnianych atrakcji mają nadal, tak jak inni emeryci.
    @wcurwionyobatel
    A gdzie oslawiona mozliwosc "wyboru" momentu przejscia na emeryture? Jesli ktos nie spelnial kryteriow naukowych (nalezy zrobic doktorat i habilitacje w okreslonych odcinkach czasu, byc w stanie wykazac sie okrrslona iloscia i jakoscia publikacji - co jakis czas jest ocena pracownicza), trzeba bylo go zwolnic i tyle. Ale jesli merytorycznie jest ok, to wara.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    Pan Profesor podaje przyklady, jest ich 5, ale trudno jest temat ocenic jako szersze zjawisko, bo nie ma statystyk. I podejrzewam, ze moze byc trudno zebrac dobre statystyki na ten temat...
    A dopoki nie ma statystyk, to ciagle pozostaje to dosyc subiektywna obserwacja, niczym wiecej.

    W roznych krajach, na przyklad w UK, funkcjonuje zjawisko zwane 'professor emeritus'. To osoba po przejsciu na emeryture, ktora ciagle jest aktywna zawodowo. Czesto sa to niesamowite osoby, ktore pozostaja o wiele bardziej produktywne, niz ich daleko mlodsi koledzy z pracy. Potrafia byc tez bardzo pomocni, zarowno w pracy naukowej, jak i w zakresie uczenia studentow.
    Ale jesli ktos nie ma takiego statusu, to rzeczywiscie bardzo szybko traci przywileje pracownika, takie jak adres email, biuro czy nawet mozliwosc wejscia do instytutu/wydzialu. I to nie jest dziwne - po co mialby utrzymywac te przywileje, jesli nie sa mu one do niczego potrzebne?

    Inna sprawa to byc moze troszke lokalny folklor polski, w ktorym mozna zauwazyc, jak mlodsi ludzie nienawidza i chca sie jak najszybciej pozbyc starszych kolegow. To moze byc z roznych powodow, i moge sobie wyobrazic, ze niektore z tych sytuacji moga byc uzasadnione...

    I na koniec uwaga o tym, jak Pan Profesor zaczal swoj felieton. Otoz zauwazylem, ze na temat "impaktozy, punktozy i hirsziozy" najbardziej negatywnie wypowiadaja sie dwie kategorie osob: te, ktore maja bardzo wysoki Hirsch Index, oraz te, ktorych H-index jest bardzo niski.
    @MarcinFromJasoom
    No i fakt, że wypowiadają się krytycznie ci z najwyższymi wskaźnikami, powinien dawać do myślenia... A średniacy się nie wypowiadają, bo opanowali metodologię i radzą sobie na wymaganym poziomie.
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    @Alis321
    Nie wiem, na ile orientujesz sie w temacie, ale w naukach STEM nie ma czegos takiegoi jak "opanowanie metodologii". Jakosci Twoich publikacji na forum swiatowym, i liczby cytowan, nie mozna oszukac. Nie ma na to "metody".
    Tak wiec wysoki h-index wskazuje po prostu na to, ze jestes ko-autorem wielu prac, ktore byly wysoko-cytowane. I tyle. Teraz, jak znaczaco sie przyczyniles/las do tych publikacji, to juz inny temat....

    Ci, ktorzy maja wysoki h-index to doswiadczeni naukowcy, ktorzy wiedza, ze czasem wkladu w rozwoj nauki nie da sie policzyc poprzez h-index, wiec mowia o tym glosno. Rzeczywiscie, czasem tak bywa, ale w wiekszosci przypadkow jednak nie.
    Ci, ktorzy maja niski h-index beda mowic, ze h-index niczego nie odzwierciedla, bo sami maja kiepski rekord publikacyjny ("kiepski" czasem nie oznacza liczby publikacji, ale ich cytowalnosc), wiec probuja to jakos uzasadnic.
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    Też jestem emerytowanym profesorem ale nie do końca zgadzam się z konkluzją listu. Trzeba dać przestrzeń młodszym i w sensie dosłownym i przenośnym. Życie razem z następcą razem w jednej przestrzeni to jak życie młodego małżeństwa z teściami. Jeżeli jesteśmy gościem to mile nas witają. Lepiej zacząć pakować się wcześniej i opuścić gabinet z dniem przejścia na emeryturę. Nie narażamy się wtedy na nieprzyjemności.
    @ekh49
    Nie trzeba siedzieć z profesorem-emerytem w jednym pokoju. A mijanie się na korytarzu czy w stołówce nie jest chyba uciążliwe? Jeśli dla kogoś jest, to może pierwszym wyborem powinna być dla takiego młodego człowieka praca zdalna?
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @roman_j
    Nie na każdej uczelni jest tyle miejsca. Jako doktorant byłem zakwaterowany w pokoju 15-osobowym, jako profesor uczelni mam 3 współlokatorów. Z tego, co wiem, żaden z emerytowanych profesorów na moim wydziale nie ma samodzielnego pokoju. I to - zważywszy warunki lokalowe - jest zupełnie oczywiste również dla samych zainteresowanych.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @ekh49
    To jest wlasnie to!
    Kwestia oczekiwan i podejscia.
    Jesli ktos wie, ze w dniu przejscia na emeryture traci pewne przywileje, nie bedzie tym zaskoczony i nie bedzie oczekiwal, ze one beda trwac.
    Natomiast jesli jest mozliwosc ciagniecia pracy zawodowej poprzejsciu na emeryture, i jest na to zgoda, to tez trzeba sie przygotowac do tego wczesniej. Nie bedzie wtedy niemilych zaskoczen i nieprzyjemnych niespodzianek.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Panie Profesorze, uniwersytet jest korporacją w której liczą się wskaźniki wydajności wg. Listy ministerialnej. Pomieszczenia na uniwersytecie kosztują i nie można pozwolić na "marnotrastwo". Taki urządziliśmy sobie świat.
    @skorlon
    Niestety. To się zaczęło od minister Kudryckiej z PO a PiS - z Gowinem włącznie - dzielnie i twórczo rozwija.
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    Mój Ojciec był Profesorem Politechniki Gdańskiej. Aktywny zawodowo na PG był mniej więcej do 93 roku życia. Poza uczelnią pracował jeszcze 4 dni przed śmiercią... . Zawód na to pozwalał, w końcu pracował mózgiem, a ten w przeciwieństwie do ciała sprawnie działał praktycznie do końca! Jego rzeczy odebraliśmy z PG po jego śmierci w wieku prawie 99 lat. Na szczęście przez ten cały czas naprawdę miał co robić na wydziale, który współtworzył praktycznie od 1945 roku (zaczął pracę jeszcze jako student).
    Teraz podobno także na PG zaczynają się "stosunki" takie jak opisane w liście... .
    już oceniałe(a)ś
    13
    2