Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po przeczytaniu artykułu Magdaleny Czyż pt. „Apostato, nie martw się" postanowiłem napisać o moim podejściu do problemu apostazji.

Otóż ja dokonałem apostazji w – moim zdaniem – całkowicie naturalny, aczkolwiek niesformalizowany sposób. Bo jeżeli mam chęć, potrzebę, konieczność (niepotrzebne skreślić) rozstania się z jakąś instytucją, to dlaczego mam tego rozstania dokonać zgodnie z regułami narzuconymi przez tę instytucję. Ja mówię "żegnaj" i po sprawie.

czytelnik

P.S.:

A tak na marginesie to problem apostazji jakoś kojarzy mi się z problemem wystąpienia z PZPR. Do tej organizacji można było wstąpić, ale nie można się było z niej wypisać. Za to można było zostać z niej  wyrzuconym!

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.