Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polemika z odpowiedzią dr Doroty Sumińskiej na artykuł Roberta Jurszo  "Dlaczego życie kota miałoby być warte więcej niż życie jego ofiary?"

Żaden odpowiedzialny przyrodnik nie ma w planach strzelania do kotów domowych. Ta szkodliwa i błędna narracja ma w rzeczywistości na celu obrzydzenie tematu bioróżnorodności i związanych z nią problemów. Celem naszych działań jest zapewnienie bezpieczeństwa kotu domowemu i dzikim zwierzętom.

W swojej odpowiedzi dr Sumińska – rozpoznawalna lekarka weterynarii, której słuchają, którą oglądają i czytają tysiące ludzi – kreuje słowami rzeczywistość, a poprzez używanie nazw potocznych, niezgodnych z nomenklaturą naukową, wprowadza czytelnika w błąd.

W jej odpowiedzi dochodzi do mylenia zwierząt wolno żyjących z kotem domowym. Kot domowy to gatunek zwierzęcia udomowionego. Do wolno żyjących (synonim „dzikich") zwierząt kotowatych zamieszkujących Polskę należą tylko ryś euroazjatycki i żbik europejski. Kot domowy jest udomowionym potomkiem żbika afrykańskiego.

Sformułowane w artykule Roberta Jurszo zarzuty dotyczące strzelania nigdy nie padły jako rzeczywista propozycja osoby, która już w pierwszym zdaniu deklaruje, że jest opiekunem trzech kotów. Miały raczej skłonić do zastanowienia się, gdzie leżą granice – nie podejmując żadnych realnych działań wobec kotów (a takie status quo występuje obecnie, bezdomność w skali kraju rośnie mimo kastracji), doprowadzimy niestety do sytuacji, w której odstrzał kotów będzie realnym i smutnym, co podkreślam, sposobem regulacji liczebności populacji kotów domowych, bezdomnych.

Nikt nie zamierza strzelać do kotów – ani dzikich (wolno żyjących), czyli rysia i żbika, ani też do kota domowego (nie istnieje taki gatunek jak kot domowy wolno żyjący czy wolno bytujący). Jedyne miejsce w ustawie, gdzie używa się sformułowania „wolno żyjące koty (Art. 11a, ust. 2, pkt 2), to fragment w rozdziale 2 traktujący o zwierzętach domowych, w art. 11a. dotyczącym z kolei zwierząt bezdomnych. Gdyby koty domowe były zwierzętami wolno żyjącymi, dotyczące ich zapisy zostałyby zawarte w rozdziale 6 – o zwierzętach wolno żyjących. Wspomniany fragment został wprowadzony dla dobra samych kotów zdziczałych (kot domowy), z którymi nie było co zrobić, a dla których przeżycie w zamkniętych schroniskowych klatkach było (w tamtych realiach) niemożliwe. Wybrano mniejsze zło. Od czasu uchwalenia ustawy diametralnie zmieniła się struktura miast i wsi, a także istotnie zmniejszyła powierzchnia areałów zielonych.

Liczba bezpańskich kotów jednak drastycznie rośnie, są więc powody, by przypuszczać, że ustawa zaczęła przyczyniać się do wzrostu bezdomności. Dlatego potrzebne są zmiany ustawowe oparte na danych i faktach naukowych.

Zgodnie z opinią Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (pismo w posiadaniu autora):

"(...) uprzejmie informuje, że podtrzymuje stanowisko, przedstawione w piśmie z dnia 19 marca 2018 roku znak ŻW.orz.871.37.2018, zgodnie z którym wolno żyjące koty, nie mogą być uznawane za zwierzęta wolno żyjące (dzikie) w rozumieniu tej ustawy... zgodnie z art. 4 ptk. 21 ustawy o ochronie zwierząt zwierzęta wolno żyjące (dzikie) rozumie się jako zwierzęta nieudomowione żyjące w warunkach niezależnych od człowieka".

Za bezdomność kotów domowych obarczamy winą nie je same, ale człowieka, który zaniedbuje koty domowe (tak, bezdomne koty urodzone na ulicy to także ten sam gatunek – kot domowy). Warto przy tym nadmienić, że dr Sumińska znana jest ze swoich poglądów na temat wypuszczania kotów luzem, w rezultacie pochwalając narażanie zwierząt na utratę zdrowia i życia – przypomnijmy, jako lekarz weterynarii. Robi to publicznie, w radiu, magazynach oraz wywiadach.

Popularny mit na temat kotów i ich skuteczności walki ze szczurami i myszami został obalony w badaniu, z którym można zapoznać się pod tym linkiem 

Jak pisze dr Sumińska, ludzka działalność wpływa na populacje różnych gatunków, a jednym z takich działań jest właśnie obecność kota domowego w ekosystemach miejskich. Jest to pośrednia i bezpośrednia forma działania i nacisku za pomocą zwierzęcia domowego na przyrodę, w tym na dziką faunę. Zrzucanie winy na krukowate jest po prostu zwyczajną próbą „odwrócenia kota ogonem". Temat gawronów, których populacja spada, został poruszony w artykule opartym na danych pozyskanych przez OTOP.

Wspomniana w polemice kwestia jerzyków nie jest poparta żadnymi danymi naukowymi.

Tak, koty zabijają dziką przyrodę – uznanie tego tego mogłoby zmotywować większość osób do pomocy, gdyby okazało się, że kot jej potrzebuje. Część środowiska kociego twierdzi, że kot jest "elementem naturalnym ekosystemu" – nie, nie jest, i nie będzie, nawet jeśli kilka osób położy się krzyżem. Nauki nie oszukamy. Kotom domowym należy zapewnić opiekę – także specjalistyczną po złapaniu (lekarza wet. behawiorysty), poprawiać warunki w schroniskach, tworzyć azyle, ale przede wszystkim kastrować, masowo kastrować, czipować i zakazywać ich wypuszczania – całkowicie (nie ma czegoś takiego jak „bezpieczny teren", gdy kot jest puszczony luźno). Powinno się także na masową skalę edukować – od przedszkola po szkołę średnią.

Zgodnie z raportem/badaniem Domestic Cats (Felis catus) and European Nature Conservation Law – Applying the EU Birds and Habitats Directives to a Significant but Neglected Threat to Wildlife „Koty domowe żyjące luzem (Felis catus) wpływają na bioróżnorodność poprzez drapieżnictwo, niepokojenie zwierząt, współzawodnictwo o zasoby, choroby i hybrydyzację. Wiedza naukowa dotycząca tych skutków ostatnio wzrosła. Wspomniany artykuł interpretuje dyrektywy: ptasią i siedliskową Unii Europejskiej (UE) (dyrektywy przyrodnicze) w świetle tej wiedzy. Wynik wskazuje, że różne zobowiązania zawarte w dyrektywach, w szczególności dotyczących obszarów Natura 2000 oraz ogólnej ochrony ptaków i innych gatunków, mają znaczące implikacje dla zarządzania kotami domowymi na wolności. Koty bezpańskie i zdziczałe (nieposiadające opiekuna) należy usunąć lub kontrolować, gdy stanowią zagrożenie dla chronionych gatunków i/lub miejsc. Jeśli chodzi o koty domowe posiadające opiekuna i hodowlane, dyrektywy dotyczące przyrody wymagają, aby państwa członkowskie UE wprowadziły przepisy zabraniające zezwalania kotom na swobodne wędrowanie na zewnątrz i skutecznie temu zapobiegały. Obecna praktyka w całej UE nie spełnia jeszcze tych wymagań. Podczas gdy artykuł identyfikuje i ocenia różne czynniki, które mogą wyjaśniać tę lukę w zakresie zgodności, wydaje się, że brak jest prawnych uzasadnień braków tych przepisów.

Tym samym nawet w kontekście prawa europejskiego, niedługo będzie trzeba podjąć działania ograniczające wpływ kota domowego na bioróżnorodność i wolałbym, żeby odbyło się to w sposób cywilizowany. Schroniska, azyle, dobra obsługa weterynaryjno-behawioralno-żywieniowa. Tak, warunki w schroniskach wymagają poprawy, kontroli i nadzoru, ale alternatywą dla schronisk nie może być ulica.

Zgadzam się, że według raportu NIK przedwcześnie w schroniskach umiera około 26 proc. kotów, jednak na ulicach przedwcześnie umiera 100 proc. kotów. Poprawiając warunki, można zmniejszyć umieralność kotów w schroniskach. Mówi się o stresie w schronisku (trzeba poprawiać warunki!), ale żyjąc na ulicy, kot domowy jest wystawiony na wieczny stres oraz przedwczesny zgon. Już nie wspominając o tym, że syndrom udomowienia wyposaża jednak kota domowego w o wiele lepsze mechanizmy radzenia sobie ze stresem niż zwierzęta dzikie w zamknięciu.

Jednym z głównych źródeł kociej bezdomności jest w dużej mierze rozmnażanie w domach kotów, które potem lądują na ulicach. Bez edukacji szkolnej i zmiany mentalności społecznej samą kastracją możemy walczyć do końca świata i jeden dzień dłużej.

W pełni popieram zabiegi kastracyjne, zachęcając każdego chętnego do działań w takim samym kierunku.

Przypomnę także, że zagęszczenie rysia czy żbika (europejskiego czy też afrykańskiego) jest typowe dla drapieżnika kociego i zaniżone przez działalność człowieka i jego kota domowego. Porównując zagęszczenie i nacisk ilościowy kotów domowych (200-400 osobników na km2) z wartościami dla kotów dzikich, można zauważyć gigantyczną dysproporcję (dziki kot występuje średnio w natężeniu 0,01 – 0,02 sztuki na km2).

Nie istnieje takie zwierzę jak miejski kot wolno żyjący, istnieje kot domowy. Podobnie jak lew, tygrys czy puma urodzone w zoo są zwierzętami dzikimi, kot domowy urodzony na ulicy, w piwnicy lub na śmietniku dalej będzie kotem domowym. Tworzenie kolejnych nazw czy wersji nazewnictwa tego jednego gatunku („kot wolno żyjący", „kot wolno bytujący", „kot wiejski", „miejski" itd.) nie zmieni sytuacji tego zwierzęcia. Kot domowy to kot domowy i bez względu na to, czy ma dom, czy go nie ma, potrzebuje naszej wspólnej opieki.

Zachęcam do refleksji i kierowania się podejściem racjonalnym, pragmatycznym, opartym na dokumentacji, badaniach i faktach naukowych, a nie bezkrytycznej wiary w zwykłe odczucia, przeczucia, wyobrażenia i dowody anegdotyczne.

Eichelberger Mieszko

Zoopsycholog

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.