Nie łudźmy się, że da się wykolejoną cywilizację ustawić jak tramwaj na szyny, by wreszcie pojechała w dobrym kierunku, bo wciąż nie wiadomo, gdzie te szyny są. Musimy je dopiero zbudować, a nie znamy nawet dokładnego przebiegu trasy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Doceniam Państwa starania, aby kwestia klimatu była cały czas poruszana. Tylko mam wrażenie, że zbyt dużo uwagi poświęcane jest kwestii fundamentalnej, że trzeba działać, bo będzie źle. Natomiast za mało  poszukiwaniu konkretnych rozwiązań, jak do tego dojść. Przypomina się stary dowcip o zebraniach partyjnych w kołchozach bądź PGR-ach. Poruszane były na nich dwa tematy. Punkt 1 – cel bliższy – budowa stodoły, punkt 2 – cel dalszy – budowa socjalizmu. Omówienie punktu 1: nie ma łopaty, nie ma desek, nie ma cegieł, młotka, gwoździ, więc od razu przechodzimy do punktu 2. I tak było za każdym razem.

Dlatego spierajmy się, jak budować stodoły.

Nie łudźmy się, że da się wykolejoną cywilizację ustawić jak tramwaj na szyny, by wreszcie pojechała w dobrym kierunku, bo wciąż nie wiadomo, gdzie te szyny są. Musimy je dopiero zbudować, a nie znamy nawet dokładnego przebiegu trasy.

Prawda smutna jest taka, że energia jest ludzkości potrzebna (można ograniczyć jej zużycie, ale nie da się w nieskończoność), a gospodarka jest jak krawiec, który szyje tylko z takiego materiału, jaki otrzymuje. Paradoks polega na tym, że jeśli nie powstrzymamy emisji dwutlenku węgla, to spora część globu nie będzie nadawała się do zamieszkania, ale gdyby nagle zaprzestać – stanie się to samo. Tyle że z innego powodu, a mianowicie braku ogrzewania w zimie. Zaprzestanie emisji wymagałoby czegoś, czego ludzkość do tej pory nie zdobyła nigdy. A mianowicie źródła energii, które jest zarazem bezemisyjne, jak i stabilne oraz bezpieczne.

Optymiści twierdzą, że jesteśmy już niedaleko opakowania syntezy termojądrowej. Być może. W przypadku klasycznych elektrowni jądrowych powiedzmy, że działa czynnik psychologiczny związany z Czarnobylem i Fukushimą, pomijając kwestię, że sama ich budowa jest bardzo kosztowna. Z kolei przejście w 100 proc. na energie odnawialne w takich krajach jak Niemcy wydaje się nierealistyczne i efekt może być taki, że po zamknięciu elektrowni jądrowych wrócą do węgla.

Osobiście w żadne "miękkie" metody społeczne nie wierzę. Bo jak np. połączyć zastąpienie ropy z projektem społecznym? Dać ludziom komputery i sprzęt, by sami robili obliczenia i eksperymenty?

Krótko mówiąc, oczekiwałbym więcej rozważania wad i zalet realnych środków pozwalających powstrzymać dalsze ocieplenie klimatu.

czytelnik

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ok., Panie Pawle, tylko że wpisał się Pan swoją wypowiedzią w to, co Pan piętnuje. No bo co Pan proponuje?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0