Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst ukazał się w OKO.press

Szkoła w niewielkich Dobczycach od dwóch tygodni znajduje się pod presją ze względu na udział dzieci z klasy piątej i ósmej w spotkaniu z cyklu Tour de Konstytucja PL. Wokół wydarzenia skandal rozkręcił prorządowy portal. Za jego sprawą szkołę natychmiast potępił Przemysław Czarnek, który stwierdził, że doszło do „indoktrynacji dzieci i młodzieży, które zostały użyte w celach politycznych".

Słów potępienia nie szczędziła także krakowska kurator oświaty Barbara Nowak: „Wykorzystywanie dzieci do spraw politycznych jest haniebne. Jeżeli dorośli w ten sposób posługują się nieświadomymi dziećmi, to bardzo źle o nich świadczy" – stwierdziła Nowak. I już kolejnego dnia zarządziła kontrolę w placówce.

Nowak twierdzi, że rodzice dzieci nie wyrażali zgody na udział w Tour de Konstytucja, choć ci w sieci organizują akcję poparcia dla dyrekcji i nauczycieli. Nawet rada rodziców szkoły wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że nie widzi niczego złego w udziale dzieci w spotkaniu ani w treściach tam przekazywanych.

A jednak krakowskie kuratorium organizuje na szkołę nagonkę za to, że zabrakło formalnie wyrażonej uprzedniej zgody na udział w zajęciach. Zajęciach – na co warto zwrócić uwagę – w których nie uczestniczył żaden polityk, a jedynie sędziowie i prokuratorzy, którzy opowiadali o swojej pracy, prawie i konstytucji.

W Pcimiu poseł wizytuje bez zaproszenia

Kilka dni przed wydarzeniami w Dobczycach, 2 czerwca, poseł PiS Władysław Kurowski odwiedził jedną ze szkół podstawowych w Pcimiu. Miasto położone jest zaledwie 24 kilometry od Dobczyc, zatem to także okręg podlegający pod kuratorium Barbary Nowak. Szkoła, którą odwiedził Kurowski, to ta sama placówka, którą latem 2015 roku w czasie kampanii wyborczej do Sejmu przed kamerami odmalowywała Beata Szydło. W pracach pomagał jej Daniel Obajtek, będący wtedy wójtem Pcimia.

Nie ma nagrania z tej wizyty. Z wpisu i zdjęć, które poseł zamieścił w sieci, wiemy jedynie, że rozdawał dzieciom cukierki i gadżety z logo Sejmu.

OKO.press skontaktowało się z dyrekcją szkoły. Okazało się, że spotkanie było zorganizowane spontanicznie. Kurowski zapowiedział swoją wizytę dzień wcześniej, nie było więc żadnej formalnej zgody rady rodziców.

Premier w szkole: "Polski ład" to szansa

Takie przykłady można mnożyć. W poniedziałek 7 czerwca Mateusz Morawiecki odwiedził szkołę podstawową w Budziszewicach, niewielkiej gminie w województwie łódzkim.

„To nie był wykład, ale wizyta premiera polegająca na otwarciu zmodernizowanej szkoły. W takich sytuacjach nie potrzeba formalnej zgody rodziców" – poinformowała nas rzeczniczka łódzkiego kuratorium oświaty.

Kuratorium zresztą pokazało na Facebooku dokumentację fotograficzną tego wydarzenia:

Tylko że nowoczesny budynek szkoły został oficjalnie otwarty ponad dwa lata temu – 5 lutego 2019 roku. Uroczystość uświetniali wtedy m.in. posłowie PiS Robert Telus i Anna Milczanowska, która przeczytała list z kancelarii premiera skierowany do rodziców, uczniów i nauczycieli szkoły.

Czerwcowa wizyta Mateusza Morawieckiego miała zupełnie inny charakter. Premier od kilku tygodni jeździ po Polsce i promuje program "Polski ład". Trasa i spotkania są szczegółowo relacjonowane na Twitterze kancelarii premiera. W budziszewickiej szkole Morawiecki witany był przez delegację dzieci kwiatami. Chodził po szkole, oglądał nowoczesne instalacje, odwiedzał dzieci podczas lekcji i rozmawiał z nimi.

Przy okazji wizyty na terenie szkoły odbyła się także konferencja prasowa. Premier zachwalał nowy budynek, dzięki któremu koszty eksploatacji będą niskie, a dzieci zrozumieją, jak ważna jest ekologia. Ale w przemowie premiera pojawiły się także wątki czysto polityczne. W ciągu zaledwie sześciu minut nagrania, które opublikowała kancelaria premiera, Mateusz Morawiecki czterokrotnie mówi o "Polskim ładzie":

„Jak rozmawialiśmy tutaj w szkole, pan marszałek Antoni Macierewicz miał bardzo celne spostrzeżenie, że właśnie z takich małych gmin nie tylko mogą wychodzić talenty, ale tutaj ta nowoczesność bardzo dobrze się przyjmuje. I ja to też bardzo wyraźnie widzę. I to jest działanie w ramach naszego 'Polskiego ładu', które będzie widoczne w coraz większej liczbie miejsc w Polsce".

„Szkoła to niezwykle ważne miejsce wychowania naszych dzieci. Wychowania patriotycznego naszych dzieci, a także ich kształcenia na najwyższym i światowym poziomie. To elementy 'Polskiego ładu', który ma przynieść z jednej strony szansę i nowoczesność do takich gmin jak Budziszewice. Małych gmin, bo nie zapominamy o żadnym zakątku Polski".

„Te ich aspiracje, ambicje, talenty i nadzieje, potrzeby i preferencje są takie same wszędzie. W wielkim mieście, w małej miejscowości, małym mieście, miasteczku i na wsi. I nasz rząd, rząd Prawa i Sprawiedliwości, w ramach 'Polskiego ładu' do takiego wyrównania szans właśnie prowadzi. Ale cieszymy się, że i w tych dużych miastach, jak Łódź czy Warszawa, możemy tworzyć nowe perspektywy rozwoju. Bo o to chodzi w 'Polskim ładzie', żeby każdy Polak, każda Polka, gdziekolwiek są, gdziekolwiek mieszkają, gdziekolwiek będą chcieli zamieszkać, mieli równy start (…) Chcemy, żeby Polacy zakładali rodziny w Polsce – po to jest 'Polski ład'".

 

Na materiale wideo z konferencji widzimy tylko premiera. Nie wiemy zatem, czy podczas jego przemowy obecni byli też uczniowie i uczennice, z którymi się fotografował i rozmawiał. Niemniej, treść wystąpienia i cały kontekst sytuacji przesądzają o tym, że jego pojawienie się w szkole miało charakter czysto polityczny.

Tego samego dnia Morawiecki odwiedził także Centrum Kształcenia Zawodowego w Zespole Szkół Ponadpodstawowych nr 3 im. Jana Pawła II w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie znowu opowiadał o "Polskim ładzie".

Na nagraniu widać uczniów szkoły stojących za nim w szeregach.

 

Gdy politycy przekraczają granice

W wizytach polityków w szkołach czy wycieczkach szkół do polityków nie musi być niczego złego. Przybycie posła czy senatora może być atrakcją, urozmaiceniem zajęć szkolnych, a także rodzajem nobilitacji. Zwłaszcza gdy placówkę przy okazji uroczystości takich jak inauguracja, zakończenie roku, ważna rocznica odwiedzają urzędnicy wysokiej rangi – premierzy, prezydenci, ministrowie.

W internecie znaleźć można dużo relacji z takich odwiedzin realizowanych zarówno przez Mateusza Morawieckiego, jak i Donalda Tuska.

Dotyczy to oczywiście jedynie sytuacji, w których politycy nie przekraczają granic zdrowego rozsądku oraz przepisów prawa. Art. 86 ustawy Prawo oświatowe mówi o tym, że organizacje, które chcą działać na terenie szkoły, muszą uzyskać zgodę dyrektora oraz uprzednio wyrażoną pozytywną opinię rady szkoły i rady rodziców.

To właśnie za naruszenie tego przepisu ściga się szkołę w Dobczycach, choć praktyka wielu placówek jest taka, że do pojedynczych wizyt i wydarzeń nie uruchamia się procedury formalnego wyrażania zgody.

Przepis ten jednak całkowicie wyłącza możliwość działalności partii oraz organizacji politycznych. Tak zwane gospodarskie wizyty, których jedynym celem jest promocja partyjnego programu, są działalnością polityczną, a nie edukacyjno-wychowawczą, i po prostu nie powinny mieć miejsca. Niezależnie od ewentualnej formalnej zgody.

Co więcej, art. 108 § 2 stanowi o tym, że zabroniona jest agitacja wyborcza w szkole wobec uczniów. Za taką formę agitacji uznaje się nawet powieszenie materiałów wyborczych na ogrodzeniu placówki.

Gdyby w tym momencie trwała oficjalna kampania wyborcza, Mateusz Morawiecki za swoje wystąpienia zapłaciłby do 5000 złotych grzywny, i to nawet w sytuacji, gdyby jego słowom nie przysłuchiwali się akurat uczniowie i uczennice. Wystarczyłby sam fakt, że odbywały się na terenie szkoły.

To kuratoria i MEiN są upolitycznione

W 2018 roku OKO.press opisało, jak poseł PiS Robert Warwas zorganizował w Strzemieszycach Wielkich konkurs o żołnierzach wyklętych dla szkół podstawowych. Na gali rozdania nagród przemawiał obok wielkiego banera z logo partii i swym nazwiskiem, w obecności kilku innych polityków Zjednoczonej Prawicy.

O sprawie poinformowali nas oburzeni rodzice. W reakcji na ujawnienie przez nas tego incydentu ówczesny MEN poinformował, że „śląski kurator oświaty przypomni dyrektorowi o zakazie prowadzenia w szkołach działalności politycznej".

Zaledwie kilka miesięcy później ministerstwo rękami kuratoriów organizowało polowanie na szkoły, które odważyły się zorganizować oddolną inicjatywę Tęczowy Piątek. Nie było miłego przypominania, były dyscyplinujące kontrole, mimo że ich podstawa prawna była wysoce wątpliwa, na co zwracał uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich.

Przykłady z ostatnich tygodni są kolejnym potwierdzeniem, że interwencje kuratoriów i MEiN mają często charakter wybiórczy, ściśle polityczny, a nie merytoryczny. Tak właśnie jest w przypadku szkoły w Dobczycach.

Organy oświatowe urządzają nagonkę za to, że dzieci wysłuchały wykładu sędziego, którego Prawo i Sprawiedliwość uważa za swojego wroga, a jednocześnie ignorują bądź reagują niezwykle łagodnie w przypadkach, gdy placówki odwiedzają politycy rządzącego obozu, którym dodatkowo nierzadko zdarza się przekraczać dozwolone granice.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.