Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest wykładowczynią akademicką i działaczką na rzecz osób LGBTQ+, mieszka w Los Angeles 

Od redakcji: Siłą "Gazety Wyborczej" jesteście Wy, nasi Czytelnicy. W najbliższą środę 23 czerwca o godz. 20 zapraszamy na stronie Wyborcza.pl na Walne Zebranie Czytelników i Zespołu "Gazety Wyborczej". Opowiemy Państwu, jak przekształciliśmy "Wyborczą" w prężne medium internetowe. Niestety, opowiemy też Państwu o zagrożeniach, przed którymi jako niezależni dziennikarze stoimy.

Sprawę od dwóch tygodni opisują branżowe media, w których wiele ekspertek i ekspertów wyraziło troskę o dalszy los "Wyborczej".

Z całego świata do naszej redakcji płyną wyrazy wsparcia i otuchy. A do zarządu Agory i jej założycieli napisali publicyści, organizacje społeczne i przedstawiciele świata biznesu. Są zaniepokojeni, czy z powodów zmian wewnątrzkorporacyjnych siła i niezależność "Wyborczej" nie zostaną osłabione.

List do Agory, "Gazety Wyborczej" i Gazety.pl

„To są czasy, które testują dusze ludzi" - zaczął Thomas Paine swój słynny esej "The Crisis". Thomas Paine był żarliwym i ognistym głosem amerykańskiej rewolucji, pisarzem, o którym John Adams powiedział, że „bez jego pióra miecz Waszyngtona byłby użyty na próżno" w walce o niepodległość Stanów w 1776 roku.

Dzisiejsze czasy testują demokracje i ich dusze, którymi są wolne i niezależne media. Ryzykując patos, ośmielę się napisać, że Adam Michnik jest Thomasem Painem polskiej walki o wolność, a "Gazeta Wyborcza" była naszą armią, gdy oprócz słów nie mieliśmy nic.

Od 2015 roku, gdy autorytarne rządy nacjonalistycznej prawicy postawiły sobie za cel zabicie wolnych mediów w Polsce, "Gazeta Wyborcza" została ustawiona na tarczy. Zagłodzenie i zanękanie największego i najbardziej prestiżowego dziennika w Europie Centralnej i Wschodniej nie powiodło się tylko dzięki mądrej i przewidującej polityce redakcji i wydawcy. Czytelnicy mogą się tylko domyślać, ze walka o przetrwanie niezależnej gazety pod wrogą i agresywną dyktaturą i jednoczesne przestawianie biznesu z papieru na elektroniczne platformy i subskrypcje jest zadaniem testującym dusze ludzi. Wymaga oszczędzania i zaciskania pasa. Głęboki pokłon należy się więc dziennikarzom, redaktorom i wydawcom za to, że w tak trudnych czasach nie tylko utrzymali pismo, ale i jego przyzwoity poziom. "Gazeta Wyborcza", Agora i gazeta.pl są jak motto Paryża: Fluctuat nec mergitur - Statek walczy z falami, a jednak płynie i się nie poddaje.

Zarząd Agory podjął w czerwcu decyzję o połączeniu wszystkich redakcji różnych platform w jeden organizm redakcyjny. Ta biznesowo uzasadniona decyzja wydawcy uderza we wszystkie redakcje i wzbudziła sprzeciw i kontrowersje, jako podjęta ex cathedra, bez poszanowania niezależności redakcji i bez porozumienia z nimi.

Jest rzeczą całkowicie zrozumiałą, że bez zdrowych finansów Agory nie będzie "Gazety Wyborczej". Zaś bez "Gazety Wyborczej" polska demokracja nie będzie miała duszy, a demokracja bez duszy umiera.

Dlatego piszę ten list, by poprosić wszystkie strony o nowe otwarcie. To przemeblowanie w Waszym domu jest w końcu dla nas, dla Waszych klientów i czytelników. Gazeta jest też nasza. Nie ma jej bez czytelników. Gazeta to historia naszej wolności i naszej demokracji. Dziś to jedna z nielicznych oaz wolnego słowa na rosnącej pustyni pisowskiej propagandy. Jej znaczenia dla polskiej kultury, dyskusji politycznej, roli w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, edukacji demokratycznej i tworzenia silnych więzi z demokratycznym światem nie sposób nie doceniać. Dlatego jesteśmy waszymi czytelnikami. I dlatego wszelkie operacje wokół "Gazety Wyborczej" powinny brać pod uwagę szeroki chorus głosów i opinii oraz skupiać się na trudnym konsensusie między biznesową koniecznością i niezależnością redakcji.

Jola Sacewicz i Nan BanksJola Sacewicz i Nan Banks Jola Sacewicz i Nan Banks

Światowym standardem w organizacji wolnych mediów jest oddzielenie murem wydawcy i redakcji. "The New York Times", uznawany za wzorzec dziennikarstwa, miał w swojej historii wydarzenie niezwykłe, które ilustruje, jaką cenę gotowy był zapłacić wydawca pisma za jego niezależność. Arthur Hays Sulzberger był właścicielem i wydawcą "NYT" w czasie drugiej wojny światowej. Z 23 000 artykułów wydrukowanych w tamtym czasie połowa była poświęcona drugiej wojnie światowej, a tylko 26 dziejącej się Zagładzie Żydów. Arthur Hays Sulzberger obawiał się, że "NYT" utraci wiarygodność, jako obiektywne pismo, gdy będzie poświęcał uwagę tragedii Żydów, bo sam był Żydem. Jego niewiarygodna i absurdalna decyzja, by nie pisać o Holokauście jest ilustracją źle pojętej dbałości o niezależność pisma, niemniej jednak jest jej ilustracją, choć ekstremalną.

Legendarny redaktor "NYT", Turner Catledge (główny redaktor w latach 1952-1968), wymazywał z memos imię wydawcy Artura Sulzbergera, który przesyłał mu sugestie, instrukcje, narzekania i polecenia, zanim przekazywał te notatki od wydawcy w dół hierarchii, swoim podwładnym redaktorom i dziennikarzom. Usuwając imię wydawcy ze służbowych notatek, chronił reporterów przed odczuwaniem nacisków ze strony wydawcy i właściciela gazety.

"Gazeta Wyborcza" jest dobrem nas wszystkich. Jej niezależność od wydawcy jest jednym z najważniejszych aktywów pisma. Niezależność zaczyna się w organizacji redakcji. Wydawca powinien o niezależność pisma dbać jako o swoje najcenniejsze konto w banku, bo jest na tym koncie bezcenna wiarygodność gazety. I dlatego decyzję o tym, jak przejść przez te trudne czasy testujące dusze ludzi, wszystkie strony powinny podjąć razem, mając tę niezależność za latarnię.

Jolanta Sacewicz
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.