Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Uwaga, aktualizacja! Już o opublikowaniu poniższego materiału dołożyliśmy list Pawła Kasprzaka z Obywateli RP. 

Siłą "Gazety Wyborczej" jesteście Wy, nasi Czytelnicy. W najbliższą środę 23 czerwca o godz. 20 zapraszamy na stronie Wyborcza.pl na Walne Zebranie Czytelników i Zespołu "Gazety Wyborczej". Opowiemy Państwu, jak przekształciliśmy "Wyborczą" w prężne medium internetowe. Niestety, opowiemy też Państwu o zagrożeniach, przed którymi jako niezależni dziennikarze stoimy.

Sprawę od dwóch tygodni opisują branżowe media, w których wiele ekspertek i ekspertów wyraziło troskę o dalszy los "Wyborczej".

Z całego świata do naszej redakcji płyną wyrazy wsparcia i otuchy. A do zarządu Agory i jej założycieli napisali publicyści, organizacje społeczne i przedstawiciele świata biznesu. Są zaniepokojeni, czy z powodów zmian wewnątrzkorporacyjnych siła i niezależność "Wyborczej" nie zostaną osłabione. 

Pod ich listami przypominamy apel Jarosława Kurskiego, I zastępcy redaktora naczelnego "Wyborczej".

Piszcie: listy@wyborcza.pl   

Jacek Żakowski: Nie liczcie na to, że złamiecie redakcję "Wyborczej" i będzie OK

Szanowne i Szanowni,

Pewnie już wiecie, że to jest katastrofa. Straty spowodowane konfliktem między redakcją „Gazety Wyborczej" a zarządem Agory są gigantyczne nie tylko dla "Gazety" i Agory, ale przede wszystkim dla Polski. Musicie działać szybko i zdecydowanie. „Coś pękło…" w emocjach oraz wizerunku i już się nie sklei. Nie ma lepszego rozwiązania niż szybki i przyjazny rozwód.

Należę do osób, które mogą długo gadać o słabościach, błędach, grzechach, winach „Gazety Wyborczej", jej szefów i właścicieli. Ale nawet kiedy byłem na Was wściekły i odchodziłem z redakcji, zdawałem sobie sprawę, że "Wyborcza" to jądro polskiej demokracji, któremu nie wolno zaszkodzić.

Jacek ŻakowskiJacek Żakowski Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

"Gazeta Wyborcza" nie jest tym, czym była 20 lat temu. Ale nie ma żadnej instytucji, która mogłaby przejąć jej rolę. Z bliska może tego nie widać, ale "Wyborcza" to w polskich warunkach więcej niż "New York Times" w USA. Tam mają też "Post" etc. Ten, kto zniszczy "Wyborczą", przetrąci kruchy kręgosłup demokratycznej Polski.

Takie ryzyko jest blisko, bo siła "Wyborczej" to soft power. Publiczna awantura między redakcją a zarządem spółki dewastuje zaś wizerunek "Wyborczej" i dzień po dniu sprowadza ją do poziomu jednego z wielu medialnych biznesów. Im dłużej to trwa, tym większe są straty. A sytuacja już zaczyna wymykać się spod kontroli.

Jest to groźne nie tylko dla "Wyborczej" i polskiej demokracji, lecz także dla Agory jako spółki. Jeszcze trochę i fani "Wyborczej" zaczną bojkot lub pikietowanie kin Helios i innych biznesów Agory. To przygotuje grunt dla ataku obecnej władzy na spółkę pod byle jakim pretekstem. Taki atak dawno by już nastąpił, gdyby nie oparcie w polskiej i zagranicznej opinii publicznej. Gdy Agora naszyje sobie łatkę gnębiciela niezależnego medium, to oparcie zniknie lub bardzo osłabnie.

Może plan Zarządu był dobry, tylko był źle ogłoszony lub niedoszlifowany. Może wymagał tylko drugorzędnych poprawek. Ale to już przeszłość. Tą drogą nie da się już wprowadzić żadnej korzystnej zmiany.

Szanowne i Szanowni,

musicie działać szybko i zdecydowanie, by minimalizować straty. Jestem przekonany, że Agora, "Gazeta Wyborcza" i Polska stracą najmniej, jeśli "Gazeta" i spółka pójdą swoimi drogami. Czyli gdy Agora zajmie się biznesem w rozrywce i kulturze, a "Wyborczą" w jakiejś formie przekaże specjalnie stworzonej fundacji. Inaczej konflikt zniszczy i spółkę, i "Gazetę". Akcjonariusze stracą na takim konflikcie nieporównanie więcej, niż jeśli pójdą na choćby daleko idący przyjazny rozwód z redakcją.

Wiadomo, że to nie jest łatwe i nie stanie się z tygodnia na tydzień. Ale (podobnie jak w przypadku Turowa) starczy zacząć poważne rozmowy i przygotowania, by straty wizerunkowe przestały się kumulować. Zdecydujcie szybko, ogłoście decyzję i siądźcie do roboty.

Nie liczcie na to, że złamiecie redakcję i będzie OK. "Wyborcza" żyje dzięki wizerunkowi niezłomnej. Złamana przez kogokolwiek straci nie tylko sporą część ikonicznych autorów i redaktorów, ale też wielu czytelników, prenumeratorów i reklamodawców. Zamiast wzmocnić Agorę, pociągnie ją pod wodę.

Dobrze przeprowadzony rozwód wzmocni pozycję Agory jako sprawnie zarządzanej, radzącej sobie z kryzysami spółki oraz wizerunek "Wyborczej" jako niezłomnego w swej niezależności medium. Obie strony mogą jeszcze na tym konflikcie zyskać. Polska demokracja - także.

Szanowne i Szanowni,

jesteście w takiej sytuacji jak polska demokracja - na progu narciarskiej skoczni, z którego można spaść i zginąć lub też odbić się i polecieć ku kolejnym sukcesom. Trzymam kciuki za ten drugi wariant. To w końcu nasza specjalność od lat 80.

Z wyrazami szacunku

Jacek Żakowski

Jerzy Illg: Zarząd powinien pełnić funkcję służebną 

Szanowni twórcy „Gazety Wyborczej", członkowie Zarządu Agory,

największym niepokojem napełniają mnie – podobnie jak wielu czytelników „Gazety Wyborczej" – wiadomości o narastającym konflikcie pomiędzy Zarządem Agory a redakcją „Gazety", o pęknięciu dzielącym przyjaciół stanowiących przez tyle lat monolit, który dla milionów Polaków jest źródłem nadziei, gwarantem demokracji i wolności, oparciem w zmaganiach z autorytarną władzą. 

Proszę – opamiętajcie się! Czyż nie zdajecie sobie sprawy z tego, że robicie najwspanialszy prezent wszystkim ciemnym siłom marzącym tylko o jednym: by uciszyć znienawidzone medium obnażające wszystkie afery, świństwa, brudne sprawki i knowania tej władzy? Będą wbijać klin w każdą widoczną w tym monolicie rysę, użyją wszystkich podłych chwytów, by Was osłabić i zniszczyć, zapewniając sobie bezkarność i możność swobodnego rozkradania Polski, ogłupiana społeczeństwa kłamstwem i propagandą. Jesteście dla Polaków jak butla z tlenem pozwalająca oddychać w zatrutym głupotą i podłością powietrzu. Dla nas wszystkich byłoby to coś najgorszego, co można sobie wyobrazić: Polska bez Waszego wolnego głosu, bez instancji patrzącej rządzącym na ręce, demaskującej ich prawdziwe zamiary i uczynki.

Jerzy IllgJerzy Illg Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Jestem świadom różnych słabości „Gazety", ale od 1989 roku jest ona dla mnie czymś, bez czego nie wyobrażam sobie dnia, czymś wyznaczającym hierarchię i standardy etyczne, busolą pozwalającą orientować się w otaczającym świecie, uczącą odróżniać dobro od zła, prawdę od kłamstwa, wolność od zniewolenia, demokrację od satrapii.

Dla Polaków ważniejszy jest ten głos wolny wolność ubezpieczający od biznesu, posunięć czysto komercyjnych, sieci kin Helios i rozmaitych agend służących jedynie tłuczeniu szmalu. Oczywistym jest, że „Gazeta" nie może realizować swej misji bez solidnych fundamentów ekonomicznych, ale zadaniem ludzi odpowiedzialnych za to historyczne przedsięwzięcie jest umożliwienie realizacji tej misji przez znakomitą redakcję, skupiającą to, co w polskim dziennikarstwie najlepsze. Narodziny i początki „Gazety" to wysiłek setek ludzi walczących w drugim obiegu o wolność słowa, to imponujące imperium wolności możliwe do zbudowania dzięki milionom czytelników. Macie wobec nich dług – jesteście im winni wierność tej szlachetnej misji. 

Przypomnieć należy, że białe kołnierzyki zasiadające w Zarządzie pełnią wobec tych zadań funkcję służebną – fachowcy i finansiści zostali wynajęci i zatrudnieni nie po to, by komercja i wyniki ekonomiczne przesłoniły to, co najważniejsze – ale by zapewnić optymalne warunki pracy świetnemu zespołowi redaktorów „Gazety Wyborczej". Jeśli kalkulatory i elektroniczne liczydła okażą się ważniejsze od historycznej misji, Polska stoczy się w otchłań głupoty, chamstwa i zniewolenia – a historia nigdy Wam tego nie wybaczy.

Z poważaniem, trzymając kciuki za zwycięstwo rozsądku,

Jerzy Illg, redaktor naczelny Wydawnictwa Znak

Oświadczenie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

Byłyśmy, jesteśmy, będziemy – po stronie wolności. Po stronie wolnych mediów #MuremZaWyborczą.

Powiedzieć, że jesteśmy zaniepokojeni i zaniepokojone nagłymi, teoretycznie wyłącznie biznesowymi planami połączenia portalu Gazeta.pl z „Gazetą Wyborczą" to nic nie powiedzieć.

„Gazetę Wyborczą" i jej obecność przy nas, z nami, obywatelkami i obywatelami, traktujemy jako oczywistość. Hasło „Nam nie jest wszystko jedno" traktujemy jako nasze wspólne. I tak samo często się wkurzamy, jak cieszymy – jak to w rodzinie. Bo „Wyborcza" to społeczność. „Wyborcza" to tysiące prenumeratorek i prenumeratorów, którzy w listopadzie 2020, wykupując subskrypcje „Wyborczej", wsparli Ogólnopolski Strajk Kobiet kwotą prawie 650 tys. zł! Z tych środków utworzyłyśmy nasz Fundusz Akcji – program wsparcia dla grup lokalnych w prawie 600 miejscowościach w Polsce. Tak działa "Wyborcza" i jej społeczność.

26.05.2021, Warszawa, Marta Lempart na konferencji prasowej komitetu 'Legalna aborcja bez kompromisów'26.05.2021, Warszawa, Marta Lempart na konferencji prasowej komitetu 'Legalna aborcja bez kompromisów' Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

„Wyborcza" to miejsce, które nas cieszy i wkurza jednocześnie.  

„Wyborcza" nas cieszy, bo jest przestrzenią ludzi, którzy robią rzeczy. Ludzi, którym zależy. Ludzi, którzy toczą bitwy w obronie najważniejszych wartości – małe, duże, zawsze ważne.  

„Wyborcza" nas wkurza, bo często chciałybyśmy, żeby „Wyborcza" była taka całkiem nasza. Żeby była w niej tylko nasza prawda, tylko to, co my uznajemy za ważne, tylko to, co my uznajemy za słuszne. A ona nie jest nasza, nie jest Strajku Kobiet, nie jest innej organizacji, nie jest opozycji. Jest wspólna – obywatelek i obywateli. 

„Wyborcza" musi zostać. Taka, jaka jest – jako jeden z ostatnich bastionów prawdziwego, rzetelnego dziennikarstwa, które w systemie codziennych układów, nacisków, szantaży nie zapomina o jego misji. 

Takiej „Wyborczej" bronimy i będziemy bronić. 

Ogólnopolski Strajk Kobiet

PS Ten wpis jest naszą odpowiedzią na zamiar spółki Agora połączenia jej segmentu prasowego (obejmującego głównie "Gazetę Wyborczą" i Wyborcza.pl) oraz Gazeta.pl.

Przeciwko tym planom i zwolnieniu wydawcy "Gazety Wyborczej" Jerzego Wójcika zaprotestowali naczelni tytułu i część dziennikarzy. Pod listem dziennikarzy podpisało się ponad 320 osób.

Link do oświadczenia Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

Oświadczenie Wolnych Sądów

Chcielibyśmy, aby "Gazeta Wyborcza" pozostała symbolem wolności i demokracji. Platformą dyskusji dla obywatelek i obywateli.

"Gazeta Wyborcza" wyrosła z najlepszej solidarnościowej i równościowej tradycji wolności, była zawsze, od pierwszych chwil wolnej Polski, odrodzonej w 1989 roku. Była też od początku symbolem rzetelności dziennikarskiej i najwyższych standardów.

20.01.2021, Warszawa, Wolne Sądy20.01.2021, Warszawa, Wolne Sądy Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

"Gazeta Wyborcza" towarzyszyła nam podczas wszystkich wydarzeń istotnych dla destrukcji praworządności w Polsce, stojąc po stronie prawa, konstytucji, wartości i praw człowieka. Bez niezależnej i zaangażowanej "Wyborczej" i jej rzetelnego dziennikarstwa nie odbudujemy państwa prawa i tracimy ważnego sojusznika w tych najważniejszych sprawach. Teraz, jak nigdy wcześniej, nie możemy sobie pozwolić na taką stratę.

Redakcji "Gazety Wyborczej" życzymy, aby była wysłuchana i usłyszana #MuremZaWyborcza.

Wolne Sądy

Link do oświadczenia Wolnych Sądów

Oświadczenie KOD do redakcji "Wyborczej": Zrobimy wszystko, byście byli zawsze 

Drodzy Przyjaciele z "Gazety Wyborczej",

wielu z nas pamięta pierwsze numery gazety kupowane 32 lata temu gdzieś z turystycznego stolika. Te z ingerencjami cenzury i mnóstwem prawdy, która poprowadziła nas do wolnej Polski. Szliście zawsze tą drogą i nigdy jej nie opuściliście, tworząc światową, rozpoznawalną wszędzie, demokratyczną markę, by nam, Obywatelom i Obywatelkom, łatwiej było trwać w niezgodzie na bezprawie i niesprawiedliwość.

Bo najważniejsze są wartości. Ich nie kupuje się za pieniądze i nie wpisuje do biznesplanu, one trwać powinny w nas, bo nam nie jest przecież wszystko jedno. Wiemy dobrze, że nie ma wolności bez solidarności - dzisiaj bez solidarności może także nie być naszego obywatelskiego sztandaru, "Gazety Wyborczej".

Jakub Karyś, przewodniczący zarządu Komitetu Obrony DemokracjiJakub Karyś, przewodniczący zarządu Komitetu Obrony Demokracji Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Pełni obaw patrzymy w przyszłość, wsłuchując się w pomruki burzy na Czerskiej, ze strachem próbujemy wyobrazić sobie Polskę bez jej najważniejszego obywatelskiego głosu, jednocześnie zdecydowanie i bez najmniejszych wątpliwości deklarujemy solidarność i obronę naszych wspólnych wartości do samego końca - obronę Naszej Wspólnej "Gazety Wyborczej".

Drodzy Przyjaciele,

dziękujemy, że jesteście z Obywatelami, dziękujemy, że jesteście z demokracją, dziękujemy, że jesteście…

Zrobimy wszystko, byście byli zawsze.

Komitet Obrony Demokracji, Link do  oświadczenia KOD

Krajowy Zjazd Delegatów KOD: Apelujemy do Zarządu Agory: pozostawcie „Wyborczą" medium wolnym i niezależnym!

UCHWAŁA nr IV/3/2021. Krajowego Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji z dnia 19 czerwca 2021 r. w sprawie „Gazety Wyborczej"

 Krajowy Zjazd Delegatów Komitetu Obrony Demokracji wyraża głębokie zaniepokojenie planami Zarządu Agory, który chce „Gazetę Wyborczą" podporządkować redakcyjnie i organizacyjnie portalowi Gazeta.pl.

Działania takie naruszają niezależność "Gazety Wyborczej" i mogą podważyć jej wiarygodność, czyli najcenniejszą wartość, jaką mieć może wolne medium. "Gazeta Wyborcza" powstała w historycznym dla Polski momencie i odegrała w budowaniu polskiej demokracji kluczową rolę.

Obrady KODObrady KOD materiały prasowe

Dziś marka „Wyborczej" to nie tylko ikona, nie tylko symbol walki o demokrację. Dziś znów jej misja i niezłomna walka o wolny dostęp obywateli do pełnych i prawdziwych informacji są Polsce konieczne.

Wyrażamy pełną solidarność z legendarnym redaktorem Adamem Michnikiem, redaktorami i dziennikarzami „Wyborczej" w obronie jej niezależności! Stajemy #MuremZaWyborczą!

Apelujemy do Zarządu Agory: pozostawcie „Wyborczą" medium wolnym i niezależnym!

Pozostawcie jej dziennikarzy i redaktorów na straży polskiej demokracji!

Paweł Kasprzak: Powierzanie „niewidzialnej ręce rynku" zawartości głów całej populacji ludzi jest pomysłem szalonym

Szanowni Państwo, twórcy "Gazety Wyborczej" i członkowie władz Agory,

Piszę w najwyższym stopniu zmieszany, bo każde z Państwa nazwisk bardzo wiele dla mnie znaczy. Wiele znaczy dla mnie zwłaszcza oczywiście "Gazeta", ale przecież – szczególnie w dzisiejszych trudnych czasach – dobrze było wiedzieć także, że istnieje nie tylko niezależna i niepokorna redakcja, ale i potężny koncern, który wspiera instytucje demokracji i którego potęgę da się wykorzystać w ich obronie. Wydawało mi się, że wolność gospodarcza może naprawdę wspierać wolność polityczną i służyć budowie demokracji – i że Agora jest tu sztandarowym przykładem.

Ostatnie czasy nieco studziły te moje nadzieje na ów szczególnego rodzaju „społecznie odpowiedzialny biznes". To wtedy, kiedy się okazywało na przykład, że z przestrzeni reklamowej Agory skorzystać się da jednak w politycznie ograniczonym zakresie, że z powodu rzekomych lub rzeczywistych „wtargnięć" w tę przestrzeń osób trzecich z niemiłymi dla obecnej władzy plakatami Agora ma skłonność dochodzić roszczeń itd. No, zdarza się nawet najlepszym – myślałem sobie.

Paweł Kasprzak, Obywatele RPPaweł Kasprzak, Obywatele RP Fot. Albert Zawada / Albert Zawada

Pamiętam również z odległej już przeszłości własne zmieszanie na wieść o giełdowym debiucie spółki. Pytałem, jak się te rzeczy ocenia gdzie indziej i od zaskoczonych dziennikarzy mediów zagranicznych, np. "New York Timesa", słyszałem odpowiedź, że w ich świecie takie rzeczy nie przystoją wydawnictwu gazety, której podstawową wartością jest niezależność. Ale może w Polsce – myślałem – da się te rzeczy układać inaczej. Dziś widzę, że niezupełnie.

Problem jest szerszy i głębszy niż sama tylko bieżąca polska wojenna polityka. Niż relacje z władzą – tą konkretną władzą, która niezależności nie toleruje. Chodzi o globalnie widoczne i od dawna opisywane kryzysowe zjawiska dotyczące sfery kultury, nie tylko bieżącej walki politycznej, choć to ona nas w Polsce emocjonuje najbardziej. Chodzi więc również o tabloidyzację mediów, o ich skłonność do ulegania tandecie, która sprzedaje się łatwiej i z większym zyskiem. O wszystkie fatalne skutki zawrotnej kariery mediów zwanych społecznościowymi, choć one w rzeczywistości wspólnotę raczej przecież niszczą. To wszystko jest w jakimś sensie nową realizacją starego prawa gorszego pieniądza, którego działaniu podlegają wszyscy, skoro tylko ktoś już zaczął. W kulturze – w polityce zresztą również – sprawy zaszły już tak daleko, że nie da się dzisiaj powiedzieć, co jest ważniejsze i co jest pierwsze oraz co jest bardziej prawdą: czy tandeta wygrywa, bo takie są ludzkie skłonności, czy dlatego, że do konsumowania tandety skłania nas medialna oferta. W czasach Kopernika nie było przecież prawdą, że ludzie wolą monety z niższą zawartością kruszców. Dzisiaj to również nieprawda.

Dziś natomiast – wydaje mi się – da się powiedzieć przynajmniej, że na wartościowych produkcjach choćby filmowych niekoniecznie trzeba splajtować, podobnie jak na wartościowej, więc siłą rzeczy trudnej publicystyce, dobrym dziennikarstwie śledczym, pracochłonnym i kosztownym reportażu. Stopa ewentualnego zysku jest tu jednak rzeczywiście zawsze mniejsza. Jeśli pozwolimy, by redakcją poważnego medium rządził postulat maksymalizacji zysków akcjonariuszy, zniszczymy wszystko. Obawiam się bardzo, że jesteśmy świadkami właśnie tego rodzaju procesów. Wnioski z tej obserwacji są trudne. Wygląda na to, że trzeba tu szukać rozwiązań niezupełnie jeszcze nam znanych.

"Gazeta Wyborcza" ma wartość związaną z jej wyjątkową wprost jakością. To niezbędny składnik „wartości marki". Od lat z żalem obserwowałem odejścia wybitnych twórców i dziennikarzy – motywowane finansowo. Ale być może ważniejsza jest właśnie niezależność, w którą – nie zawsze słusznie – wierzyliśmy bez wątpienia. Jeszcze ważniejsza była „zadziorność" "Gazety", która nigdy nie bała się kontrowersji, tematów niebezpiecznych, niepopularnych, trudnych. Waleczność, zdolność, by iść pod prąd lub wbrew interesom właśnie. To wszystko było w "Gazecie" bezcenne, a piszę o tym między innymi dlatego, że przy całej swojej biznesowej indolencji jestem przecież pewien, że giełdowa wartość marki "Gazety" zniknie bez śladu, jeśli "Gazeta" straci którykolwiek z tych atrybutów.

Mam kilka poważnych „kos" z redakcją, jeśli mi Państwo wybaczą kolokwializm. Uważam, że zbyt często redaktorzy „wiedzieli, co dobre dla Polski" lepiej niż ludzie, z którymi przeprowadzali wywiady lub którzy słali do niej teksty. Że z tych powodów polityczna debata, której pierwszą cechą powinna być otwartość, zmieniała się w paternalistyczny wykład pouczających nas redaktorów – często zresztą zaangażowanych własnymi sympatiami po jakiejś stronie politycznych sporów. Że nie o wszystkim dało się w "Gazecie" pisać i nie o wszystkim rozmawiać.

Jestem jednak wiernym czytelnikiem "Gazety Wyborczej", używam jej tekstów do komunikacji z innymi, odnoszę się do nich wspólnie z innymi, spieram się z nimi i o nie. "Gazeta" tworzy mój kod kulturowy – wspólny z wszystkimi, których znam i z którymi w ogóle rozmawiam poważnie. Nie znam badań o tym i prawdopodobnie takie badania nawet nie istnieją – może jesteśmy niszą, ale to i tak ogromny kapitał, a choć biznes z nas może i nie jest najlepszy, to nie wierzę, by musieli Państwo plajtować, broniąc tego profilu redakcji, który zapewnił jej tę wyjątkową pozycję w Polsce.

Może więc spółka znajdzie rozwiązanie, by się tej nierentownej redakcji pozbyć tak, by pozwolić jej przeżyć. Niekoniecznie na giełdzie przecież. Może fundacja byłaby jakimś rozwiązaniem. Albo inna spółka. Nie będę udawał, że znam rozwiązanie. Gdybym znał, nie ośmielę się przecież go proponować najwybitniejszym w kraju fachowcom. Wierzyliśmy jednak wszyscy niedawno, że „niewidzialna ręka rynku" jest wystarczającą gwarancją i regulatorem niezależności mediów. Dzisiaj powinniśmy widzieć, że jednak nie jest. Że powierzanie „niewidzialnej ręce rynku" zawartości głów całej populacji ludzi jest pomysłem szalonym. Musi się znaleźć rozwiązanie. Darmowe nie będzie. A jednak warto. Liczę na nie i bardzo o nie proszę. Wciąż są Państwo najlepsi. I w redakcji, i biznesie. Kto, jeśli nie Państwo?

Paweł Kasprzak, Obywatele RP

Akcja Demokracja: Wyborcza" to miejsce żywej debaty, której tak brakuje, gdy jej przestrzeń się kurczy.

UDOSTĘPNIJ! #muremzawyborczą

"Gazeta Wyborcza" jest jednym z symboli wolnej, demokratycznej Polski i nic jej tego nie odbierze. Jej niezwykła rola w ujawnianiu przestępstw władzy (zarówno tej, jak i przecież tyle razy w historii), zaangażowanie społeczne i obecność w najtrudniejszych chwilach dla naszego ruchu są bezcenne. "Gazeta Wyborcza" to niezapomniane wywiady, relacje na żywo z protestów, teksty wywołujące burze i podziw. Niezwykle odznacza się wśród mediów swoją historią, pogłębionym spojrzeniem i rolą, a w erze orlenizacji mediów jest wręcz dobrem narodowym.

Jasne, czasami się nie zgadzamy. Gdy Ernest Skalski zrównuje w rzekomym ekstremizmie gospodarczą lewicę i skrajną prawicę dążącą do likwidacji demokracji albo gdy Witold Gadomski wbrew rozsądkowi bagatelizuje nierówności ekonomiczne i zagrożenie katastrofą klimatyczną.

Polemizujemy z twarzami "Gazety Wyborczej", także na jej łamach, jak np. z Jackiem Żakowskim w sprawie faszyzmu po Marszu w Białymstoku. Bo "Gazeta Wyborcza" to właśnie miejsce żywej debaty, czasem gorącej, czasem burzliwej – ale debaty, której tak brakuje, gdy jej przestrzeń się kurczy. Debaty napędzającej nowe idee i sposoby patrzenia na świat. Często użyczała nam swoich łam do informowania o naszych akcjach, publikacji tekstów o praworządności czy klimacie. Zawsze szczerze recenzowała też nasze działania – czasem pozytywnie, czasem krytycznie. Taka jest jej rola i jesteśmy za to bardzo wdzięczni.

Jeżeli menadżerowie, którym zależy jedynie na zysku w krótkim okresie, a nie długim, bo przecież od tego zależą ich bajeczne wynagrodzenia, zniszczą markę "Gazety Wyborczej" albo pozbawią jej dziennikarzy niezależności, będzie to najlepszym podsumowaniem patologii rynku kapitałowego i najgorszym podsumowaniem pięknej historii "Gazety Wyborczej". Liczymy, że uda się to zatrzymać!

Stoimy murem za redakcją Wyborczej.

Popieramy głosy Wolne sądy Ogólnopolski Strajk Kobiet Komitet Obrony Demokracji

Link do oświadczenia Akcji Demokracji

Dominika Kulczyk: Liczę na ponowną refleksję Zarządu Agory

Szanowni Państwo,

z głębokim niepokojem odebrałam wiadomość o niekonsultowanej z zespołem i całkowicie technokratycznej decyzji Zarządu Agory dotyczącej zmian strukturalnych w obrębie redakcji "Gazety Wyborczej" i Gazeta.pl.

Jako przedsiębiorczyni, inwestorka i właścicielka spółki giełdowej całkowicie rozumiem troskę o finanse Agory i zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji i odpowiedzialności Zarządu za dalsze losy spółki. Nie rozumiem jednak ani nie podzielam podejścia, w którym chcąc zwiększyć efektywność biznesową, robi się to kosztem wszystkiego, co stanowi przewagę konkurencyjną spółki.

W przypadku "Gazety Wyborczej" przewagę taką stanowi doświadczony zespół redakcyjny, wysoka jakość tekstów oraz od lat budowana linia redakcyjna. Można się z nią zgadzać lub nie, ale nie można przejść obok niej obojętnie, bo gwarantuje ciekawy punkt widzenia, inspiruje do myślenia, wywołuje konstruktywny ferment i tym samym wzbogaca. Obawiam się, że decyzja obecnego Zarządu Agory abstrahuje od wszystkiego, co stanowi istotę biznesu, za który Zarząd ten jest odpowiedzialny, a co za tym idzie - "Gazeta" straci swoją pozycję medialną i biznesową, a treści, nawet jeśli będą „klikalne", staną się płaskie i nijakie. Dla zobrazowania skali błędu Zarządu porównać ją można do odejścia Steve’a Jobsa z firmy Apple w pewnym momencie rozwoju firmy.

Dominika KulczykDominika Kulczyk Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Wiem, że obrońcy takiej, a nie innej decyzji Zarządu Agory tłumaczyć ją będą tym, że taki jest trend biznesowy i że „od internetu nie ma odwrotu". Rozumiem to. Chciałabym jednak wyraźnie podkreślić, że trend ten nie musi wcale oznaczać drastycznego pogorszenia jakości treści, a takie zagrożenie widzę w decyzji Zarządu Agory. Poza tym jako przedsiębiorczyni chciałabym zaznaczyć, że w biznesie znacznie lepiej sprawdza się strategia żeglarza niż strategia surfera. Żeglarz korzysta bowiem z wiatru, żeby dopłynąć tam, gdzie chce dopłynąć, surfer całkowicie mu się oddaje.

Poza tym, gdyby nawet przez moment przyjąć, że jedynym wyznacznikiem podejmowanych decyzji powinien być Excel (z czym się głęboko nie zgadzam, ale przyjmijmy na chwilę, że tak mogłoby być), to tym bardziej decyzja o połączeniu "Gazety Wyborczej" i Gazeta.pl powinna być podejmowana w oparciu o know how tej pierwszej z redakcji, bo to "Wyborcza" udowodniła w ostatnich latach, że – mówiąc kolokwialnie – potrafi robić internet, łącząc wysoką jakość treści z umiejętnością budowania zasięgów i lojalności użytkowników.

Wszystko to skłania mnie – jako członka Rady Programowej Fundacji Wysokich Obcasów, ale także jako wiernego czytelnika "Wyborczej" – do zabrania głosu w sprawie. Liczę na ponowną refleksję Zarządu Agory. Wiem, że najtrudniej wycofać się z już raz podjętych decyzji, ale z doświadczenia wiem też, że tylko menedżerowie, którzy potrafią w pokorze raz jeszcze przeanalizować własne podejście, osiągają największe sukcesy. 

Dominika Kulczyk

Firmy rodzinne proponują zarządowi Agory i jej założycielom: jesteśmy gotowi podzielić się doświadczeniem i kompetencjami

Szanowni Państwo,

w imieniu dużych polskich firm rodzinnych zrzeszonych w FBN Poland - The Family Business Network Poland - pozwalamy sobie zwrócić się do Państwa z prośbą i apelem dotyczącym zmian, jakie są obecnie przez Waszą Spółkę wprowadzane.

Oczywiście szanujemy Państwa autonomię i logikę podejmowanych przez Was decyzji biznesowych, niemniej czujemy się - jako przedsiębiorcy, reklamodawcy, czytelnicy i klienci - zaangażowani i współodpowiedzialni za media, które lubimy i które są dla nas i dla polskiej demokracji bardzo ważne. Jednocześnie jako przedsiębiorcy wiele zawdzięczamy przemianom, których "Gazeta Wyborcza" jest symbolem, współtwórcą i obrońcą.

Jako firmy rodzinne działające na pokolenia niejednokrotnie sami stajemy przed koniecznością godzenia tradycji, etosu, dziedzictwa, dorobku osób i zespołów z nowymi szansami biznesowymi, wymogami zmieniającego się świata i rzeczywistości sprawozdań finansowych.

Zależy nam bardzo na tym, by wobec oczywistych zmian, które nas wszystkich dotykają, związanej z nimi potrzeby działania i nieuchronnie pojawiających się konfliktów, pamiętać o harmonii perspektywy biznesowej, etycznej i aksjologicznej: odpowiedzialności za świat, który tworzymy dla naszych przyszłych pokoleń.

Dlatego zwracając się do Was, zapewniamy jednocześnie o gotowości pomocy naszym doświadczeniem i kompetencjami, aby koszty polityczne, społeczne, wizerunkowe i finansowe zmian, które decydujecie się wprowadzać, były możliwie najniższe, także w naszym - przedsiębiorców rodzinnych - interesie.

Mamy tu zwłaszcza na myśli społecznie odpowiedzialną gospodarkę rynkową i dobrą obecność Polski w Europie. Jak wszyscy widzimy - nie są dziś te wartości dla wielu jedynym i pewnym fundamentem myślenia o przyszłości Polski.

Nasze doświadczenie pokazuje, że takie sytuacje wymagają jedności i współpracy, którą deklarujemy - teraz i w przyszłości.

Z poważaniem i pozdrowieniami

Dariusz Duma, dyrektor wykonawczy FBN Poland

Adam Rozwadowski, prezes zarządu FBN Poland

Przedsiębiorcy Rodzinni - Członkowie FBN Poland (fbnpoland.org)

***

OD REDAKCJI: Poniżej publikujemy fragment cotygodniowego newslettera Jarosława Kurskiego, pierwszego zastępcy redaktora naczelnego „Wyborczej", który w piątek 11 czerwca rozesłaliśmy do naszych Czytelników 

Drodzy Czytelnicy,    

w tym cotygodniowym newsletterze staram się Państwu nie tylko rekomendować ważne teksty, ale też informować o życiu redakcji i sprawach, którymi aktualnie żyjemy. Robię tak w przekonaniu, że jako wierni Czytelnicy i członkowie Klubu jesteście Państwo współtwórcami „Wyborczej". 

Jarosław KurskiJarosław Kurski Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta

Mamy więc w redakcji od wtorku (8 czerwca) zawieruchę. Zarząd Agory podjął niespodziewanie uchwałę o biznesowej fuzji Wyborcza.pl z Gazeta.pl. Jest to zamysł zasadniczo słuszny. Od dawna sami o to apelowaliśmy między innymi dlatego, że marki Gazeta.pl i Wyborcza.pl, choć to dwie całkiem różne redakcje, są notorycznie przez naszych Czytelników mylone.

Konfuzję pogłębia to, że Agora jest wydawcą obu tych tytułów, z których każdy ma inny tzw. model biznesowy. Dwa różne tytuły więc w łonie tej samej spółki rywalizują o uwagę Czytelnika. Z tym że Gazeta.pl w modelu bezpłatnym, a Wyborcza.pl w płatnym. Często więc dublują się treści, dublują redakcje, dubluje się robota.

Decyzja więc kierunkowo jest słuszna. Problemem są tryb i brak konsultacji, zwłaszcza że diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Ale szczegółami nie chcę już Państwa zanudzać. Prowadzimy rozmowy.

Dla zespołu „Wyborczej" sprawą fundamentalną jest niezależność redakcyjna, która zwłaszcza w czasach rewolucji cyfrowej warunkowana jest unikalną relacją właśnie z Państwem. Relacją polegającą na Państwa zaufaniu do nas, które to zaufanie podlega częstej weryfikacji, bo wyraża się ostatecznie decyzją o zakupie i przedłużeniu naszej prenumeraty. Obiecujemy Państwu, że będziemy na to chuchali i dmuchali. Zrobimy wszystko, by fuzja Wyborcza.pl z Gazeta.pl skutkowała jeszcze lepszym jakościowym dziennikarstwem i wzmocnieniem marki "Gazety Wyborczej"! 

Jarosław Kurski

---

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Strony Fundacji "Gazety Wyborczej" i  Fundacji "Wysokich Obcasów"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.