Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest nauczycielką

Kiedy będziemy mieć ministra oświaty z prawdziwego zdarzenia? Na razie na czas oczekiwania trzeba nabrać trochę dystansu i mocno bronić autonomii szkół.

Nie sposób rozwijać się bez możliwości krytycznego osądu, nie sposób rozwijać się etycznie bez tej osobowej podstawy. Na razie jednak oglądamy spektakl ministra Przemysława Czarnka „Moje straszne zmiany w szkolnictwie".

Minister i najbardziej szkodliwa w skali kraju kurator z Krakowa Barbara Nowak oraz inni usłużni urzędnicy właśnie przekraczają granicę śmieszności powierzonych im kompetencji w zakresie tworzenia prawa oświatowego. I nawet nie mają pojęcia, jak wstydzą się za nich nauczyciele.

Działania Ministerstwa Edukacji już od sześciu lat były przedstawiane i komentowane jako niebezpieczne. Widzimy teraz, jak dokładnie to zaplanowano.

Mamy śmiać się, czy jak w antycznym dramacie rozpaczać? Okrucieństwo akcji PiS polega na tym, że uderzają w uczniów, nauczycieli, rodziny. Trudno na razie przedstawić sobie całościowy obraz zaplanowanych zniekształceń polskiej szkoły XXI wieku, bo właściwie codziennie dorzucany jest jakiś nowy, okropny pomysł.

Wiadomo, że w odwróconej kombinacji znaczeń ministra Czarnka konstrukcja edukacji będzie opierać się na gotowych, sprawdzonych wzorcach: dokładna kontrola wszelkich inicjatyw i działań szkolnych, kontrola realizacji treści programowych, posłuszeństwo wobec zwierzchników. Największe kompetencje nadzoru właśnie otrzymują kuratorzy. Ich zadanie to w skrócie kontrolowanie dyrektorów szkół i reagowanie na treści inne niż kult i heroizm.

To już się dzieje. Małopolska kurator uporczywie dręczy dyrektorkę i nauczycieli Szkoły Podstawowej nr 1 w Dobczycach za niedawne uczestnictwo dzieci i młodzieży w obywatelskim, dobrowolnym spotkaniu na Tour de Konstytucja. Jak gdyby ten najważniejszy w Polsce dokument prawny był dla ministra i kuratorki indoktrynującym, wywrotowym biuletynem politycznym.

To nie pierwszy sygnał, że władza nie życzy sobie, aby szkoły podlegały organom prowadzącym, czyli samorządom. Pomysł pilnowania dyrektorów wygląda dokładnie tak, jak siatka zależności wokół prezesa PiS. Logika podporządkowania dyrektorów kuratoriom jest po prostu analogiczna do centralistycznego panowania PiS-u nad wszystkimi i wszystkim. Bardzo niewygodne będą więc w szkołach tematy budzące jakiekolwiek  kontrowersje. Trudno będzie przedstawić krytyczne stanowisko na przykład wobec tzw. żołnierzy wyklętych , zaprosić na spotkania przedstawicieli różnych kultur, czy np. zorganizować "tęczowy piątek". Teraz nawet zgoda rodziców nie będzie mieć mocy sprawczej.

W szkole PiS-u dokonuje się ideologiczna rewolucja. Po 1989 r. wszelkie zmiany w tak delikatnej materii jak nauczanie wymagały czasu, debaty środowiska, namysłu. I choć różnie bywało, MEiN liczył się z głosami własnego środowiska. Niestety, obecna modyfikacja polskiej szkoły przebiega równolegle ze zmianą polityczną całego kraju. I to nie jest merytorycznie uczciwe.

Zmienia się na naszych oczach prawdę historyczną, wsącza w umysły jedyną wersję moralną, które pasują do nacjonalistycznej i ksenofobicznej narracji władzy. Dodatkowo zawęża się rozumienie tradycji. Humorystycznym akcentem jest niewątpliwie pomysł ministra Czarnka o ewentualnym początku starożytności od IX wieku, czyli momentu pojawienia się plemienia Polan). Czy tak minister i jego współpracownicy mają zamiar promować tolerancję i wiedzę? W tym kontekście jakże wstydliwie przedstawia się brak gotowości MEiN do wprowadzania w szkole wiadomości, bez których współczesna edukacja uczyni ucznia bezbronnym i niedouczonym, jak choćby klimatyczne zagrożenia Ziemi, mnogość bioetycznych dylematów, cyfryzacja świata czy równościowe relacje w aspekcie prawnym, moralnym i egzystencjalnym.

Aby ukryć ideologiczny aspekt wprowadzanej edukacji, MEiN próbuje zasłonić fakty kamuflażem poznawczym, dotyczy to zwłaszcza historii i szeroko rozumianej humanistyki.

Grunt do zbudowania nowej świadomości w duchu „Bóg Honor Ojczyzna" ma umożliwić podział lekcji historii na polską i powszechną, co bardzo przypomina motywację przejęcia przez obecną władzę Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i ustanowienia w nim nadzoru przez pracownika IPN. Bo zapewne to IPN i doradcy Ordo Iuris będą teraz kształtować wersje przeszłości i współczesny styl życia.

To samo dotyczy języka polskiego na podstawowym i średnim etapie. Przewiduje się skreślenie Leszka Kołakowskiego, Rafała Kosika czy Nancy H. Kleinbaum („Stowarzyszenie umarłych poetów"), a proponuje teksty Jana Pawła II, kardynała Wyszyńskiego, „Raport Witolda" Witolda Pileckiego, a na wszystkich poziomach wiodąca ma być, skądinąd zasłużona, katolicka pisarka Zofia Kossak-Szczucka. Teraz trwają w tej sprawie konsultacje.

Kto z kim rozmawia? Pamiętajmy, że szkoła PiS ma być odbiciem poważnych zmian politycznych i obyczajowych, i to się dzieje. W powiązaniu z zapowiadaną obowiązkową etyką lub religią tworzy się na uczelniach odrębne dziedziny badawcze – biblistykę i familologię (nauka o rodzinie), właśnie po to, żeby plan nowej, autorytarnej Polski, był bez luk, a społeczeństwo modelowo jednolite. Może pomysł wprowadzenia łaciny do szkół ma w tym kontekście umożliwić uczniom czytanie w oryginale pism ojców Kościoła? I nie ma tu ironii, ale może w takim razie warto dodać lekcje języka hebrajskiego, bo przecież Europa wyrasta z dziedzictwa judeochrześcijańskiego, greckiego, arabskiego. Uczniów tych kultur mamy przecież w szkołach.

Bardzo brakuje szkole wg ministra Czarnka wyobraźni, poczucia humoru, żywej zachęty do samorozwoju uczniów i uczennic. Dlaczego PiS nie pozwala sobie i innym swobodnie i z szacunkiem żyć? Po co funduje Polakom ten edukacyjny dryl?

Piszcie: listy@Wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.