Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest sędzią VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków

Vilfredo Pareto wiecznie żywy, czyli dlaczego sędzia Manowska się nie wstydzi

Trwa formalna i mniej formalna wymiana stanowisk pomiędzy prof. Michałem Romanowskim pełnomocnikiem procesowym sędziego Pawła Juszczyszyna, a sędzią Małgorzatą Manowską, kierującą obecnie Sądem Najwyższym. Temperatura tego korespondencyjnego dialogu rośnie z tygodnia na tydzień. W chwili gdy piszę te słowa, sędzia Manowska zwróciła procesową korespondencję mecenasowi Romanowskiemu z powodu braku adresata, albowiem w SN nie ma „neo-I Prezes, ani żadnych innych neo-sędziów". Pan profesor odpowiedział skierowaniem do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa urzędniczego przez sędzię Manowską oraz artykułem w "Gazecie Wyborczej".

Spośród wielu tez tam postawionych dominuje ta, w której prof. Romanowski zastanawia się, jak dr. hab Małgorzata Manowska, legalnie nominowana sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie, była dyrektorka w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, akademiczka, autorka wielu opracowań naukowych, godzi wymieniony wyżej etos i dorobek naukowy z aktualnym postępowaniem sprowadzającym się do ignorowania prawomocnego orzeczenia Sądu Okręgowego w Olsztynie. Sąd ten nakazał jej opatrzyć uchwałę Izby Dyscyplinarnej dotyczącą zawieszenia sędziego Juszczyszyna adnotacją, że nie ma ona mocy prawnej. Zaniechanie powyższe, w ocenie mecenasa Romanowskiego, może stanowić przestępstwo niedopełnienia obowiązków z art 231 kk.

Pan profesor niezwykle sugestywnie zderza opisywane zachowanie sędzi Manowskiej z konstrukcją fabularną jednej z najbardziej znanych historii popkultury, traktującej o rozdwojeniu osobowości, autorstwa Roberta Louisa Stevensona o tytule: „Dr Jekyll i pan Hyde".

Prof. Romanowski się myli. Zachowania sprowadzające się do przekreślenia zasad i reguł rządzących szeroko rozumianym kodem akademickim czy sędziowskim, nie stanowią psychiatrycznej anomalii, za którą osoba nią dotknięta odpowiedzialności przecież nie ponosi. Są z całą pewnością świadome i wyrachowane.

Rewolucja, z którą mamy do czynienia od ponad pięciu lat, opiera swój podbój na czynniku ludzkim; jak każda zresztą. Aby jej założenia się powiodły, musi mieć swoje nowe kadry.

 Jak stwierdził w jednej ze swoich wypowiedzi prof. Włodzimierz Wróbel, przy procesie niszczenia systemu prawnego prawnicy są nieodzowni.

Nie da się przecież zrobić tego rękami nauczycieli czy lekarzy. Prawnicy ci, sfrustrowani nie dość progresywnym biegiem swoich karier, przy czym punktem odniesienia jest dla nich wyłącznie nie posiadająca granic niczym wszechświat, własna ambicja, stawiają się karnie na wezwanie burzycieli porządku prawnego. Przyjmują oferowane im stanowiska, funkcje i zaszczyty oraz pseudohołdy szeptane do ich uszu przez wszelkiej maści smocze języki. Kiedy już się umoszczą na stanowiskach objętych w bezprawnych procedurach i nagle usłyszą słowa prawdy o tym, że są „sędziami lub prezesami malowanymi", grzmią wszem i wobec, że takie supozycje uderzają w autorytet instytucji, które reprezentują i narażają na szwank cały porządek prawny, w istocie mało ich przecież interesujący.

Proszę mi wierzyć, osoby te nawet na jedną chwilę nie zapominają o tym, gdzie leży prawda i jak ona brzmi.

Wszyscy ci sędziowie dublerzy neoKRSsowscy, dokonujący obecnie desantu na wyższe instancje w sądach powszechnych i nie tylko, doskonale zdają sobie sprawę ze swych przekroczeń. Mają pełną świadomość, że uczestniczą w nielegalnej hucpie rozbijającej wymiar sprawiedliwości.

Skąd mam tę pewność ? Oczywiście z autopsji. Z niezliczonych rozmów przeprowadzonych z sędziami nie mającymi najmniejszych oporów, by zająć miejsce po nielegalnie odwołanych prezesach, z sędziami, którzy nie widzą niczego niestosownego w tym, że składając swoją „prośbę awansową", oddają się pod ocenę wątpliwego i dzisiaj już doszczętnie skompromitowanego gremium zasiadającego w neoKRS. A przecież jeszcze tak niedawno ci sami sędziowie stali razem z innymi, dzierżąc kartony z napisem „Konstytucja". Dzisiaj jednak poszli inną drogą. Oni wiedzą, iż dokonująca się rewolucja, która ma moc  wyniesienia ich na swej fali w miejsce na ścieżce zawodowej, w którym nigdy nie mieliby szans się znaleźć, jest gigantyczną i niepowtarzalną dla nich szansą. Kalkulują przy tym, że metoda faktów dokonanych, jak uczy historia, jest metodą skuteczną.

Zjawisko powyższe, które transponowałem na aktualne warunki, zwane teorią krążenia elit, opisał już dawno XIX-wieczny włoski myśliciel Vilfredo Pareto. Zawarte w jego „Traktacie o socjologii ogólnej" tezy sprawdzają się już od prawie dwóch stuleci – drugi szereg zawsze kontestuje pierwszy po linii rzekomego przywracania porządku i koniecznych reform, jednak tak naprawdę wyłącznie po to, by zająć jego miejsce. I tak się to odbywa ad infinitum.

Problem mamy zatem zdiagnozowany, czas na remedium. Pisze o nim poniekąd w dalszej części swej wypowiedzi prof. Romanowski. To pamięć. Nie można nam nawet na chwilę zapomnieć o czynach ludzi, którzy sprzeniewierzyli się wartościom, których przestrzeganie było immanentnym elementem drogi zawodowej, niegdyś przez nich obranej.

Tymczasem czas jakże często pokrywa patyną zapomnienia przeszłe zdarzenia. Należy zatem opisywać w czasie rzeczywistym ich uczynki, by w przyszłości dać świadectwo. Sama pamięć jednak nie wystarczy. Prof. Romanowski wspomina o ostracyzmie środowiskowym. Istotnie w zawodach zaufania publicznego złamanie zasad rządzących ich etosem nie może nie spotkać się z wymierną i adekwatną reakcją środowiska.

Zdecydowana, wręcz przytłaczająca większość sędziów stoi godnie za straży sędziowskiej niezawisłości od wpływów politycznych.

Stosunek do niewielkiej grupy, dla której możliwość przyspieszenia własnych karier była ważniejsza od ślubowania, które złożyli obejmując pierwsze sędziowskie urzędy, winien być adekwatny, choć pozbawiony elementów rewanżyzmu. Bezwzględnie w pierwszej kolejności należy pozbawić ich możliwości piastowania uzurpatorskich funkcji tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

Co dalej? Mam nadzieję, że jeszcze będę mógł o tym napisać.

Czekamy na Wasze komentarze: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.