Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie milkną głosy oburzenia po fatalnym pierwszym występie naszych piłkarzy na mistrzostwach Europy. Współczuję rodakom, którzy dopiero teraz czują się oszukani i rozczarowani grą naszego zespołu. Nazwiska nie grają, a co sobą reprezentuje cały zespół – każdy widzi. W czasie wielkich piłkarskich imprez wieszałam flagę biało-czerwoną, przeżywałam każde odbicie piłki i niepomyślny wynik. W 2012 roku w czasie Euro w Polsce zrozumiałam, że nie dam się już dłużej oszukiwać, nie będę uczestniczyć w pompowaniu kolejnego balonu nadziei i przestanę ślepo wierzyć w zwycięstwa, które nie nadchodzą.

Przestałam się kompletnie interesować grą Polaków, nie oglądam żadnego meczu i czuję się zdrowszym mentalnie i fizycznie człowiekiem. Spotykam się z kontestacją takiej postawy, z twierdzeniem, że ,,trzeba być patriotą i zawsze w ciemno wspierać polskich sportowców". Ale czy fakt, że nie kibicuję rodakom, dyskwalifikuje mój patriotyzm?

Robert Lewandowski jest bez wątpienia wybitnym polskim piłkarzem i zasłużył na zdobycie upragnionego tytułu. W 2020 roku w finale prestiżowej Ligi Mistrzów reprezentował niemiecką drużynę Bayern, dla której nie jestem w stanie wykrzesać najmniejszej nawet sympatii i zainteresowania. Ja kibicowałam PSG, drużynie z Paryża, które to miasto jest z wielu osobistych i zawodowych powodów bliskie mojemu sercu. Mam jednak wrażenie, że sprzeniewierzam się dobrym obyczajom, ogólnonarodowym nastrojom i oczekiwanej solidarności z rodakiem.

Podobne uczucia towarzyszyły mi w czasie kariery Agnieszki Radwańskiej. Pomimo jej czołowej pozycji w rankingu nie utożsamiałam się wcale z jej sukcesami i momentami odczuwałam z tego powodu wstyd. Było to uczucie dehumanizujące, niszczycielskie i separowało mnie emocjonalnie od otoczenia. Tymczasem mnie raziło jej zachowanie wobec ojca trenera, a komentarz po przegranej w pierwszej rundzie na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie nie licował z zaszczytem bycia chorążym reprezentacji Polski. Oprócz talentu i zwycięstw liczy się osobowość i postawa.

Podobnie jest z naszą piłkarską drużyną. Częstowanie kibiców latami słabym poziomem gry, szukanie winnych, usprawiedliwianie się za brak ambicji, błędy, wolę walki, jest nie tylko nieprofesjonalne, ale ociera się o kpinę z milionów kibiców.

Powtarzalność tego schematu na każdej dużej imprezie i swoiste przygnębiające „déjà vu" daje nam prawo wyboru. Miarą wielkości sportowca i drużyny jest bowiem poziom pozytywnych emocji, wzruszeń i dumy narodowej, które generuje u kibica. Jeśli ten podstawowy element nie jest spełniony, trzeba przekierować swoje emocje ku innym drużynom, których gra dostarcza przyjemności i zapewnia rozrywkę.

Małgorzata

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.