Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obserwujemy ostatnio festiwal kompromitacji rządzących – tym razem w zakresie bezpieczeństwa ich poczty elektronicznej i bezpieczeństwa państwa. Komentatorzy zwykle nie zostawiają suchej nitki na emanacji lepszego sortu, którego członkowie zostali przesunięci z ramienia na czoło – by użyć bon motu pamiętającego czasy PRL-u. Wszyscy podkreślają dramatyczny brak wyobraźni i lekceważenie procedur wyrażające się korzystaniem z darmowych kont pocztowych do prowadzenia spraw państwowych.

Błąd.

Błąd popełniają komentatorzy, nie rządzący. Wszystkim wydaje się, że naturalnym, oczywistym i jedynym priorytetem rządzących jest bezpieczeństwo państwa.

I tu wszyscy się mylą.

Jedynym priorytetem rządzących jest bezpieczeństwo rządzących.

Zarządzanie korespondencją prowadzoną z serwera rządowego znajduje się poza bezpośrednim zasięgiem zainteresowanych. Jeśli ktoś napisze, że ma pomysł, żeby użyć wojska do pacyfikowania kobiet, to ten mail tam zostanie na zawsze. I będzie dostępny dla ekipy, która przejmie władzę po wyborach. Oraz prokuratury, sędziów Trybunału Stanu itd.

Taki jest prawdziwy sens wyprowadzenia rządowej korespondencji z rządowych serwerów.

Czytelnik

Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.