Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Roman Protasiewicz ma 26 lat. W Białorusi znano go jako administratora opozycyjnych telegraficznych kanałów informacyjnych. Większość Europejczyków nie rozumie, po co czytać nowości w mesendżerze. Przecież jest telewizja, gazety, radio. Ale to dlatego, że Europejczycy nie wiedzą, co to takiego pełne wyłączenie internetu w kraju podczas wyborów. Europejczycy nie wiedzą, jak żyje się w kraju, gdzie nie ma niezależnej telewizji i radia, a gazet nie wolno sprzedawać w kioskach i wysyłać  pocztą.

Tacy chłopcy jak Roman Protasiewicz i Stefan Putiło znaleźli sposób, jak obejść klasyczne metody informacyjnej cenzury. Okazało się, że telegramów na mesendżerze praktycznie nie można zablokować filtrującą aparaturą, którą zainstalował Łukaszenka, żeby kontrolować internet.

9 sierpnia 2020 roku okazało się, że epoka 27-letnich rządów Łukaszenki może niespodziewanie się zakończyć. Z hukiem przegrał wybory ze Swiatłaną Cichanouską i żeby nie dopuścić do rozpowszechnienia tej informacji, wyłączył internet. Ale ludzie dowiadywali się nowości w telegraficznych kanałach Nechta, redaktorem których był właśnie Roman Protasiewicz, i wyszli na ulice, żeby wyrazić swój protest przeciwko oszustwu. Tak Roman Protasiewicz został osobistym wrogiem Aleksandra Łukaszenki. I żeby zmierzyć się z nim, dyktator zdecydował się na to, co większość światowych liderów scharakteryzowała jako "akt państwowego terroryzmu".

Pilotom zakomunikowali niby to o podłożeniu bomby przez organizację «Hamas», a przechwycenie samolotu rejsowego przeprowadzono przy pomocy myśliwca MIG 29. Łukaszenkę nie powstrzymało to, że był to rejs między Atenami i Wilnem, czyli wewnętrzny przelot Unii Europejskiej. Nie zatrzymało go to, że zagarnięcie statku powietrznego jest oczywistym naruszeniem praw międzynarodowych. Nie powstrzymało go, że groźbą wybuchu naraził na niebezpieczeństwo życie 133 pasażerów z UE oraz członków załogi. Postanowił zemścić się na 26-letnim młodzieńcu, który urodził się wtedy, gdy Łukaszenko już rok był prezydentem. Przy czym zapragnął zemścić się osobiście, dlatego wraz z Romanem Protasiewiczem demonstracyjnie aresztowano i jego dziewczynę – Rosjankę Sofię Sapiegę.

W odpowiedzi Unia Europejska i Ukraina uznały to za powietrzne piractwo, zamknęły swoją przestrzeń powietrzną dla białoruskich kompanii lotniczych i zarekomendowały swoim przewoźnikom lotniczym omijać Białoruś.

Dla Europy stało się oczywiste: Białoruś nie jest tylko autorytarnym reżimem, ale także państwem terrorystycznym i przestępczym. A dla Białorusinów to dawno już było jasne, ale nie otwarcie. "Czasem niezgodnie z prawem!" – proklamował swój nowy stosunek do prawa Aleksander Łukaszenka na spotkaniu z prokuratorami kraju 10 września 2020 roku. Usprawiedliwił i masowe tortury w komisariatach i niepraworządne wyroki i pozasądowe rozprawianie się z opozycjonistami i zamknięcie środków masowej informacji.

Więźniowie polityczni w białoruskich więzieniach są znakowani w szczególny sposób – żółtymi naszywkami, jak oznaczano Żydów podczas Holocaustu, i zderza się ich z przerażającą machiną. Ostatnio dowiedzieliśmy się o nagłej śmierci w kolonii karnej w mieście Szkłowie bezprawnie osadzonego na pięć lat więzienia aktywisty Witolda Oszurka. Kolejna tragedia: 18-letni Dmitri Stachowskij wyskoczył z 16. piętra, protestując przeciwko presji i zastraszaniu przez białoruską prokuraturę, która oskarżyła go o udział w protestach. Romana Protasiewicza pokazano na filmie, gdzie niby przyznał się do wszystkich możliwych przestępstw, ale specjaliści zauważyli, że liczne zadraśnięcia i siniaki na jego twarzy i szyi były gęsto pokryte tonującym kremem.

Nowymi prawami w Białorusi pod groźbą ogromnych restrykcji zabroniono wszelkich manifestacji i strajków, wszelkich transmisji z akcji protestacyjnych, każdą organizację można nazwać ekstremistyczną. Teraz państwowe organy bez decyzji sądów mogą zamykać wszelkie środki masowej komunikacji i strony internetowe, wyłączać internet i łączność, a co najgorsze – bez ograniczeń stosować broń i specjalne środki przeciwko obywatelom. Bez żadnych konsekwencji.

Północna Korea. Obóz koncentracyjny. Ale w centrum Europy. Na granicy Unii Europejskiej. Z psychicznie niestabilnym autokratą na czele. I z dziewięcioma milionami europejskich zakładników w jego rękach, którzy czują dokładnie to samo, co pasażerowie w samolocie, widząc w iluminatorach uzbrojony myśliwiec, gotów ich zniszczyć w przypadku każdej niesubordynacji…

I jeśli Europa nie ujmie się za zakładnikami, nie wprowadzi najtwardszych sankcji przeciwko Łukaszence i jego sponsorom, nie pokusi się o jego ukaranie według międzynarodowego prawa i nie okaże maksymalnej pomocy obywatelskiemu społeczeństwu Białorusi, to pasażerem rejsu Ateny-Wilno może zostać każdy z was.

Andriej Kureichik,

dramaturg, reżyser, członek Koordynacyjnej Rady Białorusi. Autor sztuki "Białoruś Obrażona" (tłum. Dariusz Jezierski, premiera Teatr Miejski w Gliwicach), która opowiada o białoruskich protestach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.