Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anita Karwowska: Urząd Wojewódzki w Rzeszowie kilka dni temu odmówił pańskiej żonie, obywatelce Kirgistanu, prawa dalszego pobytu w Polsce. Dlaczego?

Dr Konrad Szocik, adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie, pełnomocnik rektora uczelni ds. przeciwdziałania mobbingowi, dyskryminacji i przemocy, stypendysta ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców: 

– Moja żona pochodzi z Kirgistanu. Do Polski przyjechała jako studentka w 2015 r. Od 2018 r. jesteśmy małżeństwem. W kwietniu tego roku skończyła się jej karta pobytu, czyli pozwolenie na pobyt w Polsce. 2 marca 2021 roku złożyliśmy wniosek o wydanie nowej karty, czyli prawa pobytu w Polsce. Byliśmy przekonani, że wszystko przebiegnie pomyślnie. Tym bardziej że sprawa wydaje się prosta: chodzi o zgodę na pobyt dla żony obywatela RP, czyli o umożliwienie przebywania z rodziną.

Tej zgody jednak nie ma.

– Niespodziewanie kilka dni temu otrzymaliśmy telefon z wydziału ds. cudzoziemców Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie z informacją, że decyzja będzie odmowna [wojewodą podkarpackim jest Ewa Leniart, która przegrała właśnie wybory na prezydenta Rzeszowa z Konradem Fijołkiem]. Być może jeszcze urzędnicy zaproszą nas na rozmowę w lipcu, ale – jak zastrzegli podczas rozmowy telefonicznej – to już niczego nie zmieni, bo decyzja musi być odmowna.

Co to dla państwa znaczy?

– Obecna karta pobytu żony już straciła ważność w kwietniu tego roku. Po tym czasie żona ma prawo przebywać w Polsce do momentu wydania kolejnej karty. Ale skoro już zasygnalizowano nam telefonicznie, że decyzja będzie odmowna, wiemy, że takie prawo utraci. A do wjazdu do Polski będzie potrzebować wizy turystycznej.

To pod znakiem zapytania stawia również moje plany zawodowe, ponieważ 1 września rozpoczynam stypendium naukowe na Uniwersytecie w Yale. Planowaliśmy wyjechać tam razem i wrócić po roku. I właśnie to słowo "planujemy" prawdopodobnie jest przyczyną odmowy karty mojej żonie.

Dlaczego?

– Pracownik urzędu we wspomnianej rozmowie telefonicznej powiedział, że to oznacza dla tego pracownika brak pewności, czy wrócimy. Taki wniosek urzędnicy wysnuli na podstawie rozmowy, jaką przeprowadziła ze mną Straż Graniczna.

Pogranicznicy odwiedzili mnie na uczelni, rozmawialiśmy na uczelnianym korytarzu, pomimo proponowania przeze mnie gościny w moim uczelnianym pokoju. W czasie rozmowy, co wzbudziło moje szczególne zdziwienie, pytający mnie nie sporządzali żadnych notatek, ponieważ strażnik miał zepsuty długopis.

Moje słowa z trwającej ponad kwadrans rozmowy prawdopodobnie spisano dopiero po tym spotkaniu i przekazano je do urzędu. Co nie mniej dziwne, w trakcie rozmowy nie był używany żaden sprzęt do utrwalania nagrania.

Co pan powiedział Straży?

– Podczas przesłuchania powiedziałem, że planujemy powrót do Polski z USA we wrześniu 2022 r. Nie chodziło o to, by odpowiedzieć wymijająco. Tego czasownika używa się przecież w języku polskim na określenie działań w przyszłości i nie ma w nim nic podejrzanego. Niemniej, jak poinformowano mnie podczas rozmowy z urzędnikiem, inaczej ocenia to urząd wojewódzki. W moich słowach dopatruje się tego, że nie mamy zamiaru wracać do Polski.

Nawet jeśli chcielibyście wydłużyć pobyt w USA, to dlaczego zdaniem wydziału ds. cudzoziemców w urzędzie wojewódzkim wyklucza to prawo pana żony do posiadania karty Polaka?

– Nie mam pojęcia, ale naprawdę nie zakładamy dłuższego pobytu, a raczej liczymy się z tym, że może konieczny będzie wcześniejszy powrót np. z powodów związanych z pandemią.

Jaka jest teraz sytuacja żony?

– Karta już wygasła, więc obecnie ma prawo do przebywania w Polsce do momentu otrzymania decyzji o przyznaniu kolejnej karty. Bez niej nie może podjąć w Polsce żadnej pracy. Wcześniej pracowała w banku w Rzeszowie.

Żona jest obywatelką Kirgistanu i może tam wrócić, jednak obecnie, w obliczu okoliczności, z jakimi się spotkaliśmy, żyje w poczuciu niepewności, czuje się niechciana. To dla nas kompletnie niezrozumiałe i bardzo przykre, ponieważ żona kocha Polskę i Rzeszów.

Co dalej z pańskim stypendium?

– Zależy mi na nim, ale nie zostawię żony. Co ciekawe, stypendium otrzymałem z Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, której szefem jest minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Celem takich wyjazdów jest rozwój polskiej nauki, zwiększanie mobilności polskich naukowców. I teraz, na ostatniej prostej, ten wyjazd utrudnia mi przedstawiciel administracji rządowej, tej samej, która przyznała mi stypendium.

Czym się pan zajmuje?

– Jestem filozofem, zajmuję się zagadnieniami związanymi z przyszłością człowieka w kosmosie, a w szczególności wyzwaniami etycznymi i bioetycznymi w trakcie planowanych w niedalekiej przyszłości misji kosmicznych. Podczas pobytu w Yale planuję pisać na ten temat książkę.

Pracuję w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie, a wyjazd do USA to jedynie stypendium, to wizyta naukowa – miejscem mojego zatrudnienia pozostaje nadal WSIiZ. Co więcej, obawiamy się, że brak karty pobytu dla mojej żony może nam utrudnić nawet wylot z Polski do USA na potrzeby realizacji tego stypendium. Lot z Polski do USA z przesiadką w jednym z europejskich krajów jest tańszy o około 1200 złotych w jedną stronę za dwie osoby niż bezpośrednia podróż LOT-em. Chodzi nam też o racjonalne korzystanie z publicznych pieniędzy. Ale bez karty nie możemy wybrać tańszego lotu z przesiadką w innym kraju.

Żona również dostała dodatek finansowy na nasz pobyt w Yale, ponieważ możliwość zabrania małżonki/małżonka przewiduje regulamin stypendium. Jeżeli wyjedziemy, a w międzyczasie wygaśnie karta pobytu mojej żony, to jeśli będziemy musieli przylecieć do Polski, np. z powodu choroby, to żona będzie musiała składać wniosek o prawo do wjazdu do Polski w konsulacie w USA. Status żony obywatela Polski nie będzie miał znaczenia. I może okazać się, że prawa do wjazdu do Polski nie dostanie. To szalenie komplikuje naszą sytuację oraz utrudnia jakiekolwiek planowanie wszelkich naszych kroków.

Jakie były państwa wcześniejsze doświadczenia w kontaktach z wydziałem ds. cudzoziemców w Rzeszowie?

– W 2019 r. w przesłuchaniach będących częścią procedury przyznania karty pobytu brała udział zarówno żona, jak i ja. Rozmawiano z nami osobno. Urzędnik zapytał mnie, czy żona jest praktykującą muzułmanką. Potwierdziłem, ale byłem zaskoczony tym pytaniem. Nie interesowało go moje wyznanie, jedynie wiara żony. Dlaczego?

Nie mogłem zrozumieć, czy takie pytania o wiarę żony wynikały z jakiejś wewnętrznej procedury urzędniczej. Czy jednak było to jakieś inne zagadnienie związane być może z jakimś nieokreślonym problem z islamem? Oczywiście nie oczekuję od urzędnika, by lubił wyznawców islamu, ale oczekuję, że w swojej pracy i decyzjach nie będzie kierował się kompletnie niezrozumiałymi dla mnie, jak i mojej żony, kryteriami ocen.

Żona otrzymała w końcu kartę, ale na dwa, a nie na trzy lata (to maksymalny możliwy okres). Jako uzasadnienie skrócenia tego czasu podano, że rozmawiamy ze sobą po angielsku oraz fakt, że ślub braliśmy nie w Polsce, ale na Ukrainie. Bez znaczenia dla urzędu było to, że ślub zawarliśmy zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi oraz fakt, że zalegalizowaliśmy związek w polskim urzędzie stanu cywilnego.

Czy uważa pan, że odmowa przedłużenia karty pobytu ma związek z wyznaniem żony?

– Wygląda na to, że nasze małżeństwo, że stworzona przez nas rodzina prawdopodobnie nie jest rodziną oczekiwaną przez obecne władze w Polsce, które to władze reprezentuje Urząd Wojewódzki w Rzeszowie.

Nigdy nie artykułowano wprost, że problemem jest to, że żona jest muzułmanką. Niemniej mając na uwadze kompletnie niezrozumiałe działania urzędników, pojawia się w tym zakresie wielki znak zapytania.

Próbowałem zrozumieć, że może ktoś nie może zgodzić się z tym, że mam żonę muzułmankę, nie katoliczkę?

A może jest jakaś instrukcja, aby ograniczać osiedlanie się muzułmanów w Polsce? Rządzący wielokrotnie przecież powtarzali, że to Kościół katolicki jest ostoją polskości. Na inne religie niespecjalnie jest tu miejsce.

Decyzja urzędu wywraca nasze życie do góry nogami. Planowaliśmy dziecko, ale teraz uznaliśmy, że byłoby to szczytem skrajnej nieodpowiedzialności z naszej strony. Balibyśmy się rozłąki – gdyby żonę deportowano, to dziecko wychowywałoby się bez niej lub beze mnie, jeśli mogłaby je zabrać ze sobą. Urząd na więzy rodzinne, przecież jak widać w tej sprawie, nie patrzy w decydujący sposób.

Co zamierzacie zrobić?

– W zakresie kontaktów z Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie niewątpliwie potrzebujemy pomocy prawnika, podjąłem już niezbędne kroki. Ponadto w naszej sprawie interweniuje pani Elżbieta Łukacijewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Podkarpacia, która napisała list do wojewody Ewy Leniart z prośbą o ponowne zweryfikowanie naszej sprawy przed wydaniem decyzji. Mam nadzieję, że to pomoże.

Nadal wierzę, że zdecydowana większość urzędników to dobrzy i kompetentni fachowcy, że być może w tej sprawie mamy do czynienia z wyjątkowym zbiegiem okoliczności, ponieważ w przeciwnym wypadku oznaczałoby to, że polska administracja w zakresie obsługi cudzoziemców wymaga pilnej weryfikacji i naprawy.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.