Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od pewnego czasu staram się nie oglądać tv i zasadniczo nie czytam gazet. Ale "Gazetę Wyborczą" jeszcze ciągle kupuję. I po przeczytaniu piątkowego wydania nie mogę sobie znaleźć miejsca.

Czy w tym kraju naprawdę już nikogo nie szokuje, że minister rządu w państwie neutralnie wyznaniowym (przynajmniej w świetle konstytucji) mówi publicznie, że będzie wprowadzał do szkoły więcej treści katolickich.

Nie chrześcijańskich (co jeszcze z trudem, ale mogłabym przełknąć), ale tylko katolickich. Gdzie jest opozycja, która powinna mu to z miejsca wytknąć?!

Nie zgadzam się na indoktrynację moich dzieci. Chcę, żeby samodzielnie mogły dokonać wyboru, czy wierzą i ewentualnie w co wierzą. A jako aktywny członek rady rodziców chce mieć realny wpływ na to, co się dzieje w szkole i kto jest w niej dyrektorem. Bo od tego w dużej mierze zależy przyszłość moich dzieci.

Mama dwójki dzieci w wieku szkolnym

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.