Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przedstawię tutaj przemyślenia badaczki zamkniętej w kategorii „orientalistyka", która tradycyjnie była badaniem obcych języków, czyli filologią, ale dla mnie zawsze była badaniem człowieka w szczególnym wydaniu, jakim jest człowiek tworzący teksty w sanskrycie, poczynając od XIIII w. p.n.e. Najpierw zajmowałam się filozoficznym myśleniem, ale z czasem, gdy poznałam nowe metodologie, wyniki neuronauk i psychologii, a także semantyki i lingwistyki kognitywnej, postulujących ucieleśnienie myślenia, zobaczyłam, że można dowiedzieć się, jak ci ludzie myśleli o świecie i o sobie samych jako aktywnych, sprawczych, wolnych podmiotach.

Zdaję sobie sprawę, że bardzo wiele kwestii, o których będę mówiła, mnóstwo osób i instytucji wyrażało już wcześniej, ale to jest list, a nie rozprawa naukowa, więc nie zacytuję tutaj ich wszystkich. Ja przede wszystkim chciałam zaproponować pewne całościowe podejście.

Moją główną tezą jest, że nauki humanistyczne powinny w końcu sformułować swój przedmiot badań. Jak doskonale wiemy, humanistyka (jak wszystkie nauki) podzielona jest na dyscypliny i wszystko badamy osobno: literaturę, język, teorie filozoficzne, dawne wydarzenia i artefakty itp. Co więcej, np. badanie kultur mieści się w ramach antropologii (nauki społeczne), ale już badanie kultury i religii jest dyscypliną nauk humanistycznych. Orientalistyka bada języki obcych kultur, ale jest osobna od antropologii, która bada kultury. Filozofia bada, czym jest szczęście, ale psychologia (w naukach społecznych) - też czym jest szczęście, tylko innymi metodami. Antropologia bada kulturę, a socjologia społeczeństwo, jakby to były dwa odrębne byty. Już pomijam podział na historię i historię sztuki (nauki humanistyczne) i nauki o sztuce (osobna dziedzina). I tak sobie istniejemy - obok siebie.

Człowiek to istota tworząca i rozumiejąca znaczenia

Moim zdaniem tak dłużej się już nie da. Odzierając całe to kłębowisko z jego aparatu pojęciowego, tak "naprawdę" (jeśli jakieś „naprawdę" istnieje, ale załóżmy na potrzeby tego listu, że istnieje) mamy:

  1. człowieka,
  2. wytwarzane przez niego obiekty,
  3. relacje pomiędzy człowiekiem a tymi obiektami oraz człowiekiem i innymi ludźmi, środowisko, z którym człowiek wchodzi w interakcję.

I to właśnie powinno być przedmiotem badań humanistycznych w sensie dosłownym, czyli badań nad człowiekiem. Innymi słowy badania nad człowiekiem powinny obejmować całe to spektrum zagadnień. To człowiek wytwarzający obiekty i wchodzący w związki z innymi przedstawicielami swego gatunku oraz z innymi istotami i światem powinien być badany w naukach humanistycznych. Jak to odróżnia się od np. biologii?

Po pierwsze, biologiczne uwarunkowania człowieka mają wpływ na to, jak wytwarza te obiekty i jak wchodzi w związki, więc z biologią trzeba współpracować. A po drugie, i to jest najważniejsze, takie całościowe humanistyczne badania nad człowiekiem ujmują go w jego specyficznej (i cechującej tylko gatunek ludzki) zdolności, jaką jest nadawanie znaczenia swoim wytworom, swoim działaniom i swoim związkom z innymi osobnikami swego gatunku i z otaczającym go środowiskiem oraz jego rozumienie przez inne osobniki. Zdaję sobie sprawę, że już Clifford Geertz mówił, że badanie kultury to badanie sieci znaczeń, w tym samym duchu definiuje humanistykę Helen Small (Merton Professor of English Language and Literature, University of Oxford): the Humanities study the meaning-making practices of culture, past and present, focusing on interpretation and critical evaluation, primarily in terms of individual response and with ineliminable element of subjectivity.

Można zapytać zatem, co nowego daje moja propozycja? Otóż Geertz i Small mówią o badaniu kultury czy praktyk kulturowych tworzących znaczenia. Ja proponuję, żeby to było badanie człowieka tworzącego znaczenia.

Wedle mojej definicji przedmiot badań humanistyki (jeśli wolno mi użyć tego nieporęcznego słowa w tym kontekście) jest dynamiczny, gdyż człowiek bezustannie nadaje znaczenia, zmienia je i stara się je zrozumieć.

Badanie tego dynamicznego przedmiotu dokonywać się musi za pomocą różnych metodologii stosowanych w tych naukach szczegółowych. Ale to nie znaczy, że metodologie powinny stanowić podstawę ostrej klasyfikacji na dyscypliny badawcze.

Zapewne ta klasyfikacja częściowo wynika z biurokracji, ale w to nie chcę tymczasem wnikać. I nie chodzi mi też o to, że w ramach tych badań nad sposobem, w jaki człowiek rozumie świat, nadaje mu sens, nie można robić badań szczegółowych nad marackim poetą z XVII w. czy identyfikacją zęba znalezionego w jakimś grobowcu. Ale chodzi o to, by badacz takiego poety czy zęba miał szersze humanistyczne (w sensie, jaki ja tu nadaję) podstawy, szerszą perspektywę: że tak naprawdę ostatecznie wzbogaca, poprzez tę konkretną osobę czy obiekt, naszą wiedzę o nas samych jako istotach tworzących i rozumiejących znaczenia.

Nie każdy, kto założy togę i łańcuch, jest sędzią

Obecny spór o Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy jest przykładem sporu właśnie o znaczenie. Ono się tworzy poprzez odpowiednią procedurę — nie każdy, kto założy togę i łańcuch, jest sędzią. Tworzący i uczestniczący w procedurze ludzie nadają jej znaczenie, które jest rozumiane przez członków społeczeństwa. W obecnej sytuacji znaczenie to nie jest rozumiane przez wielu ludzi albo jest odrzucane. I tworzy się nowe znaczenie: sędzią TK czy SN jest ten, kogo wyznaczy władza wykonawcza. To ludzie tworzą znaczenie z jakichś powodów i to ludziom zależy na tym, żeby inni ich rozumieli. Badając zatem procedurę powoływania sędziów, badamy nie tylko jej znaczenie, ale ostatecznie dochodzimy do tych, którzy to znaczenie tworzą, np. kim są, w jakich warunkach się znajdują, z jakiej tradycji się wywodzą, jaką religię wyznają itp. Już tutaj widać konieczność współpracy socjologów, antropologów, historyków — a może też psychologów? Może i psychiatrów? A jeśli dodamy do tego, że badamy procedurę powoływania sędziego, np. w Indiach pod rządami Modiego, to i orientalista by się przydał.

O tym przekraczaniu granic dyscyplin i dziedzin w naukach humanistycznych pisze np. Michał Januszkiewicz: Gdy literaturoznawca pyta np. o „prawdę literatury" czy „prawdę w literaturze", gdy zadaje pytania o status prawdy dyskursu literaturoznawczego, obiektywizm, problem znaczenia itp., wkracza na teren filozofii. Podobnie, gdy analizuje problematykę moralną i aksjologiczną, szczególnie ważną dla literatury. Gdy podejmuje wyrażone przez antropologię literacką (tj. dane w dziele literackim) ludzkie postawy, zachowania i motywacje, wkracza na teren psychologii i socjologii. Gdy rozważa problematykę religijną, wikła się w dyskurs religioznawczy. Jeśli prowadzi badania dotyczące stylu, wkracza na teren językoznawstwa i stylistyki itd.

Ale ja bym chciała pójść dalej i dowodzić, że literaturoznawca nie bada tylko literatury, lecz właśnie człowieka, który ją tworzy; dynamika jego „przedmiotu" jest szczególnie widoczna w wypadku twórców literackich: oni zmieniają swój styl, to, o czym piszą, mówimy np. o wczesnym Miłoszu, o późnym Miłoszu.

Przez pryzmat twórczości danego konkretnego człowieka literaturoznawca bada, co to znaczy być człowiekiem tworzącym i rozumiejącym znaczenie.

Chcę podkreślić zarazem, że nie chodzi mi o porzucenie metodologii nauk szczegółowych i stworzenie jakiejś uniwersalnej metodologii. Absolutnie nie! Wtedy nie poznawalibyśmy człowieka rozumianego dynamicznie, tylko jakiś niezmienny abstrakt, „człowieka w ogóle".

Realizacja tego postulatu oznacza konieczność prawdziwej interdyscyplinarności. Oczywiście już w tej chwili są interdyscyplinarne konferencje i projekty, których celem ma być badanie jakiegoś zagadnienia z różnych punktów widzenia. Ale mają one dwie istotne słabości. Po pierwsze, często wygląda to tak, że kolejni uczestnicy przedstawiają dane zagadnienie ze swego punktu widzenia, ze swojej „bańki" i nie dochodzi do ich przebicia czy połączenia. Niladri Chaterjee (Department of English, University of Kalyani, West Bengal) twierdzi słusznie, prawdziwa interdyscyplinarność jest ryzykiem — ryzykiem powiedzenia np. politologowi, że rzeczy nie mają się tak, jak on myśli. To wymaga rozbicia baniek, kiedy chcemy dowiedzieć się, co wynika z tych wszystkich osobnych badań, a także pokazać, co wynika z naszych badań — być może stojących w sprzeczności z wynikami badań innych nauk. Czy posunęliśmy naszą wiedzę o człowieku jako istocie tworzącej i rozumiejącej znaczenie? W jakimś konkretnym aspekcie, który zazwyczaj jest częścią tytułu czy projektu?

Po drugie, moim doświadczeniem jest niechęć do przyjęcia nowych metodologii na takich interdyscyplinarnych spotkaniach. Skoro już jest jakaś przyjęta w danym nurcie badawczym jakaś metodologia, która, jak jej przedstawiciele sądzą, dobrze opisuje np. powstawanie pojęć abstrakcyjnych czy instytucję inicjacji, to nowa czy inna metodologia wydaje się im zbędna. A jednak jest tak, że każda dobra metodologia ujmuje przedmiot nieco inaczej, w nieco innym świetle, inaczej rozkłada akcenty. Im więcej dobrych metodologii, tym lepiej dla nauki i ich połączenie pozwala nam lepiej zrozumieć nasz przedmiot. A także daje większą szansę na uchwycenie jego dynamizmu.

Nie jesteśmy ludźmi tylko dla siebie

Zarazem uświadomienie sobie, że — jeśli chodzi o dane empiryczne — mamy istotę z gatunku Homo sapiens wchodzącą w interakcje ze sobą i ze światem, daje nam sensowny punkt wyjścia do szerszych badań. Z jednej strony człowiek jest częścią świata, jak mówi Supriya Chaudri (Jadavpur University, Kolkata), nie jesteśmy ludźmi tylko dla siebie, ale definiujemy się w odniesieniu do żywych istot i do przyrody. Z drugiej, jednym z najistotniejszych artefaktów ostatnich dziesięcioleci stworzonych przez człowieka są szeroko rozumiane maszyny, od komputerów poczynając, na rakietach kończąc. Humanistyka powinna badać, jakie znaczenia im nadajemy i czy umiemy się wzajemnie porozumieć w kwestii tych znaczeń. Dynamiczne pojmowanie człowieka pozwala lepiej uchwycić jego współzależność od świata, od innych istot i od maszyn. Medycyna i neuronauki badają ich wpływ na nasze zdrowie, psychiczne i biologiczne, humanistyka powinna badać, w jaki sposób i jakie znaczenie ich tworzymy i jak je rozumiemy jako pojedynczy ludzie i jako całe społeczeństwa. To znaczenie jest tym, co nas najmocniej wiąże z tym, co nas otacza i to ono jest tym, co nas odróżnia od zwierząt. I nie ulega wątpliwości, że tej istoty tworzącej i rozumiejącej znaczenie nie da się badać metodami nauk ścisłych (choć są wyjątki, np. metody statystyczne, rachunek prawdopodobieństwa itp.). W związku z tym nie ma sensu oczekiwać, że nauka o człowieku będzie stosować metodologię nauk ścisłych albo że jej wyniki mierzyć tak, jak wyniki nauk ścisłych, tak samo jak nie ma sensu oczekiwać, że metody humanistyczne pozwolą zrozumieć nam funkcjonowanie przyrody (choć jej rozumienie przez nas jak najbardziej).

Tak pojęta humanistyka o człowieku ma istotny wpływ na społeczeństwo, może bowiem szukać sposobów opisu tego, co się z nami działo i dzieje w zderzeniu z procesami przyrody, zmian kulturowych czy społecznych zarówno w zbiorowym, jak i w indywidualnym wymiarze. Może szukać nowych modeli, nie tylko w okresie zmian czy kryzysów, kiedy dawne modele już nie przystają, ale i w tzw. normalnych czasach, bo, jak powiedziałam na początku, człowiek stale tworzy nowe znaczenia i uczy się ich rozumieć.

Ktoś mógłby zapytać, czy nie jest to rola sztuki. Uważam, że nie. Nauka i sztuka to dwa zupełnie różne podejścia do doświadczenia, podczas kiedy ta druga wypowiada się nie wprost, nauka musi mówić wprost, nawet jeśli to, o czym mówi, jest bardzo złożone czy ambiwalentne.

Moim zdaniem „coś jest ze światem nie tak" —  jak mówiła Olga Tokarczuk w swoim noblowskim wykładzie właśnie dlatego, że nauki humanistyczne przestały zajmować się człowiekiem, a skupiły się na wycinkach jego aktywności i twórczości, z czego nie daje się złożyć jakichś spójnych całości. Całości, które nam samym, naukowcom, by coś wyjaśniały, a tym bardziej społeczeństwu.

prof. Joanna Jurewicz

orientalistka, lingwistka kognitywna, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego

Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.