Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Ireną Koźmińską, założycielką i prezeską fundacji „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom"

Anita Karwowska: Czy cała Polska czyta dzieciom? 20 minut dziennie? Równo dwadzieścia lat temu po to właśnie rozpoczęła pani kampanię społeczną o takiej nazwie.

Irena Koźmińska*: – Nie mogę powiedzieć, że cała Polska czyta dzieciom, bo oczywiście wiele osób nie czyta ani dzieciom, ani sobie. To jest hasło-postulat. Ale cały czas widzę sens starań, by tak się stało.

Naszym celem jest przekonanie dorosłych do codziennego czytania dzieciom. Czytanie jest potężną witaminą dla rozwoju dziecka. Buduje więź, wspiera rozwój emocjonalny, uczy języka i myślenia, rozwija pamięć, wyobraźnię, wrażliwość moralną. Jest drogą do wiedzy i wykształcenia. Język, który przy czytaniu wzbogacamy i doskonalimy, to nasza wizytówka i przepustka do lepszego życia – jest narzędziem myślenia, komunikacji z ludźmi, udziału w kulturze.

20 minut dziennie?

– Tyle wystarczy, by zareklamować czytanie. I nie chodzi tu o aptekarską precyzję i czytanie z zegarkiem w ręku, ale o codzienny rytuał i wspólną przyjemność z lektury. Minimum tyle wyłącznej uwagi powinno codziennie dostać od rodzica każde dziecko. Pozytywna uwaga to energia, jest potrzebna do życia i rozwoju tak jak pokarm!

Chwilę przed założeniem fundacji wróciła pani ze Stanów Zjednoczonych, skąd przywiozła pani ten pomysł.

– Kiedyś w Waszyngtonie w poczekalni u dentysty natrafiłam w miesięczniku "Smithonian" na artykuł o czytaniu dzieciom. Jego bohaterem był grafik Jim Trelease, amerykański guru od czytania. Zaproszono go kiedyś do szkoły, żeby opowiedział dzieciom, jak tworzy. Po spotkaniu zobaczył w klasie półkę z książkami i zamiast wyjść, zaczął z nimi rozmowę o tych książkach, bo akurat czytał je swoim dzieciom. Czytał, bo i jemu kiedyś czytał ojciec i pamiętał, jaką mu to sprawiało radość. Po wizycie Trelease'a nawet te dzieciaki, które nie interesowały się czytaniem, pognały do biblioteki. A Jim zamiast o grafice, zaczął w szkołach rozmawiać z uczniami o książkach, czym skutecznie je reklamował. Potem napisał broszurę o czytaniu, która trafiła w ręce dziennikarki z "New York Times". Jej artykuł o czytaniu dzieciom wzbudził wielkie zainteresowanie. Trelease napisał więc książkę na ten temat, która stała się bestsellerem i podręcznikiem na studiach. Po dentyście pobiegłam do księgarni, kupiłam ją i wkrótce przywróciłam w domu czytanie córce, wtedy dwunastoletniej. Wiedziałam już, że czytanie dzieciom to najlepiej zainwestowany czas, że w zwykłym czytaniu tkwi niezwykła moc kształtowania ich przyszłości. I chciałam się też tym doświadczeniem podzielić z rodzicami w Polsce.

Kiedy zachęcenie do czytania było trudniejsze: dwie dekady temu czy dzisiaj?

– Kiedy zaczynaliśmy, propozycja czytania małym dzieciom budziła opór. Rodzice dwu-trzylatków przekonywali mnie, że czytanie tak małemu dziecku nie ma sensu.

Dzisiaj dość powszechnie wiadomo, że warto czytać dziecku od urodzenia. Jest jednak inny problem – wszechobecność mediów elektronicznych. W wielu domach książki dla dzieci jeszcze nie zagrzały dobrze miejsca, a już zostały wyparte przez komputery i smartfony. Dla wielu osób tradycyjna książka stała się przeżytkiem.

Bezpowrotnie?

– Mam nadzieję, że nastąpi jej renesans.

Papierowa książka jest szczególnie ważna, gdy czytamy dziecku. To pierwszy etap nauki czytania. W atmosferze serdeczności i zabawy przewracamy razem kartki, oglądamy obrazki, bawimy się słowami i historiami, ale przede wszystkim jesteśmy z dzieckiem, poznajemy je, mamy wspólne tematy i kody językowe, wzmacniamy więź.

Dzieciństwo to czas, by budować skojarzenie czytania z przyjemnością i uczyć dziecko reguł życia. Brzmi jak coś oczywistego, ale dla wielu rodziców wcale tak nie jest. Dzieciństwo jest często niedoceniane.

Co to znaczy, że nie doceniamy tego okresu?

– Nie wykorzystujemy go optymalnie, a to najważniejszy okres w życiu człowieka, bo wtedy w mózgu, pod wpływem własnych doświadczeń, zapisują się w sposób głęboki i trwały swoiste mapy – przekonania na temat ludzi i świata, np. czy na ludziach można polegać, czy zasługuję na miłość, czy czytanie jest fajne... Te wczesne przekonania, nawyki i postawy trudno potem zmienić. Wielu rodziców nie ma czasu i cierpliwości do dziecka, chcieliby, by było jak najszybciej samodzielne i na nich "nie wisiało". Nie chodzi tylko o opiekę, ale też o to irytujące "nudzi mi się". I tu dobra wiadomość – człowiekowi rozczytanemu nigdy się nie nudzi! Jeśli czytamy dziecku, będzie umiało samo znaleźć sobie ciekawe zajęcia. Rodzice, którzy codziennie czytają, będą mogli za chwilę "odcinać kupony" od tej inwestycji, mając myślące, otwarte, radosne dziecko, silne emocjonalnie dzięki ich miłości, więc bardziej odporne na krytykę, wykorzystanie, mody. Psychiatra i pisarz dr Ross Campbell, specjalista od relacji rodzic – dziecko, przekonuje, że miłość rodziców można mierzyć poświęconym dziecku z radością czasem. Gdy czytamy mu, rozmawiamy z nim przyjaźnie i z uwagą, bawimy się z nim, czuje się kochane, a to podstawa jego rozwoju i dobrego funkcjonowania. Niestety dla wielu rodziców ważniejsze okazują się inne sprawy niż wychowywanie dziecka. Szukają podwykonawców. Przypomina mi się nasza rozmowa sprzed kilku lat o żłobkach, kiedy spierałyśmy się o to, czy to dobra instytucja dla dzieci.

Rozumiem, że nie zmieniła pani zdania?

– Nie ma powodów, bym je zmieniła. Niemowlę potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, rutyny, stymulacji językowej w relacji 1 do 1, szansy na zbudowanie więzi. Ma ok. trzech lat na to, by zbudować bezpieczną więź z najbliższą osobą, co da mu fundament do dalszego rozwoju i nauki, wiarę w siebie i zdolność budowania dobrych relacji ze światem.

Zinstytucjonalizowana opieka tego nie zapewnia. Żłobek nie daje nawet szansy na dobry rozwój językowy, bo nikt tam nie ma czasu, by zajmować się indywidualnie dzieckiem. Ale jeśli dziecko nawiąże więź z którąś opiekunką – bo jest to biologiczno-ewolucyjny imperatyw, mechanizm przetrwania – a potem opiekunka odejdzie lub mama zazdrosna o bliską relację dziecka z nią zmieni opiekunkę czy żłobek, to ta strata może skutkować u dziecka trwałym lękiem i brakiem zaufania do świata, który w każdej chwili może mu odebrać ukochaną osobę. Tworząc i promując żłobki, wychowujemy pokolenie z problemami – niespokojne, pozbawione empatii, narcystyczne, nierzadko targane złością. Jeśli rodzice nie zapewniają dziecku poczucia bezpieczeństwa, nie budują jego wewnętrznych zasobów przez czytanie, rozmowy, wspólne zajęcia, zabawy, nie okazują akceptacji, cierpliwości i radości z tego, że jest – wysyłają potem w świat człowieka słabego i nieprzygotowanego – jak łódkę bez steru, wioseł i busoli na wzburzone morze. Takie łódki łatwo mogą się przewrócić, a nawet zatonąć.

Wróćmy do czytania… Dzisiaj rynek książek dla dzieci jest przebogaty. Pani fundacja sama wydała dwie kolekcje książek. Nie była pani zadowolona z tego, co księgarnie miały wtedy do zaoferowania rodzicom?

– Gdy zaczynaliśmy, było mniej książek, ale zawsze dało się wybrać dobrą książkę dla dziecka. To nie podaż była problemem, tylko popyt. Ale tak, staramy się wpływać też na jakość lektur – wydaliśmy z "Polityką" dwie kolekcje pereł literackich dla dzieci, co trzy lata organizujemy Konkurs Literacki im. Astrid Lindgren, który wzbogaca rynek książki dziecięcej i młodzieżowej o nowe, wartościowe tytuły. Bardzo ważne jest to, co czytamy dzieciom, gdyż przy pomocy książek meblujemy im głowę i serce. Staramy się pomóc rodzicom w wyborze. Nasza fundacja stworzyła złotą listę książek polecanych do czytania w zależności od wieku dziecka, dostępną na www.calapolskaczytadzieciom.pl.

A zatem – co czytać dziecku?

– Przez pierwsze miesiące życia można czytać cokolwiek. Dziecko nie rozumie jeszcze literalnie języka, ale rozumie sytuację na poziomie emocjonalnym – odbiera czytanie jako coś bardzo przyjemnego, okazję do przytulania, uśmiechu, bycia z rodzicem – a rodzic to dla niego wtedy największa atrakcja. Moja przyjaciółka, dyrektorka programowa fundacji Ela Olszewska, czytała swojej kilkumiesięcznej córeczce "Sto lat samotności" Marqueza. Zuzia urodziła się z rzadką chorobą genetyczną, która uszkadza mózg i oczy, i wymagała pilnej operacji, którą przeprowadzono w USA. Na czas pobytu za granicą Ela wzięła tę książkę dla siebie.

Neurolog zdiagnozował Zuzię jako przypadek bez szans na rozwój. Przekonywałam Elę, że widocznie nie słyszał o uzdrawiającej potędze czytania. Ela nie bardzo w to wierzyła, jednak zaczęła codziennie Zuzi czytać, z czułością trzymając ją w ramionach. Przez długi czas Zuzka nie dawała sygnałów, że to czytanie do niej dociera. Przez pierwsze cztery lata nie mówiła. Najprościej byłoby się zniechęcić, ale Ela kontynuowała czytanie. A kiedy Zuzia zaczęła mówić, okazało się, że ma ogromny zasób słów i dobrze zna struktury języka. W szkole dla dzieci niewidomych i niedowidzących świetnie sobie radziła, a teraz, jako młoda dorosła, wprawdzie z orzeczeniem o niepełnosprawności intelektualnej, znakomicie funkcjonuje, ma rozległą wiedzę, jest ciekawa świata, uwielbia towarzystwo, jest empatyczna, wesoła, realizuje własne projekty – nagrywa płyty z piosenkami, które rozdaje przyjaciołom. Jest po prostu szczęśliwa i o tym mówi. Wybitny neurolog zapowiedział, że jej życie będzie wegetacją – i być może ta ponura diagnoza by się potwierdziła, gdyby nie pełne miłości codzienne czytanie. To wielka szkoda, że wiele zdrowych dzieci nie otrzymuje od swoich rodziców takiej uwagi i wsparcia i nie osiąga nawet tego, co niepełnosprawna Zuza, która rozumie wartości moralne, ma wiedzę historyczną, orientuje się w sprawach społecznych i ma za sobą lekturę setek książek. Dlatego trzeba powtarzać kolejnym rodzicom, że czytanie buduje wewnętrzne zasoby dziecka – intelektualne, duchowe, moralne.

Co, jeśli tego zabraknie?

– Jest taka książka, "Pytania odpowiedzialnych rodziców" Francois Dumesnila. Pada w niej pytanie: "Czy jest możliwe, żeby nasze dzieci zeszły na złą drogę i były zdolne do zbrodni, a my niczego nie będziemy się domyślać?". Psycholog odpowiada: tak, to możliwe, gdy rodzice nie znają swojego dziecka, bo jego wychowanie było powierzchowne: Co tam w szkole? Co było na obiad? Lekcje odrobione? Dumesnil nazywa je "zewnętrznym".

Czytanie dziecku to szansa na wychowanie dziecka "od wewnątrz". Spędzając razem czas na lekturze i rozmowach, poznajemy swoje dziecko, wiemy, jakim jest człowiekiem, jakie ma marzenia, lęki, przyjaciół, czym się interesuje, jakie ma problemy. I możemy mu pomóc, bo pomostem jest zbudowane przy czytaniu zaufanie – nie do przecenienia zwłaszcza, gdy dziecko wkracza w okres nastoletni.

Jest to ważne szczególnie w przypadku chłopców, którzy częściej mają problemy z językiem, emocjami, kontrolą impulsów, budowaniem bliskości. Bez prawdziwego zaangażowania i pozytywnej uwagi rodziców mogą nigdy nie zainteresować się książkami, nie zdobyć wiedzy i zdolności do refleksji, nie rozwinąć samokontroli potrzebnej, by zapanować nad testosteronem, hormonem popychającym ich do rywalizacji, seksu, przemocy. Najwięcej życiowych katastrof zaliczają właśnie chłopcy i mężczyźni – bo niewiele rodzin buduje ich zasoby. Brak w domu głębszych rozmów, czytania, akceptacji zastępują im media i gry, ze straszną ofertą przemocy, zabijania, wulgarności, pornografii. Potem ich osobiste katastrofy odbijają się fatalnie na innych, jak w przypadku niedawnego zabójstwa 13-latki przez 15-latka.

Rozmawiamy o dzieciach, ale czy dorosły, który do tej pory nie czytał, jest w stanie to zmienić jako 30- czy 40-latek?

– Szczerze, jeśli ktoś nie czytał jako dziecko, to słabo to widzę. Ale pomocne może być czytanie dziecku. Kiedyś napisała do nas matka, która pod wpływem naszej kampanii zaczęła czytać synkowi.

Przyznała się, że jest dyslektyczką i nienawidziła czytania. Ale przed niemowlakiem nie wstydziła się czytać, a po pół roku czytała swobodnie i z przyjemnością. Zaczęła nawet czytać mężowi.

Na ile udało się dotrzeć z kampanią właśnie do rodzin, w których nie ma tradycji czytania? Jest wiele polskich domów, gdzie nie zobaczymy żadnej książki.

– To nie jest kampania dla elit. Nasza nazwa mówi: "Cała Polska czyta dzieciom" – i robimy wszystko, by tak właśnie było. Jesteśmy obecni w najmniejszych nawet miejscowościach, gdzie mamy świetnych liderów.

Czytanie jest potrzebne każdemu człowiekowi, bo żyjemy w świecie zalewu informacji. Z nieczytania i słabego rozumienia tekstów biorą się błędy, wypadki i straty.

Ludzie, którzy nie czytają, gorzej radzą sobie w życiu, bo nie mają wiedzy i umiejętności łączenia faktów, a nawet – jak powiedział na naszym finale zaproszony do Polski Jim Trelease – żyją krócej, bo podejmują złe decyzje.

Tam, gdzie brak czytania w domu, mogłaby to nadrobić szkoła. Dzięki codziennemu czytaniu uczniom – co potwierdzają badania zagraniczne i nasze – mogą oni nie tylko rozwinąć umiejętności językowe, wyobraźnię i zdolność krytycznego myślenia, ale zdobyć wiedzę o świecie i poznać jego mechanizmy. Będą dokonywać lepszych wyborów.

Czytające szkoły mają lepsze wyniki w nauczaniu, a ich uczniowie są szczęśliwsi i lepiej się zachowują. Mamy wielu liderów prowadzących w szkołach program "Mądra szkoła czyta dzieciom". Niestety nie udało się go wprowadzić na skalę ogólnokrajową.

Czy czuje się pani ze swoją misją rozumiana w Polsce? Ludzie dawali do zrozumienia, że cel słuszny, ale przecież niewykonalny?

– Nie uważam wcale, że to utopia. Po prostu jest jeszcze dużo do zrobienia w sferze świadomości. Przede wszystkim trzeba większego, nie tylko akcyjnego, zaangażowania władz wszystkich szczebli oraz wprowadzenia systemowego czytania dzieciom do szkół i jego szerszej ogólnokrajowej promocji.

Według ekonomistów amerykańskich – i to może być ważna informacja dla polityków – 1 dolar zainwestowany we wczesną edukację językową i czytelniczą zwraca się w dziesięciokrotnie!

W stałym nagłaśnianiu potrzeby czytania dzieciom media też mogą bardzo pomóc.

Irena Koźmińskazałożycielka i prezes fundacji "ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom", której misją jest wspieranie zdrowia psychicznego, umysłowego i moralnego dzieci i młodzieży oraz mądre wychowanie. W latach 1994-2000 mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie jej mąż Jerzy Koźmiński pełnił funkcję ambasadora RP.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.