Czy szczepienie się jest sprawą osobistą, czy publicznym obowiązkiem pracowników powszechnie dostępnych punktów usługowych?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W pandemii współczuliśmy każdemu, kto musiał pracować w usługach. Pracowały ekspedientki, sprzedawcy, gdy było wolno, fryzjerki, fryzjerzy, kurierzy, obsługa aptek, niektórzy pracownicy urzędów. I wiele osób, które - gdy my mogliśmy się chronić - musiały pracować na pierwszej linii, narażone. To my, przychodząc do nich, byliśmy zagrożeniem dla nich. Współczuliśmy im, docenialiśmy to, co dla nas robią.

Teraz zaszczepić może się każdy, możemy zmniejszyć ryzyko zaszkodzenia bliźnim. Szczepiąc się, możemy zbudować odporność zbiorową. Rynek się otworzył, mamy szeroki dostęp do usług. I co napotykamy?

Umówiłam zaszczepioną mamę, po półtora roku izolacji, do fryzjera. 

Mama, 80-letnia, przed drzwiami zakładu zakłada maseczkę, wchodzimy. Tam czeka na nas pani, również w maseczce, i zaprasza na fotel.

Mama grzecznościowo zapewnia, że jest zaszczepiona.

Pani zaś odpowiada, że się nie boi, że nie ma sprawy. 

- Pani również jest zaszczepiona - pyta mama przekonana, że to pytanie retoryczne. 

- Nie. Nie jestem i nie będę - odpowiada pani fryzjerka. 

- Jak to? - pytamy - Przecież pracuję pani z ludźmi. 

- Ale ja się nie boję - stwierdza pani. 

My na to - ale to my się boimy, bo nie szczepiąc się, stwarza pani zagrożenie dla innych! Przecież nasze szczepienia nie chronią nas w stu procentach, jeśli pani nas zakazi! I w dodatku potrzebujemy odporności zbiorowej jako społeczeństwo. A pani, pracującej w usługach, powinno na tym zależeć.

- Ale mam prawo się nie szczepić i to moja sprawa, tak? - odpowiada pani.

My na to, że oczywiście, ale nie musimy się w takim razie u pani strzyc.

Po czym wyszłyśmy z zakładu.

Zależało nam na usłudze, więc objechałyśmy miasteczko, w każdym zakładzie pytając o szczepienia - na pięć kolejnych zakładów w dwóch (!) właścicielki oznajmiły, że szczepią się i one, i pracownicy. W pozostałych panie miały w poważaniu szczepienia i chyba miały pretensje (pewnie słusznie) o tak osobiste pytanie.

Tragedia. I tu jest moje pytanie. Czy szczepienie się jest sprawą osobistą, czy publicznym obowiązkiem pracowników powszechnie dostępnych punktów usługowych? Czy mam prawo wiedzieć, czy osoba, która ma ze mną bezpośredni kontakt, zagraża mi, czy nie? Co z zakładami kosmetycznymi? Dentystami? Urzędami? Otwartymi dopiero co siłowniami, basenami? Może zakłady, w których obsługa się szczepi, powinny to akcentować na wejściu? Tuż obok informacji o maseczkach i dezynfekcji? A może certyfikaty sanepidu powinny wisieć na drzwiach: "Tu obsługa jest zaszczepiona". Czy jeśli nie będziemy wiedzieć, czy punktach usługowych ludzie są zaszczepieni, przestaniemy im współczuć, że pracowali, pracują w pandemii, a zaczniemy się bać, że nas pozakażają? I kto za to odpowie, bo może ktoś powinien? Właściciel zakładu? Szef urzędu? Kto?

Jeśli szczepienie się jest zbytnią ingerencją w wolność człowieka, to w sytuacji, gdy pani czy pan w usługach zaszczepić się nie chce, niech weźmie urlop bezpłatny do czasu, aż reszta społeczeństwa uzyska odporność zbiorową?

Co z tym zrobić?

Ania K.

--- 

Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Jestem za takimi informacjami na punktach usługowych, szczególnie tych, gdzie kontaktujemy się z obsługą dłużej niż kilka minut.
    już oceniałe(a)ś
    35
    3
    To jest tak jak z higieną ogólnie, jak widzisz knajpę z syfem na stolikach, to sobie odpuść, bo czeka cię klątwa kelnera. Jak fryzjerka bez szczepienia też lepiej sobie darować, prawdopodobnie inne kwestie higieny traktuje podobnie w stylu "mi to nie przeszkadza".
    już oceniałe(a)ś
    30
    1
    Prawidłowa reakcja, każdy ma prawo chronić swoje zdrowie i unikać kontaktu z osobami je stwarzającymi.
    A ci wszyscy "wolnościowy" spod sztandaru Konfederacji powinni taka postawę popierać, bo to jest właśnie wolność wyboru i wolność osobista.
    Wolność wyboru zaszczepionego fryzjera to jest realizacja tej wolności.
    już oceniałe(a)ś
    32
    3
    Czy konfederaci i inni spod znaku "segregacji sanitarnej" są tak samo oburzeni, jak ktoś opuszcza knajpę, gdzie jest brudno? Albo protestuje przeciwko psiej kupie na trawniku, gdzie bawią się dzieci? No przecież to fajny nawóz, piesek ma wolność defekacji, ręce można umyć, a bakterie rzadko kogoś zabijają od strzału.

    Druga rzecz - nikogo tak naprawdę nie obchodzi, czy zupełnie obca osoba "boi się covida". Może się bać na maksa, może się nie bać wcale, alejeśli pracuje w usługach to powinna w pracy dbać o bezpieczeństwo i higienę klienta. Równie szanuję lęk, jak i jego kompletny brak, ale to w ogóle nie jest temat do dyskusji w takiej sytuacji. Na kawie z koleżanką se to można przegadać.
    już oceniałe(a)ś
    25
    2
    "A może na drzwiach powinny wisieć certyfikaty sanepidu: "Tu obsługa jest zaszczepiona""?
    Zdecydowanie tak.
    Cytowany tekst fryzjerki to uwaga skończonej idiotki i egoistki. Ale to nie jest rzadkość.
    już oceniałe(a)ś
    19
    2
    Szczepienie nie daje gwarancji, że nie zachorujemy. Zakazić może również osoba zaszczepiona. Traktowanie szczepienia jako pełnej i całkowitej ochrony przed zachorowaniem jest wielkim nieporozumieniem. Po szczepieniu nasz organizm lepiej radzi sobie z wirusem, ale to nie znaczy, że jesteśmy odporni na zakażenie.
    @marwaa
    Prawda, tylko, że ten tekst jest nie o tym. Czytaj ze zrozumieniem.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    Pomysł wydaje się niezły. Firmy mogą/powinny traktować to jako element reklamy i świadectwa troski o klienta.
    już oceniałe(a)ś
    14
    2
    Fajny pomysł, sama będę pytać. :)
    już oceniałe(a)ś
    12
    1