Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kilkunastu dni mamy możliwość skrócenia czasu przyjęcia drugiej dawki szczepionek. W przypadku preparatu AstraZeneca okres ten zmienił się z blisko trzech miesięcy do pięciu tygodni (z 84 do 35 dni). Moderną i Pfizerem możemy szczepić się drugi raz już nie po 42, ale po 35 dniach. Odpowiedzialny za program szczepień minister Michał Dworczyk przyspieszenie wytłumaczył dostępnością szczepionek, bo sytuacja zmieniła się radykalnie.

W pierwszym kwartale roku niemal co tydzień dowiadywaliśmy się o kolejnych opóźnieniach lub redukcjach w dostawach szczepionek do Polski. Obecnie ich zapasy, szczególnie AstraZeneki, czekają na pacjentów.

Jak pisaliśmy w "Wyborczej", coraz więcej punktów szczepień rezygnuje z zamawiania AstraZeneki, bo nie ma na nią chętnych. Do końca czerwca jest ponad milion wolnych terminów. Tymczasem do Polski ma jeszcze trafić ponad 12 mln dawek, które rząd najpewniej odsprzeda, m.in. Ukrainie.

Zgodnie ze słowami Dworczyka osoby, które dopiero zapisują się na szczepienie, będą miały już z góry przypisany krótszy termin oczekiwania pomiędzy dawkami. - Natomiast ci, którzy mieli wyznaczony dłuższy termin na drugą dawkę, mogą próbować go skrócić - powiedział na konferencji prasowej minister Dworczyk. 

Choć jednocześnie wielu pacjentom, którzy chcieliby przyspieszyć szczepienie, nie udaje się to, to zdarza się również sytuacja odwrotna - termin jest skracany przymusowo. O takim przypadku napisał do "Wyborczej" czytelnik (dane do wiadomości redakcji).

"Moja matka i ciotka, zaszczepione AstraZenecą, miały wyznaczony drugi termin szczepienia na 13 czerwca 2021 r. (czyli 12 tygodni odstępu). (...) Obie otrzymały SMS-y o zaproszeniu na wcześniejsze szczepienie, ale odmówiły. Na obu kontach internetowych pacjenta brak jest informacji o drugim szczepieniu, natomiast konsultant na infolinii 989 stwierdził, że w ogóle już nie będą szczepione, skoro nie skorzystały z tego wcześniejszego terminu. Jak to jest z tymi szczepieniami, że przyspieszenie szczepień oznacza ich brak?" - pyta czytelnik. 

Obie pacjentki nie chciały przyspieszać szczepienia, ponieważ opierały się na informacjach naukowych i pochodzących od samego producenta preparatu, według których skuteczność szczepionki AstraZeneca rośnie, gdy przerwa między zastrzykami jest dłuższa.

Wśród tych, którzy otrzymali dwie standardowe dawki w odstępie co najmniej 12 tygodni, szczepionka miała skuteczność 82 proc., a gdy dawki były podawane w odstępie krótszym niż sześć tygodni – tylko 55 proc.

Zapisane na 13 czerwca pacjentki nie zrezygnowały z walki o pierwotny termin szczepienia. Po kilkudziesięciu próbach kontaktu z koordynatorem szczepień w przychodni przyznano im ponownie termin drugiej dawki, ale jednak przyspieszony: najpierw na 18 maja, potem na 23 maja.  

"Matka z ciotką odmówiły szczepienia w tym terminie. Pani koordynator stwierdziła, że dostali odgórne polecenie z ministerstwa, że mają szczepić jak najszybciej. Zapewniła jednakże, że jeśli przyjadą w tym pierwotnie przewidzianym terminie, tj. 13 czerwca, to zostaną zaszczepione" - opisuje czytelnik. I dodaje:

 Informacje odnośnie do skuteczności preparatu AstraZeneca są ogólnie dostępne. Nie rozumiem więc działań mających przyspieszyć szczepienia tym preparatem z jednoczesnym zignorowaniem danych dotyczących osiąganej skuteczności przy zachowaniu 12-tygodniowego odstępu między dawkami.

Termin drugiej dawki zależy od punktu szczepień

Zdaniem Marcina Samsela, eksperta ds. zarządzania kryzysowego, skrócenie czasu między dawkami ma zapobiec pustkom w punktach szczepień. - Gdyby rząd nie przyspieszył drugiej dawki, chętnych byłoby jeszcze mniej ze względu na brak chętnych do pierwszej dawki, punkty świeciłyby pustkami, a szczepionki mogłyby być utylizowane masowo. Zainteresowanie szczepieniami bowiem spada - mówi.

Determinację w przyspieszeniu szczepień potwierdziliśmy podczas rozmowy z konsultantem infolinii 989. Dowiedzieliśmy się, że za termin drugiej dawki odpowiada punkt szczepień, który może wyjść z taką propozycją do pacjenta. Zdarza się, że decyzja zapada bez konsultacji i pacjent po prostu dostaje informację o szybszej dacie szczepienia. Co, jeśli mu to nie odpowiada? - Może kontaktować się z punktem i próbować to zmienić - usłyszeliśmy. Czy to możliwe, że w ogóle tracimy termin w razie odmowy? Tu jeszcze raz usłyszeliśmy formułkę, że zależy to od punktu szczepień. 

Zapytaliśmy Ministerstwa Zdrowia, na jakiej podstawie dochodzi do takich sytuacji i co ma zrobić pacjent, który z różnych powodów decyduje się na pozostanie przy pierwotnym terminie drugiej dawki, ale system mu to uniemożliwia. 

- Podanie drugiej dawki szczepionki, dla której termin został określony na dotychczasowych zasadach, może ulec zmianie w przypadku jego indywidualnego przesunięcia. Ustalenie określonych terminów dla podania drugich dawek jest determinowane systemem dystrybucji w ramach Systemu Dystrybucji Szczepionek - czytamy w odpowiedzi biura komunikacji resortu.

 Do tej pory podano 18 mln dawek szczepionki, w tym jest nieco ponad pięć mln osób zaszczepionych dwiema dawkami. Według danych resortu zdrowia od początku działania Narodowego Programu Szczepień do 21 maja odnotowano ponad dziewięć tys. przypadków niestawienia się na drugą dawkę szczepienia. 7644 osoby zrezygnowały ze szczepienia preparatem Pfizera, 1040 osób - Moderną i 556 osób szczepionką AstraZeneki. - Jest to statystycznie dostrzegana grupa. Mamy nadzieję, że rzeczywiście nie stanie się to w pewnym momencie jakimś problemem - skomentował te dane minister Dworczyk.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.