Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według najnowszego badania CBOS 25 proc. Polaków nie ma zamiaru się zaszczepić. W kwietniu było to 30 proc. Główne motywy tej grupy to obawa o skutki uboczne szczepień (61 proc.) i brak przekonania co do skuteczności szczepionek (31 proc.). Niemal trzy czwarte badanych uważa, że program szczepień przebiega sprawnie.

Bardziej otwarte nastawienie do szczepień deklarują mieszkańcy największych miast (13 proc. nie chce się zaszczepić) i osoby z wyższym wykształceniem (19 proc. nie chce się zaszczepić). Ze szczepionek nie ma zamiaru skorzystać 40 proc. osób w wieku 18-29 lat. Wśród emerytów niechętnych jest 12 proc., wśród kadry kierowniczej i specjalistów z wyższym wykształceniem oraz przedsiębiorców - 17 proc.

W połowie maja opisywaliśmy w "Wyborczej" wyniki badania Ipsos dla OKO.press na temat argumentów przedstawianych przez antyszczepionkowców. Sondaż pokazał, że aż do trzech czwartych Polaków trafiają różne argumenty antyszczepionkowców. Ipsos wykazał, że jedna czwarta Polaków to zdecydowani antyszczepionkowcy, jedna czwarta to zdecydowani zwolennicy szczepień, do których nie trafiają żadne argumenty przeciwne szczepionkom, a pozostała połowa sytuuje się gdzieś pomiędzy - chce się zaszczepić, ale ma swoje wątpliwości.

Rozmowa z Marcinem Samselem, ekspertem ds. zarządzania kryzysowego z Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. E. Kwiatkowskiego w Gdyni

ANITA KARWOWSKA: Ta "ostatnia prosta", którą w kampanii rząd zachęca do szczepień, będzie chyba wyjątkowo długa. Wykonano 18 mln szczepień, w tym dwie dawki przyjęło nieco ponad 5 mln osób. Jeszcze niedawno Polacy byli gotowi jechać do innego miasta na szczepienie, teraz w punktach szczepień jest mnóstwo wolnych miejsc, bo chętni się nie zgłaszają. Co się dzieje?

MARCIN SAMSEL: "Ostatnia prosta"? Kto wymyślił to hasło? W kontekście medycznym, a tak należy patrzeć na szczepienia, kojarzy się mi ono z ciągłą linią na kardiomonitorze, czyli śmiercią pacjenta.

Doszliśmy do limitu zainteresowania szczepieniami. Spowodowane jest to brakiem korelacji Narodowego Programu Szczepień z luzowaniem obostrzeń. Gospodarka wraca do normalności, coraz więcej osób myśli, że znów jest bezpiecznie. A skoro tak, to po co się szczepić? Z tego założenia wychodzą przede wszystkim osoby, które nie są przekonane do szczepień, boją się ich, ale o ile wcześniej żyły w poczuciu zagrożenia koronawirusem, o tyle teraz nie widzą już powodów, by się przeciwko niemu zaszczepić.

Na to nakłada się sytuacja tych, którzy chcieliby się zaszczepić, ale nie mają takiej możliwości.

 

Ale w punktach szczepień są miliony wolnych terminów.

- Te miejsca nie są tam, gdzie statystyki szczepień należą do najgorszych w kraju. Rząd postanowił reklamować szczepienia z udziałem celebrytów i sportowców, nie skupia się natomiast na przyczynach, dla których tak wielu Polaków nie przyjęło jeszcze ani jednej dawki szczepionki.

Patrzę na mapę dziennej liczby wykonywanych szczepień w podziale na województwa. Dysproporcje są ogromne. Na Mazowszu np. to ponad 16 tys. podanych dawek w ciągu 24 godzin, w Wielkopolsce i na Śląsku - po 6 tys., ale na Lubelszczyźnie to tylko 1,4 tys., w woj. warmińsko-mazurskim - nieco ponad 500, na Opolszczyźnie - 400.

- Gdybyśmy tę mapę powiększyli, to zobaczylibyśmy, że problem mamy przede wszystkim w małych miejscowościach. Najgorzej jest w gminach na wschodzie kraju, choć tempo spada również w dużych miastach, bo szczepieniami mało zainteresowani są młodzi.

Z czego to wynika?

- Prześledziłem dane udostępniane na rządowej stronie i odwiedziłem wiele wiosek na Warmii, w Kujawsko-Pomorskiem i w Pomorskiem. Tak jak podejrzewałem - informacja o bezpieczeństwie szczepionek i dostępności do nich jest tam słabo rozpowszechniona. Słyszałem wielokrotnie zdanie: nie chce mi się jechać 30 czy 50 km na szczepienie.

Od pani sołtys z warmińskiej wsi dowiedziałem się, że nikt tam, łącznie z nią samą, do tej pory nie przyjął szczepionki.

Jeden z mieszkańców opowiedział mi, że najpierw zrezygnował ze szczepienia AstraZenecą, potem zachorował i nie przyjął Moderny, teraz więc w ogóle odpuścił, bo to zrobiło się zbyt skomplikowane. Moje pytanie: dlaczego system nie wyłapie takiej osoby? Dlaczego nikt do niej nie dzwoni z propozycją, by jednak się zaszczepiła?

Aby dotrzeć do osób z małych ośrodków, powinniśmy uzupełnić sieć masowych punktów szczepień, a może ją nawet zmniejszyć, zastępując je mobilnymi punktami. Pomocne byłyby małe zespoły, które jeżdżą po wsiach i np. w remizie albo szkole szczepią wszystkich chętnych mieszkańców, a po czterech tygodniach wracają z drugą dawką.

Kilka tygodni temu rozmawiałam z prof. Jackiem Jaworskim, który apelował, by małe punkty zastępować masowymi, aby w ten sposób usprawnić dystrybucję preparatów.

- Byliśmy wtedy na innym etapie, na szczepienie czekało wciąż wielu mieszkańców dużych miast. Obecnie chodzi przede wszystkim o dotarcie do mniejszych miejscowości. Widać, że spada tempo przyjmowania pierwszej dawki, co oznacza, że tych chętnych musimy poszukać.

Co jeszcze można zrobić? Nie tylko w Polsce mamy problem z przekonaniem obywateli do szczepień. W USA jeden ze stanów proponuje za zaszczepienie się obligacje o wartości 100 dol., w Nowym Jorku jest loteria dla zaszczepionych, w której można wygrać 5 mln dol.

- Myślę, że tego typu działania mają bardziej charakter wizerunkowy, niż przekładają się na liczbę szczepień. Różnicę między Polską a USA widziałbym przede wszystkim w podejściu rządzących do programu szczepień. Prezydent Joe Biden nie cieszy się, że zaszczepiło się ponad 100 mln obywateli, tylko śrubuje cele: do końca pierwszych 100 dni jego prezydentury zaszczepionych ma być 200 mln Amerykanów.

Nasz rząd już jakby spoczął na laurach, ogłosił koniec trzeciej fali, odmraża kraj i buduje w społeczeństwie przekonanie, że jesteśmy na finiszu szczepień.

Zamiast tego fałszywego przekazu przydałyby się niestety pewne formy przymusu, tzn. wejście na mecze czy do kin tylko dla zaszczepionych, obowiązek chodzenia w maseczkach, jeśli nie masz szczepienia itd.

W Wielkiej Brytanii luzowanie obostrzeń komunikacyjnie jest jednoznacznie powiązane ze szczepieniami. Premier Boris Johnson mówi do obywateli: szczepcie się, to zniesiemy kolejne restrykcje.

Czy po rządzie Zjednoczonej Prawicy, która zawsze ze zrozumieniem podchodziła do antyszczepionkowców, możemy się spodziewać podobnych pomysłów?

- Jeśli nie zaszczepimy 70 proc. społeczeństwa, osiągając wtedy odporność zbiorową, to narażamy się na kolejne fale pandemii z udziałem zmutowanej wersji wirusa.

Cel, czyli 30 mln Polaków zaszczepionych dwiema dawkami, jest dziś mało prawdopodobny do osiągnięcia. Nie zdziwię się, jeżeli na koniec czerwca nie będzie już chętnych do szczepień.

Może swoje zrobi unijny paszport szczepionkowy? Wielu z nas marzy, by w końcu wyrwać się gdzieś na wakacje za granicę, potrzebny będzie też osobom chcącym pracować poza krajem.

- To jedyny motywator, szczególnie dla młodych ludzi. Obawiam się jednak, że trochę potrwa, zanim ten system zacznie dobrze działać.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.