Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Teoretycznie nic się nie zmieniło

Teoretycznie wszystko jest dokładnie takie, jakie było wcześniej. W zasadzie nie do końca pamiętasz, jak było wcześniej. Minął już przecież szmat czasu. Ludzie żyją, budują związki, rodziny, spotykają się z przyjaciółmi, podejmują się nowych zawodowych wyzwań…

Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, aby także dla Ciebie nic się nie zmieniło, dopóki nie orientujesz się, że akurat Ty nie podobasz się państwu.

Z początku nie wiesz, o co ten szum. Wydaje się jednak, że Twój pogląd na politykę, życie, a nawet na własną tożsamość przestaje do państwa pasować. Państwo na każdym kroku pokazuje Ci, że nie możesz żyć tak, jak chcesz, zgodnie ze swoją naturą. Dla państwa jesteś niebezpieczny, a Twoje uczucia i odczucia to ideologia. Zastanawiasz się, jak to się mogło stać. Przecież to samo państwo było z Ciebie dumne, gdy jeszcze niedawno wzorowo zdałeś maturę. To samo państwo przesyłało serdeczne gratulacje Twoim rodzicom – „Wspaniałe wychowanie! Ukłony!”. Teraz jest inaczej. Wychodzisz z domu i - wcale Ci się nie wydaje – czujesz, że budzisz niezdrowe zainteresowanie. Nie wiesz, kim są Ci ludzie, ale wiesz, że szepczą o Tobie. Oni wiedzą to tak samo jak Ty - nie takiego obywatela życzy sobie państwo. W takim razie gdzie jest Twoje miejsce? Państwo nie tylko nie przygotowało go dla Ciebie, ale nie pozwoli Ci także, byś je sobie samodzielnie przygotował.

Ale o co chodzi?

Masz dość – wychodzisz z domu pokazać innym swój brak zgody na to, że nie podobasz się państwu. Postanawiasz pójść i pokazać, że jesteś człowiekiem, a nie ideologią. I to najlepiej pod prawdziwe symbole demokracji, pod symbole państwa prawa, o których państwo uczyło Cię w szkole. Wtedy orientujesz się, że Twoja samotna pikieta pod Sejmem nie ma sensu.

Co z tego, że budynek parlamentu wciąż stoi, rażąc oczy białą elewacją, skoro parlamentarna większość w imieniu obywateli państwa zgodnie krzyczy, że do tego państwa nie pasujesz.

Spod Wiejskiej przenosisz się pod budynek Sądu Najwyższego. Gdzie szukać sprawiedliwości, jeśli właśnie nie tam? Korytarzami przechodzą sędziowie, którzy zdają się w ogóle nie zwracać na Ciebie uwagi. „Jak to? Nie widzą?” - pytasz sam siebie. Już wyjaśniam - nie, nie widzą Cię. Sędziowie nie widzą „problemu”, a gdy ktoś ich o „problem” zapyta, bezbłędnie powtarzają to, czego wymaga od nich państwo. Im dłużej spacerujesz, tym zaczynasz częściej się rozglądać. Masz wrażenie, że ludzie odsuwają się od Ciebie.

Rodzice teatralnym szeptem tłumaczą dzieciom, aby nie zbliżały się do Ciebie i schowały aparaty, bo: „Doprawdy nie ma po co tutaj robić zdjęć, Stasiu”. Potem natychmiast przyspieszają kroku. Zaczynasz analizować i zauważasz, że odkąd w ostatnich latach drastycznie ograniczono lekcję WOS-u w szkołach i zamieniono je na lekcje o „prawdziwych wartościach”, obywatele popierają zmiany, które nieustannie forsuje dobre dla nich państwo.

Być może początkowo ludzi szokowały te wszystkie roszady na stanowiskach w Trybunale Konstytucyjnym czy z rzecznikiem praw obywatelskich, ale niepokój szybko przygasł, bo budynek Trybunału na Szucha wciąż stoi, a zatem Trybunał jest, a rzecznika obywatel nie potrzebuje, bo państwo obywatelowi nic złego nie zrobi. Nie ma więc po co utrzymywać  urzędu, który w państwie nie miałby zwyczajnie co robić. Państwo jest gospodarne. Nie utrzymuje instytucji, które nie mają w nim sensu istnienia.

I choć początkowo myślałeś, że warto wybrać się ze swoim głosem sprzeciwu pod Trybunał, to jednak zamiast na Szucha 12A zatrzymałeś się na Szucha 25. W wysokim i mrocznym budynku nie umiałeś zobaczyć siedziby Ministerstwa Edukacji i Nauki… Przypominając sobie historię tego budynku, zdałeś sobie sprawę, że w państwie nie ma już dla Ciebie miejsca i jeśli nie dołączysz do prawdziwych obywateli państwa, z jego wartościami i poglądami, państwo wymusi je na Tobie. Prędzej czy później.  

Myślisz, że to się stało z dnia na dzień? Niestety nie. To wieloletni proces, w czasie którego najbardziej denerwowały Cię te okropne korki w drodze z pracy do domu, gdy znowu jacyś awanturnicy protestowali w centrum. Spójrz w lustro i zadaj sobie fundamentalne pytanie: "Gdzie byłeś, gdy państwo uczyniło Cię ideologią?". 

Wyobraź sobie, że nie jesteś obojętny... 

Nie mówisz, że zmiany w Trybunale Konstytucyjnym Cię nie dotyczą, bo w sumie, to nawet nie wiesz, czym on się zajmuje. Kiedyś uczyłeś się o nim w szkole, ale nigdy nie widziałeś jego realnego wpływu na Twoje życie. Do czasu wydania wyroku w sprawie aborcji.

Tego dnia pierwszy raz dostrzegłeś, że Trybunał Konstytucyjny kreuje Twoją rzeczywistość. Może kiedyś przyjdzie dzień, kiedy staniesz przed dramatycznym wyborem albo kiedy będzie zmuszona go dokonać Twoja siostra lub przyjaciółka. Czy wtedy wciąż będziesz uważał, że Ciebie to nie dotyczy? 

Nie mówisz, że nie rozumiesz, po co zgromadzone tłumy palą te wszystkie świeczki przed sądami. O co im chodzi? Ty nigdy w sądzie nie byłeś, bo przecież żyjesz uczciwie. Wiesz, że ktoś tam kiedyś był i strasznie narzekał, więc może faktycznie należy te sądy zreformować? Nie protestujesz, bo Ciebie to nie dotyczy.

Któregoś jednak dnia masz wypadek samochodowy. Jesteś przekonany, że to nie była Twoja wina, bo drugi kierowca wymusił pierwszeństwo, ale okazuje się, że był nim syn prominentnego polityka. Niestety w sprowokowanym przez siebie wypadku zginął. Zostajesz zatrzymany. Funkcjonariusze Cię biją. Co prawda pamiętasz, że kiedyś słyszałeś, że zgodnie z konstytucją powinieneś być traktowany humanitarnie i nie można Cię torturować, ale o konstytucji nikt już nie pamięta.

Kiedyś poprosiłbyś o pomoc rzecznika praw obywatelskich, ale teraz.... Po kilku godzinach masz już tak spuchnięte oczy, że nic nie widzisz. Dostajesz protokół do podpisania. Tak bardzo chcesz, żeby to się już skończyło, że podpisujesz, nawet nie wiedząc co.

Wierzysz, że w sądzie wszystko opowiesz, ale tam odczytują Twój protokół, w którym przyznajesz się, że to Ty wymusiłeś pierwszeństwo, i nawet byłeś nietrzeźwy, bo wracałeś z imprezy. Protestujesz, ale nikt Cię nie słucha, bo przecież już się przyznałeś.  

O Twojej sprawie będzie głośno w mediach. Z gazet i telewizji dowiesz się, że jesteś potworem, przez którego zginął szlachetny człowiek.  

Nie zainteresuje się Tobą żadna międzynarodowa organizacja, bo kiedy kwestionowano obowiązywanie w Polsce prawa unijnego i wypowiadano konwencje międzynarodowe, to myślałeś, że Ciebie to nie dotyczy. 

Teraz sobie wyobraź, że pobito Twojego 18-letniego syna, tak że uszkodzono mu rdzeń kręgowy. Sprawca uciekł do Holandii. Wiesz, gdzie przebywa, znasz jego adres, orientujesz się, gdzie pracuje, ale sąd holenderski odmówił wykonania europejskiego nakazu aresztowania, bo ma wątpliwości co do podstaw działania polskich sądów.

Z kolei ojciec Twojego wnuka mieszka w Niemczech. Twoja córka ma zasądzone alimenty, ale nie może ich egzekwować, bo polskie wyroki nie są uznawane na terytorium Niemiec. A myślałeś, że prawo unijne Ciebie nie dotyczy, a Unia Europejska odbiera Polsce suwerenność.  

Nie bądź obojętny, bo wszystko Ciebie dotyczy. Konstytucja zawiera prawa, które Cię chronią, a Trybunał Konstytucyjny dba o to, aby inne akty prawne były z nią zgodne. Rzecznik praw obywatelskich stoi na straży przysługujących Ci podstawowych praw i wolności, aby Twoja godność była chroniona, nawet jeżeli jesteś podejrzany o popełnienie przestępstwa albo brałeś udział w nielegalnym zgromadzeniu publicznym. Niezależne sądy zaś osądzą Cię zgodnie z prawem, a nie na polityczne zlecenie. Wszystko Ciebie dotyczy. 

Kamila Kasprzak i Dagmara Miller

adwokatki ze Stowarzyszenia Adwokackiego „Defensor Iuris”

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.