Skoro banki przy udziale kredytobiorców i bez ich wiedzy fabrykowały franki, które okazały się wadliwe, muszą, jak każdy producent, poradzić sobie z ich "utylizowaniem". Kredytobiorcy w tym nie pomogą, bo to ich w ogóle nie dotyczy, i niczemu nie są winni!
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dyskusja przybiera coraz bardziej merytoryczny kształt, więc z przyjemnością polecam artykuł Grażyny Śleszyńskiej na „Wyborcza.biz” pt:„Jedni grali nieczysto, inni nadal udają naiwnych. Nie ma alternatywy dla odfrankowienia kredytów w CHF”. Autorka trafnie opisuje problemy banków związane z koniecznością bilansowania aktywów i pasywów, z Cirsami, Fx swapami, itp. narzędziami. Prawda – nie da się zabezpieczyć pozycji otwartych na 30-40 lat i nikt, kto rozumie cokolwiek z ekonomii lub byłby rzetelnie poinformowany, nie wziąłby takiego kredytu, wiedząc, że zarabia w złotych”. Wszystko to prawda. Ale pytanie nie dotyczy czy wziąłby, bowiem powodów „za” było aż nadto, tylko: czy udzieliłby i skąd wziąłby owe otwarte pozycje walutowe? Co uczyniono, aby kredyty oferować po cenie dwukrotnie niższej od rynkowej? Wszystkie opinie ekspertów, także rektorów o chciwości frankowiczów, chęci zrujnowania banków i gospodarki rynkowej, niesprawiedliwości społecznej itd. są niewiele warte, natomiast autorka trafnie komentuje problem od strony banków. Ale kto winny bardziej – to już sprawa subiektywna.

Warto jednak tekst uzupełnić wnioskami z analiz umów złotowych indeksowanych do waluty obcej. Zacznijmy od niezbyt wygodnego „odfrankowienia”. A więc frazy „jakby od początku były złotowymi” doprecyzujmy, że „ od początku były kredytami złotowymi …”. Kredyty złotowe indeksowane to nie kredyty walutowe, choć banki i wielu ekspertów tak je nazywają. Walutowy, inaczej dewizowy, to kredyt udzielony, wypłacony i spłacany w innej walucie niż waluta kraju. Kredyty indeksowane wypłacano w złotych, ale jeśli banki w swoich księgach zapisywały należności we franku, to je przewalutowały, czego bez zlecenia klienta zrobić nie mogły (vide – czynności bankowe). To dlatego wpadły w tarapaty, bo kto wziął złotówki, złotówki winien oddać, a w innej walucie – po jej indeksacji do złotówki.

Przewalutowując, bank zamienił definiendum na definiensa, czyli przedmiot przekształcił w podmiot i twierdzi, że kredytu udzielił we franku, bo tak zapisał w księgach.

Wszyscy, łącznie z bankami wiedzą, że to nieprawda, ale innej obrony banki chyba nie mają. A zmiana waluty kredytu to wszczepienie do umowy sprzedaży krótkiej, chyba że klient przyszedłszy po kredyt, sprzedał wpierw franki bankowi, który owe franki temuż klientowi potem pożyczył. A wypłacił w złotych, bo klientowi zrobił przysługę! Obronić tego nie sposób, bo przewalutowanie istotnie zmienia naturę transakcji, co jest i abuzywne i zahacza o art. 58 kc (nieważność bezwzględna). Którykolwiek bank ufrankowił umowę, winien ją odfrankowić, i – by umowa mogła być kontynuowana – uzyskać zgodę klienta, co dla banku byłoby rozwiązaniem koncyliacyjnym. Po odfrankowieniu banki będą miały problem z wytworzonymi przez siebie saldami, a przecież mogły utrzymać kredyt w PLN, i indeksować po właściwych kursach, nie na opak. Bank obroniłby taką umowę, która nie naruszałaby wówczas prawa, bo nie byłoby w niej transakcji krótkiej. Klient też niewiele by zdziałał, bowiem sama indeksacja nie jest zabroniona, a poinformowanie o indeksacji nie byłoby problemem. Ale skoro banki chciały zarabiać i na indeksacji, i na spreadzie, to mają problem, o czym pisałem na Wyborcza.pl, że „Aktualna polemika to w głównej mierze walka banków o utrzymanie bankowych należności z tytułu indeksacji; już zaliczonych do dochodu oraz tych przyszłych. To suma ok. 50 mld zł, z którą nie mają nic wspólnego ani inni kredytobiorcy, ani społeczeństwo, ani depozytariusze, ani wierzyciele. Stracą jedynie akcjonariusze banków, bo pomniejszą się zyski”. A wskaźnik Libor może być zmieniony jedynie za zgodą klienta. Jeśli Libor nie pasuje do PLN, to dlaczego banki wstawiły go do umowy? Przy jej podpisaniu pasował, a teraz nie?

Prawda, że po odfrankowieniu banki mogą zostać z otwartymi pozycjami walutowymi i bólem głowy, jak je zamknąć, czyli skąd wziąć franki. Tu dwie ważne uwagi: pierwsza – problem ten nie ma nic wspólnego z umowami o kredyty indeksowane, a druga – po kiego diabła ktoś wymyślił przewalutowanie? Pisałem wcześniej, że jeśli ktoś ceny wyrobu indeksuje do cen ropy (co jest częste), to wyrób ten nie zamienia się w ropę! A w banku zamienił się w ropną breję, i to wcale nie samoistnie! Wyjaśnijmy jeszcze stwierdzenie, że „jedynym sensownym rozwiązaniem sporu byłoby ich przewalutowanie”. Dotyczy ono jednak tych banków, które w momencie udzielenia kredytu złotowego, przewalutowały go na franki, naruszając przy tym wiele przepisów prawa bankowego, cywilnego i bilansowego. A te, które tego nie zrobiły, nie muszą niczego odfrankawiać. Łatwo mogą wykazać brak jakiejkolwiek abuzywności i, co ważne, nie naruszyły żadnego prawa. Tylko w takiej sytuacji, jasnej i zgodnej z prawem można by mówić o równowadze kontraktowej, a tym, którzy taki kredyt wzięli, można by odpalić: ryzyko jest proste i wyjaśnione, więc o co pretensje! Znając dobrze ekonomię, warto czasem sięgnąć do podstaw i sprawdzić, co znaczy indeksacja, a co instrument finansowy!

O ówczesnej sytuacji na rynkach finansowych, ryzyku, walutach, czy chciwości kredytobiorców napisano całe mnóstwo, lecz o specyfice rozliczeń bankowych walut niewiele, dlatego chwała Grażynie Śleszyńskiej  za podjęcie tematu, z zastrzeżeniem, że o pasywa banków martwiłbym się nieco mniej. A to dlatego, że skoro aktywa frankowe banku powstały znikąd, podobnie należałoby postąpić z pasywami. Bo nie jest chyba tajemnicą, że umowy o kredyty złotowe indeksowane do franka, przysparzały bankom jedynie aktywów w postaci należności frankowych, a zobowiązań niemal żadnych.

Skoro banki przy udziale kredytobiorców i bez ich wiedzy fabrykowały franki, które okazały się wadliwe, muszą, jak każdy producent, poradzić sobie z ich „utylizowaniem”. Kredytobiorcy w tym nie pomogą, bo to ich w ogóle nie dotyczy i niczemu nie są winni!

Nieznajomość ekonomii też nie jest problemem, bo nie klientom rozstrzygać o prawnych i ekonomicznych przyczyno-skutkach takich transakcji. Zatem, czy przed przewalutowaniem kredytu banki rozpracowały konsekwencje tej czynności? Ktokolwiek indeksował bez przewalutowania, może spać spokojnie, bo sama indeksacja jest dość powszechna. Ale warunek – nie może być w niej niezgodnych z prawem tricków. Banki, miast narzekać na kredytobiorców, swoje niezadowolenie winny adresować do pomysłodawców przewalutowania i kreatorów sprzedaży krótkiej. Natomiast prawa należałoby przestrzegać, co nie koliduje z podstawami gospodarki rynkowej. Wszystkie bogate kraje dorobiły się dzięki przestrzeganiu ukształtowanych i uzgodnionych reguł i ekonomicznych, i prawnych, a nie ich omijaniu czy łamaniu. Korzystajmy z dorobku orzecznictwa UE, bo alternatywą jest tylko bezprawie, z którym niestety spotykamy się coraz częściej.

Ireneusz Łazarski

prawnik, biegły rewident,

absolwent ekonomii i finansów Georgetown University, Washington DC.

Listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Kredyty frankowe to lichwa, cwaniactwo i chciwość banków. Nie powinny byly byc wogole udzielane. To mina i pułapka dla tysięcy polskich rodzin. To banksterzy narobili tego syfu i teraz próbują się bronić przy pomocy swoich lobbystów.
    @masakra
    Twoja wypowiedź świadczy że albo niewiedza ma się dobrze albo Twój interes mocno wpływa na osąd. Nawet jakby nie było żadnego przewalutowania, to banki nie zarobią jakoś specjalnie więcej na kredytach frankowych niż złotowych. Wręcz przeciwnie - raczej zarobią mniej. To nie bankom zależało na kredytach frankowych a klientom.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    kaczynski wytworzyl jakas zbieranine o watpliwej moralnosci
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    >>bo alternatywą jest tylko bezprawie<<

    ..Szanowny Pan się myli. Nie bezprawie, ale parszywe prawo.

    Trzecia Rzesza i stalinowska Rosja - niedoścignione wzorce RP Nr Trzy i Trzy Czwarte - były 'państwami prawa' (niektóre z tych praw i tu i tam obowiązują do dzisiaj).
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Cwaniactwo. Po prostu nie znajduję innego słowa. Ale rozumiem że przykład idzie z góry. Poprzednia władza naciągneła przepisy wyboru sędziów TK. W odpowiedzi aktualna władza nie tylko odrzuciła niesłusznie wybranych sędziów, ale również tych słusznie wybranych. Z uzasadnieniem, że winni są ich poprzednicy. Tak i w kredytach frankowych za naruszenie w postaci spreadów ma być nie tylko wyzerowanie spreadu, ale też wyrównanie kursem i odsetkami.

    Jeszcze gdyby ktoś się żalił że został oszukany i szuka sprawiedliwości. Ale tu jest - znalazłem wytrych prawny i mi się należy. Pomijając kwestię sprawiedliwości. Bo czym dla konsumenta ma się różnić kredyt denominowany od indeksowanego od syntetycznego jeżeli w praktyce sprowadzałoby się to do tej samej kwoty wypłaty i spłaty? A franki przelane na konto złotowe (na które kredytobiorcy wnioskowali o wpłatę) i tak konwertują się walutowo. Podobnie w drugą stronę. Więc gdzie ta różnica w tych kredytach? Dlaczego, w zależności od technicznej reprezentacji transakcji która dla zwykłego konsumenta była nierozróżnialna, ma być zupełnie inne rozstrzygnięcie? To już o wiele bardziej rozumiem tych, co wszystkim frankowiczom chcą przyznać przewalutowanie.

    "nikt, kto rozumie cokolwiek z ekonomii lub byłby rzetelnie poinformowany, nie wziąłby takiego kredytu, wiedząc, że zarabia w złotych" - nie prawda i umiałbym wskazać przykłady.

    "To suma ok. 50 mld zł, z którą nie mają nic wspólnego ani inni kredytobiorcy, ani społeczeństwo, ani depozytariusze, ani wierzyciele. Stracą jedynie akcjonariusze banków, bo pomniejszą się zyski? - a kto jest akcjonariuszem największych banków w Polsce?

    "Znając dobrze ekonomię, warto czasem sięgnąć do podstaw i sprawdzić, co znaczy indeksacja, a co instrument finansowy!" - pewnie warto. Okaże się np. czy przypadkiem kredyt bądź też umowa indeksowana to nie jest też instrument finansowy...

    Z cwaniakiem nie ma co dyskutować o sprawiedliwości.
    @lorantil
    PRAWDZIWY PATIOTA, A NIE KUPIONY MANIPULATOR
    Do tej pory byłem ostrożny z ogłaszaniem podejrzenia, że banki masywnie finansują PR, czyli takie komentarze, jak Twoje.
    Ale, może miałeś/aś, jako "komentator" dzisiaj akurat zły dzień, bo to, co piszesz, jest w oczywisty sposób, dowodem propagandy (lobbingu 3 klasy).
    Autorka artykułu, do którego odnosi się autor listu, miała ewidentnie informacje tylko ze strony banków. Natomiast p. Łazarski wreszcie i w końcu odpowiada w całości na moje pytania, które miałem od momentu zaistnienia tych "kredytów".
    Moi pracownicy wzięli te kredyty i zaprzysięgali mnie wtedy, że jestem głupi, że mój relatywnie duży kredyt biorę w złotych.
    Siła manipulacji reklamy była tak wielka, że jako pracodawca nie miałem żadnych szans, mówiąc, że kredyt bierze się w tej walucie, w której się zarabia.
    Dlatego: Banki sprzedawały oczywiste bomby, wiedziały o tym i to jest właśnie szczyt bezczelności.
    Pan Łazarski wykazał to w wyśmienity sposób i tak właściwie zafundował bezpłatnie uzasadnienie dla wybitnie leniwego myślowo SN.
    Wydaje mi się, że p. Łazarski jest PRAWDZIWYM PATRIOTĄ.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    @boggi17
    Jak byś nie zauważył, to Pan Łazarski rozróżnił tych co wzięli kredyty bezpośrednio we frankach lub indeksowane do franków od tych co wzięli kredyty z syntetycznym frankiem. I napisał że przewalutowanie należy się tylko tym ostatnim. Gdzie niby dla konsumenta leży różnica jak bank to sobie księguje?

    Nie jestem lobbystom działającym w czyimkolwiek interesie poza tym co samemu uważam za słuszne i ważne. Natomiast w jednym z postów napisałem że też miałem doświadczenie usilnie przekonując do kredytów złotówkowych gdy ludzie brali we frankach. I natrafiałem na argumentację że:
    1. trzeba więcej płacić
    2. to bardzo mało prawdopodobne że frank tak wzrośnie że to nie będzie się opłacać
    3. po co płacić więcej jak można mniej
    4. co będzie potem to się zobaczy. A jeśli jednak frank nie wzrośnie?
    5. ja wolę pieniądze teraz

    Ani razu nie usłyszałem powołania się na autorytet banku który przekonywał do kredytów frankowych. Tylko świadomy wybór ryzyka. Że nie wspomnę o komentarzach w stylu "tylko idiota bierze w złotówkach".

    Stąd mam dość wyrobioną opinię. To nie banki wciskały, tym bardziej że im obojętne było czy sprzedają kredyt złotówkowy czy frankowy. To ludzie chcieli kredyty frankowe naigrywając się przy okazji z tych co tłumaczyli że należy brać złotowe. Banki tylko udostępniały to, na co był popyt. Pewnie były przy tym głupie że chciały sobie uprościć i zamiast prostego kredytu frankowego zaczęły udzielać też kredytów syntetycznych.

    A słuchając argumentacji Pana Łazarskiego tym bardziej dochodzę do wniosku że nie o sprawiedliwość tu chodzi, tylko o cwaniactwo. I pytanie jakie powinniśmy sobie zadać brzmi czy chcemy wspierać cwaniactwo?

    A jeżeli nie chcemy wspierać cwaniactwa to i na to jest paragraf. Zgodnie z treścią art. 5 kodeksu cywilnego, nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno ? gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony. Artykuł ten mógłby być podstawą do oddalenia wszelkich cwaniackowatych roszczeń.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Zaraz, jak ktoś lubi hazard i spekulacje, to chyba jego sprawa. Też podjąłem kilka błędnych decyzji w życiu - proszę o pokrycie moich strat z kieszeni innych.
    już oceniałe(a)ś
    3
    6