Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lewica, głosując za ratyfikacją Funduszu Odbudowy, w istocie niemal niczego ze swojego społecznego i gospodarczego programu społeczeństwu nie zagwarantowała.

Nie popełnimy pewnie dużego błędu, jeżeli oszacujemy koszt wybudowania jednego m2 mieszkania na około 3 do 6 tys. złotych (zależy od lokalizacji).

Wybudowanie 75 tys. tanich mieszkań na wynajem, o średniej powierzchni powiedzmy 50 m2, nie kosztowałoby około 22-23 miliarda złotych. W zestawieniu z kwotą 770 miliardów jest to raptem niecałe 3 procent całego programu. Prawdopodobnie jednak koszt wybudowania taniego mieszkania w wielu miejscowościach może być niższy niż 6 tys. złotych za metr kwadratowy, a powierzchnia nieco mniejsza niż 50 metrów kwadratowych. Zatem na mieszkania, o których tak dużo mówi Lewica, przypadnie około 1/40 całej sumy, na jaką opiewa Fundusz Odbudowy. To górna granica, być może, bardziej szacowałbym tę liczbę na 1/50.

Kolejny prawie miliard złotych na szpitale powiatowe naprawdę niczego nie zmienia i prawdopodobnie będzie to jedynie zaspokajanie bieżących potrzeb finansowych, a nie szeroki program unowocześnienia polskiego lecznictwa, na którym rzeczywiście skorzystałoby społeczeństwo.

Wynika z tego, że Lewica, mówiąc o celu społecznym w postaci tanich mieszkań na wynajem i głosując za Funduszem, zgodziła się na rozdysponowanie reszty środków Funduszu w sposób, który prawdopodobnie odróżniłby jej program społeczny od programów gospodarczych i społecznych innych ugrupowań.

Lewica zapomniała, że bez niezależnego sądownictwa społeczne postulaty mogą być znacznie trudniejsze do zrealizowania, zaś z powodu obniżonej pewności obrotu gospodarczego zmniejszyć się może liczba inwestorów zarówno polskich, jak i zagranicznych, co również wpłynie negatywnie na możliwości zatrudnienia oraz na poziom życia osób, które są ekonomicznie tradycyjnym lewicowym elektoratem.

Podobnie rzecz ma się z przestrzeganiem unijnego prawa i unijnych wyroków.

Lewica nie odniosła się także do szkolnictwa powszechnego i wyższego, do coraz bardziej archaicznych, wstecznych programów nauczania, do przerażająco niskiego poziomu nauk ścisłych w edukacji i braku promowania naukowego światopoglądu u młodych ludzi, do braków, które pozbawiają absolwentów jakiejkolwiek konkurencyjności na międzynarodowym rynku pracy i badań naukowych.

Wreszcie w jaki sposób Lewica może nadal mówić o jakimkolwiek lewicowym programie społecznym, ideowym i obyczajowym, jeżeli nie zagwarantowała w rozmowach poszanowania dla praw kobiet. W takiej sytuacji jej retoryka i rzekome poparcie dla niedawnych protestów Strajku Kobiet to jedynie puste słowa.

W postulatach Lewicy nie znalazłem też niczego, co dotyczyłoby rozwoju bazy naukowej. Działacze lewicowi powinni wiedzieć, że ta część gospodarki zadecyduje w przyszłości o postępie społecznym i ekonomicznym, a w rezultacie o realnych możliwościach zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych osób o najniższych i umiarkowanych dochodach, o które to kwestie Lewica, przynajmniej werbalnie, tak bardzo zabiega.

Robert Drachal – matematyk, wykładowca Collegium Civitas, członek zarządu Unii Europejskich Demokratów

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.