Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

autorka jest nauczycielką

Obecna władza bardzo poturbowała dzieci i młodzież. Nie dość, że zniszczyła nowoczesny model szkoły (już bez gimnazjum), to jeszcze swoją obojętnością wobec szkolnej dynamiki zabrała szansę na zrównoważone i w miarę bezpieczne wchodzenie w życie społeczne w katastrofie pandemii.

A cóż dopiero mówić o bezpiecznym rozwoju kilku- i kilkunastolatków, ich swobodzie myślenia i wreszcie nieadekwatnie przeładowanych treściach programowych.

Najwyższa władza oświatowa zawiodła swoją egoistyczną postawą wobec kadry edukacyjnej i uczniów na wielu poziomach. Wszyscy ministrowie edukacji licząc od Anny Zalewskiej, Dariusza Piontkowskiego po obecnego ministra Przemysława Czarnka zostali starannie wybrani, aby konsekwentnie ideologizować i otępiać polską szkołę. Nie kompetencje zarządzania oświatą były i są ważne, a tylko pragmatyczna lojalność urzędników wobec partyjnych przełożonych. 

Często słychać podczas codziennych rozmów, że „mnie, nas polityka nie interesuje”. Wspaniałe zdanie na dobry czas. Nam, nauczycielom, tego potrzeba najbardziej.

Okazało się jednak szybko, że polityka po prostu przykleja się do każdego. I niestety dotyczy to również  najmłodszych obywateli. Wybici teraz z rytmu szkolnego, oduczeni pogłębionych szerzej relacji właśnie idą do szkół. Nareszcie, choć pamiętajmy, że pandemia trwa, szczepimy się, a 40 procent społeczeństwa jest przeciw szczepionkom.

Część uczniów i uczennic nie chce wracać jeszcze do szkoły – dopiero po wakacjach. Smutne, a zarazem jest to jakaś prawda o teraźniejszej polskiej szkole. Obecna władza prawie najdłużej w Europie przetrzymała uczniów w domach. Oczywiście, głównym powodem był lęk przed zakażeniami. Ale gdzie indziej  poświęcono mnóstwo energii, żeby szkoły odczuły choć trochę stacjonarną obecność dzieci.

Za to polskie władze pracowały dla szkół przede wszystkim poprzez konferencje, wywiady ministra Czarnka i nakazy.  Można było się więc dowiedzieć, jakie plany dla szkół i uczelni ma MEiN.

I tak, zgodnie z rządowym hasłem chrystianizacji i polonizacji Europy (świata?), szkoła będzie uczyć o tworzeniu właściwej rodziny, wyższości nacjonalistycznej historii nad prawdą faktów, jak również planuje się wprowadzenie obowiązkowych zajęć z etyki lub religii katolickiej, a na uczelniach biblistykę, co zdumiało nawet księży profesorów.

Przemęczeni uczniowie, maturzyści, studenci, nauczyciele zamiast wsparcia i inspiracji po raz kolejny zderzają się z mitologią, z nauką wizji. Nadal również trwa bezmyślna, prawicowa nagonka na osoby LGBTQ i kulturę gender. I nie tylko.

Młodzież uczestnicząca w Strajku Klimatycznym, wspierająca postulaty praw człowieka, broniąca Ziemi i praw zwierząt nazywana jest „ekstremistami ideowymi” (pomorski radny PiS Aleksander Kozicki).

Oto nowy cel tej władzy, inny niż w krajach demokratycznych – nie pozwolić już od kołyski samodzielnie myśleć. Indoktrynacja, przemoc wychowawcza, brak partnerstwa edukacyjnej instytucji w swobodnym i bezpiecznym rozwoju. Trudno prowadzić dialog z przyczajoną tyranią.

Czy Rzecznik Praw Dziecka wypowiedział się choćby raz w obronie krzywdzonych (przez policję, księży) dzieci i młodzieży? Nigdy.

Szkoła i, jak się okazuje, obywatelskość, są coraz ostrzej zarządzane dekretem, a nie w dyskusji i kompetentnym sporze. Tak, szkoła przestała być równorzędnym partnerem dla władz oświatowych i władzy PiS. Stała się instrumentem gry znaczeniowej dla wykreowanych ideologicznych obsesji prominentnych przedstawicieli partii, manipulacyjnie wspieranych przez  PR, trolli i kontrolowany chaos informacyjny.

Długie, dramatyczne miesiące nauczania w domach w ogóle nie spowodowały przemiany myślenia ekipy rządzącej. Uczniowie i uczennice, nauczyciele traktowani są z góry, infantylizowani, sterowani miarą świadomości ministra Czarnka i jego fanatycznych doradców oraz przedstawicieli partyjnych.

Jakie to charakterystyczne w tym kontekście, że spośród instytucji powracających w pandemii do życia są obiekty handlowe, natomiast żywa kultura – teatry i kina, która mogłaby naładować pozytywnie i poznawczo duszę ludzi, są odsunięte na koniec. Bo właśnie o to chodzi. Taka jest cecha autorytarnej manipulacji: pozamykać, rządzić umysłem społeczeństwa, szykanować pod wszelkimi pretekstami, oduczyć.

Władza wybrała model konstruowania fałszywego świata na bazie zbrutalizowanej koncepcji „cel uświęca środki”. I to przynajmniej jest jasne.

Na szczęście w szkołach i szerzej w społeczeństwie takie podejście jest przynajmniej przyjmowane z rezerwą. Władza nie dopuściła jednej rzeczy w swoich pomysłach edukacyjnych: dzieci, młodzież, społeczeństwo – myślą.

Żeby więc wreszcie wejść w dialog z sumieniem rządzących i wspierających ich bez namysłu posłów, może można zaproponować na dowolnym placu Konstytucji narodowe czytanie „Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego i baśni J. Ch. Andersena? Uczniowie i dorośli. Twarzą w twarz. Może władza zobaczy i polubi ludzi?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.