Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szczepan Twardoch pisze w ostatnim "Dużym Formacie" o swojej babci, o jej wewnętrznym przerażeniu, a także o swojej długiej drodze do świadomości i o własnej depresji. Ten tekst przywołuje moje osobiste wspomnienia.

Pokolenie ludzi okresu wojen światowych było bardzo mocno doświadczone przez strach, który towarzyszy im do końca życia. Myślę nawet, że lęk ten jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Moja nieżyjąca już Mama również była pokoleniem przedwojennym. Z głębokiego dzieciństwa miała wryty w psychikę dźwięk samolotów bombowych i związany z nimi lęk. Do końca życia wewnętrznie kuliła się w sobie, słysząc przelatujący samolot.

Takich utrwalonych obrazów i dźwięków nikt i nic nie jest w stanie wymazać z psychiki. Od depresji uratował Mamę pewnie jej rocznik... nie mogła pamiętać z wojny i jej okrucieństwa zbyt wiele, bo urodziła się na krótko przed jej wybuchem.

Mama miała tez wielki szacunek do jedzenia, do kromki chleba. Nigdy nie doświadczyła głodu, ale wielokrotnie jako dziecko odczuwała niedostatek. Chleb pozostał w jej świadomości symbolem przetrwania. Nigdy nie wyrzuciła nawet małego kawałka. Nauczyła mnie tego.

Jest taki wspaniały dokument Wagenhofera „Nakarmijmy świat”, a w nim scena, kiedy oniemiali starsi ludzie oglądają ciężarówki załadowane chlebem przeznaczonym do wyrzucenia.

Współczesny świat zdaje się o tym wiele nie myśleć.

Współczesny świat zdaje się popadać w pandemiczną depresję i być może paradoksalnie sięgać powinien do trudnych doświadczeń ludzi poprzednich pokoleń, wciąż je przywoływać, by nauczyć się szanować na nowo wartości.

Joanna Krawczyk

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.