Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chciałbym odnieść się do  listu pani Kaliny Skwarskiej „Wydawałoby się, że dorośli, którzy organizują olimpiady, mają trochę wyobraźni i empatii dla dzieci", który atakuje Komitet Główny Olimpiady Biologicznej za „brak wyobraźni i empatii” w stosunku do uczestników jej zawodów finałowych. Świadczyć ma o tym fakt utrzymania, mimo pandemii, części eksperymentalnej w zawodach finałowych. Bo, jak pisze czytelniczka,  „Tyle że teraz nikt nie był w stanie przygotować uczniów do takiej formy egzaminu. Nauczyciele rozkładają ręce i mówią, że nie wiedzą, jak taki egzamin będzie wyglądał, i zalecają oglądać filmy na YouTubie. Od października dzieci siedzą w domu, nie ma zajęć w szkole, pracownie są zamknięte, nikt z nich nie mógł zobaczyć i zrobić czegokolwiek w praktyce.”

Naprawdę?

Doświadczenia są immanentnym elementem nauk przyrodniczych – biologii, chemii i fizyki. Trudno więc, by komponentu doświadczalnego były pozbawione finały (i nie tylko!) odpowiednich olimpiad.

W całej Polsce uczestników finałów olimpiad jest około setki. Ewenementami są szkoły, gdzie jest ich więcej niż paru. Tymczasem jak najbardziej dozwolone są konsultacje na terenie szkół z grupami do 5 osób – szczególnie maturalne – i z uczniami klas 8 SP przed egzaminami. Konsultacje przed finałami olimpiad w szkolnych pracowniach świetnie się w tej kategorii mieszczą – tytuł finalisty olimpiady zwalnia z matury.

Jest i druga droga. Tak się składa, że mam w tym roku fizykę w klasach pierwszych matematycznych, które są za młode na olimpiadę, oraz w drugich klasach biol-chem, które z sukcesami realizują swoją niefizyczną specjalizację. Tak się jednak złożyło w związku z ciążą koleżanki, że w grudniu dostałem jeszcze klasę drugą mat-fiz po gimnazjum. W klasie tej akurat była dziewczyna, która właśnie przed świętami dowiedziała się o zakwalifikowaniu, na podstawie nadesłanych prac, do części teoretycznej etapu wojewódzkiego Olimpiady Fizycznej 10 stycznia. Przekazałem jej drogą elektroniczną i, przy krótkim bezpośrednim spotkaniu, osobiście odpowiednie materiały. Udzieliłem też online instrukcji. Udało się – zakwalifikowała się do części doświadczalnej miesiąc później. Znowu przekazałem jej sprzęt do wykonywania doświadczeń – dwa proste mierniki, kabelki, trochę ciężarków i innych równie wyrafinowanych pomocy. Parę oporników, laser w przywieszce do kluczy, czy magnesy neodymowe etc. kupiła sama za grosze. Doświadczenia olimpijskie nie wymagają sprzętu na miarę CERN czy instytutu wirusologii. Dostała też zestaw instrukcji do olimpijskich zadań doświadczalnych z Polski i paru innych krajów do wykonania w warunkach domowych dla treningu. Udało się – za zadanie doświadczalne dostała 35 punktów na 40. Niestety, ostatecznie do finału zabrakło jednego punktu. No, ale ma jeszcze rok i zdobyte doświadczenie na koncie.

Jak widać, pandemia nie pandemia, – da się, pod warunkiem, że się chce!

Oczywiście są licea w Polsce, w których nauczycielom chce się rozwijać talenty podopiecznych – to z tych szkół wywodzi się zdecydowana większość olimpijczyków, przynajmniej w dyscyplinach ścisłych i przyrodniczych. I to do tych szkół najchętniej przychodzą kolejni zdolni uczniowie po to samo.

Są i takie (zdecydowana większość!), w których nauczycielom w tej dziedzinie z różnych powodów „chce się mniej”. Tak zapewne było w przypadku liceum, do którego uczęszcza pociecha pani Skwarskiej.

Nawet trudno im się dziwić – w przeciwieństwie do trenerów-wychowawców młodych adeptów sportowego show-biznesu, ani MEN (od czasów min. Hall), ani samorządy (nawet tak zamożne jak stołeczny!) za sukcesy uczniów w sferze intelektualnej, również międzynarodowe, ich nauczycieli ani szkół w żaden sposób nie nagradzają.

Taki podział szkół i nauczycieli istnieje jednak zawsze(!) – nie ma znaczenia, czy pandemia jest, czy jej nie ma. Trudno jednak za to winić Komitet Główny Olimpiady Biologicznej (i innych olimpiad przyrodniczych)!

Z wyrazami szacunku

Włodzimierz Zielicz

nauczyciel XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie

Z tą opinią znakomicie koresponduje wpis na wyborcza.pl pod listem pani Skwarskiej.

Janina.krakowowa: Olimpiady przedmiotowe skierowane do uczniów liceów nie mają wiele wspólnego ze szkolną edukacją. I pandemia niemal nic tu nie zmieniła, tak jest od lat.

Przygotowanie się do takiej olimpiady wykracza bardzo daleko poza szkolny program. Wymaga ogromu pracy od ucznia i – ewentualnie – wspierającego nauczyciela. Zdecydowana większość nauczycieli licealnych nie ma ani czasu (to przecież praca społeczna), ani dostatecznych umiejętności, by skutecznie wspomagać ucznia. Nie tylko w części doświadczalnej z biologii, chemii czy fizyki.

Do olimpiad skutecznie przygotowują nieliczni czynni nauczyciele, nieliczni korepetytorzy i byli olimpijczycy. Przygotowują do nich też niektóre wyspecjalizowane szkoły. Proszę sobie zerknąć na tegoroczną listę laureatów Olimpiady Informatycznej – 70% z nich (39 na 56) uczy się w TRZECH LICEACH – w Warszawie (XIV LO Staszica), Wrocławiu (LO Polonii Belgijskiej) i Gdyni (III LO Marynarki Wojennej). Ale to są szkoły, które czynnie swoich uczniów (i nie tylko swoich uczniów) przygotowują w trybie, który nie ma nic wspólnego z nauką szkolną. Przeciętny nauczyciel w przeciętnej szkole dba, by trzymać się od olimpiady na bezpieczną odległość.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.