Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z dr. nauk medycznych Adamem Paszkowskim, który prowadzi w Bielanach Wrocławskich prywatną praktykę lekarską. Pod koniec 2020 r. zgłosił ją jako punkt szczepień przeciw COVID-19. 

Dr Adam Paszkowski prowadzi we Wrocławiu punkt szczepień przeciw COVID-19.Dr Adam Paszkowski prowadzi we Wrocławiu punkt szczepień przeciw COVID-19. arch.prywatne

ANITA KARWOWSKA: Dzięki pana listom do "Wyborczej" dowiadujemy się, jak wygląda codzienność punktu szczepień z punktu widzenia lekarza. Wytyka pan fuszerkę programu szczepień, w ostatnim mailu do redakcji użył pan słów: "nieskuteczny organizacyjny gniot grubo przypudrowany propagandą". Jest tak źle? 

DR ADAM PASZKOWSKI: Obecność w programie to, oprócz satysfakcji, ciągła udręka: konieczność odbierania telefonów od pacjentów odesłanych przez infolinię, nieterminowe dostawy szczepionek, konieczność przekładania już zarejestrowanych wizyt i szczepień wskutek opóźnień w dostawach, konieczność dostosowania się do zawiłych komunikatów Ministerstwa Zdrowia zmieniających zasady szczepień.

Nie zawsze działa też możliwość uruchomienia tzw. slotów, czyli miejsc dostępnych do szczepienia w naszym punkcie przez centralny system zapisów. Zgłaszam te wolne miejsca, ale nie pojawiają się w systemie e-rejestracji. Taką sytuację miałem dzisiaj. 

Do tego dochodzą coraz gorsze doświadczenia z finansowaniem szczepień przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Całość rozliczana jest elektronicznie, co ma dwa cele: płatnik wie, ile ma zapłacić punktowi szczepień, a poza w systemie jest potwierdzenie, że dany pacjent został zaszczepiony. To będzie potrzebne np. do wydania paszportu szczepionkowego uprawniającego do, np., zagranicznych podróży. 

Alarmuje pan: pacjent ma zaświadczenie o szczepieniu, a punkt szczepień nie ma pieniędzy. Fundusz zalega panu z płatnościami?

Za styczeń dostałem pełną kwotę, ale w lutym już nie. Wystawiłem fakturę za 120 wykonanych u siebie w punkcie i udokumentowanych szczepień, ale Fundusz zatwierdził mi zaledwie osiem i za tyle był mi gotowy zapłacić. 

Dlaczego? 

Cały czas wyjaśniam tę sytuację, jestem w kontakcie z Funduszem, m.in. z Wydziałem Ekonomiczno-Finansowym dolnośląskiego oddziału. Przede mną jeszcze konsultacje z prawnikiem. 

Wszystko rozbija się o błąd powstały  najprawdopodobniej na skutek niekompatybilności systemów rejestracji i dokumentacji szczepień, opisywany jako niepoprawny status e-skierowania. Błąd uznawany przez NFZ za krytyczny, mimo że dotyczył on szczepień osób uprawnionych do szczepień, m.in. z grup wiekowych 70+ i 80+.

Ponieważ NFZ zaproponował, że zapłaci za 8 szczepień ze 120 wykonanych, moja desperacja osiągnęła apogeum i w ostatni czwartek, kiedy szczepiłem 60 pacjentów, większość z nich poprosiłem o zapłacenie za szczepienie, wystawiłem faktury i powiedziałem, by o refundację zwrócili się do NFZ. Wyjaśniłem, że Fundusz za szczepienia mi nie płaci. 

Ile musieli zapłacić pacjenci?

Tyle, ile powinien płacić Fundusz: 61,24 zł. To kwota za obsługę pacjenta, nie samą szczepionkę, bo ją samą dostajemy z hurtowni za darmo. Pacjenci zostali poinformowani, że powiadomię NFZ o fakcie obciążenia ich tą kwotą.

Jak zareagowali na konieczność płatności? 

Większość przyjęła to ze zrozumieniem, ale oczywiście zrobiła się z tego straszna burza. Tłumaczyłem im swoją motywację. Większość zapłaciła. W przypadku pacjentów, co do których miałem przypuszczenia, że to kwota przekraczająca ich możliwości, nie prosiłem o zapłatę.

Zrobiłem to raz i kolejny nie zamierzam, chciałem w ten sposób wstrząsnąć Funduszem, choć możliwe, że sobie tym zaszkodziłem. 

Pańskie doświadczenia to pech, czy też inne przychodnie mają podobne problemy?

Według Dyrektora ds. Finansowych dolnośląskiego oddziału NFZ, rozliczanych jest 99,5 proc. wykonanych szczepień, a za błędy stanowiące podstawę odmowy finansowania odpowiadam ja, który najprawdopodobniej nie radzę sobie z obsługą systemu.

Ale od innych lekarzy prowadzących punkty szczepień wiem, że kwestionowanych jest ok. 10 proc. szczepień. Część otrzymuje komunikaty z NFZ, cytuję z relacji ustnej: „proszę się cieszyć, że [NFZ kwestionuje] tylko tyle, bo innym kwestionuje jeszcze więcej”. Mogę podejrzewać, że większość punktów szczepiących przechodzi nad tymi uszczupleniami do porządku, wystawia faktury zgodnie z wolą NFZ i szczepi dalej.

 Czy będzie pan w stanie wykazać, że szczepił osoby uprawnione? 

Tak, to pacjenci zakwalifikowani przez system - ze skierowaniami, zarejestrowani przez infolinię, internet albo bezpośrednio u nas.

Przyznaję, że oprócz tego zdarzyło się mi się zaszczepić pacjentów spoza listy, np. syna czy córkę seniora, który przyszedł na szczepienie, aby nie zmarnowała się żadna dawka, szczególnie w tygodniu, kiedy wskutek błędu System Dystrybucji Szczepionek otrzymałem dwukrotnie więcej szczepionek od ilości zarejestrowanych pacjentów. Musiałem błyskawicznie znaleźć 30 osób do zaszczepienia partią rozmrażających się szczepionek. Do dziś nie musiałem utylizować nawet jednej. 

Tu przeczytasz stanowisko NFZ

W liście do "Wyborczej" opisał pan też problemy wynikające z tego, że dostawy szczepień opóźniają się i musi pan przesuwać pacjentów na nowe terminy. 

Takie sytuacje zdarzyły się w naszym punkcie dwukrotnie. Jak zawsze, nie każdy jest wobec takiej zmiany wyrozumiały. Pacjenci to przeżywają, boją się, że w ogóle nie zostaną zaszczepieni, a ja przy okazji czasem usłyszę, że skoro tak się dzieje, to będę mieć czyjeś życie na sumieniu. 

Czy w związku z tym zamierza pan dalej szczepić?

Traktuję to jako powinność społeczną, musimy jak najszybciej zaszczepić nasze społeczeństwo.

Codziennie wysłuchuję pacjentów, którzy mówią mi o tym, że się boją, że chcą żyć, a ta szczepionka jest dla nich jedyną nadzieją.

Przynoszą mi kartki z danymi, aby zapisać ich na listę, wysyłają smsy, telefon dzwoni non stop. Proszą o sygnał, gdy tylko zwolni się miejsce, są gotowi stawić się w każdym momencie. Nie mogę zostawić tych ludzi, mimo wszystkich niedogodności muszę szczepić dalej. 

Kartki z prośbami od pacjentów czekającymi na szczepienie w punkcie dr. A. PaszkowskiegoKartki z prośbami od pacjentów czekającymi na szczepienie w punkcie dr. A. Paszkowskiego arch. prywatne

Do tej pory dostawy szczepionek były niewielkie, ale teraz mają się znacznie zwiększyć. Będzie pan w stanie zaszczepić więcej pacjentów? 

Na razie to 60 osób tygodniowo, ale jestem w stanie szczepić 200-300 osób w tygodniu. A gdyby sama organizacja była lepsza, mogłoby to być jeszcze więcej.

Co by poprawiło sytuację?

Pewne terminy - co do dnia i godziny - dostaw szczepionek.

Poza tym byłoby dużo prościej, gdybyśmy ograniczyli biurokrację, a przede wszystkim uprościli system rejestracji i dokumentacji szczepień, bo dziś angażuje to zbyt wielu pracowników. Kwalifikowałem do szczepień również w innych punktach i tam do każdego szczepienia zaangażowane były w sumie cztery osoby.

Ponieważ szczepienia odbywają się w godzinach 8-15, tak niepotrzebnie duże zaangażowanie personelu powoduje, że w wielu miejscach poza szczepieniami inne sprawy leżą odłogiem, co znaczy, że zaniedbywane są inne problemy zdrowotne Polaków.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.