Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Michnikowi Post Scriptum

Kiedy w PRL byłem nastolatkiem i należałem do tego promila dysydentów przed Sierpniem, byłem oczywiście z siebie bardzo dumny. Z góry patrzyłem na  swojego ojca — wtedy w PZPR — i na swoich biernych kolegów, i na tę ogromną większość, która powszechnie dawała dupy w tych czasach przed Sierpniem jeszcze. I wtedy przeczytałem tekst Michnika, który był właśnie dokładnie o tym. To jeden z tekstów, które mnie wychowały. Jeden z tych, które nie tylko zrobiły na mnie piorunujące wrażenie, kiedy przeczytałem, ale z którymi potem na kilka sposobów „rozmawiałem” przez całe życie. Nazywał się "Gnidy i anioły". Dotyczył interesującej historii (grupę obrażonych Michnika pouczeniami zebrał wtedy Macierewicz i założył w kontrze "Głos"), ale o nią już mniejsza — to już stare dzieje.

Michnik przestrzegał, że tego rodzaju wyższość, pogarda wobec „biernej większości” i tych „nie dość żarliwych” jest etycznym fałszem — w końcu rewolucjoniści robią tę rewolucję podobno nie dla siebie, ale właśnie dla tych „zwykłych ludzi”, którzy — no, cóż… — nie są bohaterami, tylko żyją zwykłym życiem. Pisał wtedy Michnik, że taka „buta bojowców” ma zawsze konsekwencje i one są złowrogie.

Michnik cytował wtedy zwrotkę z pieśni Legionów, którą wtedy chętnie śpiewaliśmy po pijaku, trochę wyśmiewając patos tego „Na stos rzuciliśmy/ Swój życia los/ Na stos, na stos!”, a trochę dając się uwieść romantyzmowi. Ta zwrotka szła tak:

Nie trzeba nam od was uznania,

Ni waszych serc, ni waszych łez,

Dosyć już mamy kołatania

Do waszych kies,

Jebał was pies!

Ja w ogóle wcześniej nie wiedziałem, że taka zwrotka istniała. A Michnik pokazywał, że to „jebał was pies” zmaterializowało się w szczególny sposób w zamachu majowym, Brześciu, Berezie i potem. Właśnie to romantyczne przekonanie o własnych racjach i własnej wartości. Ta buta towarzysząca żarliwej pewności.

Niech nikogo nie zwiedzie różnica między patosem pieśni Legionów a dzisiejszym „Jebać PiiiiS”, które jest tylko żartem. Nie jest. Nie da się oszukać tych dreszczy na plecach, kiedy tłum skanduje „wy-pier-dalać!”. Za stary jestem, żeby się dać nabrać.

Co ważne — Michnik to pisał jako kontestator-rewolucjonista, nie żaden obrońca ancien regime’u, starzec wołający o staromodną przyzwoitość — o co się go dzisiaj posądza z metrykalnych powodów. I co najważniejsze — to jest ogólne prawo historii. Dotyczy również obecnej zmiany pokoleń. Pokolenie krzyczące dzisiaj „wypierdalać” powinno wiedzieć, czym grożą dreszcze na plecach, romantyczne poczucie racji rewolucji i jej pewność. Powinno przeczuć koszmar, kiedy słychać „wypierdalać” adresowane również do Michnika.

Tej zmianie pokoleń serdecznie kibicuję. Michnik też — przecież mówi wyraźnie. Ale dzisiejsi rewolucjoniści powinni usłyszeć tę Michnika przestrogę, jak ją sam usłyszałem. To cholernie ważne. Nie mam wielkich złudzeń i czuję, że i Michnika, i oczywiście tym bardziej mnie to nowe pokolenie wyrzuci raczej na śmietnik. Dość wyraźnie to widać już. Tak tylko „do protokołu” piszę.

Całość mojego dziaderskiego tekstu „w obronie Michnika”, który obrony przecież nie potrzebuje, a krytyki wymaga, jest tu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.