Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obejrzałem przed chwilą raport podkomisji Antoniego Macierewicza dotyczący "zamachu smoleńskiego". Muszę przyznać, że podkomisja wykonała niezłą robotę: setki diagramów, zdjęć, rycin, wykresów, symulacji – w głowie mi się zakręciło i byłem prawie bliski uznania zamachu i eksplozji za pewnik.

Przypuszczam, że bardzo wiele osób, które oglądały ten propagandowy film, oszołomionych liczbą wykonanych przez podkomisję działań albo upewni się, że Putin i Tusk dokonali tego zbrodniczego czynu, albo nabierze wątpliwości, czy aby ich dotychczasowe przekonanie o zwykłej katastrofie lotniczej nie było błędne. Przecież to niemożliwe, żeby tak obfity materiał "dowodowy" był kłamstwem!

To niemożliwe, żeby towarzyszący mu komentarz także wprowadzał w błąd. Przecież widać było wyraźnie, jak Donald Tusk obściskuje się z Putinem, jak kolorowe rysuneczki, nakładające się na siebie niczym na filmach rysunkowych dla dzieci, pokazują rozrywanie się samolotu w wyniku dwóch eksplozji, jak laboratoria naszych NATO-wskich sojuszników (!) potwierdzają obłędne tezy lansowane od 10 lat przez Antoniego Macierewicza: eksplozja i ślady materiału wybuchowego na różnych elementach samolotu. Sam przez chwilę zacząłem mieć wątpliwości, co ze wstydem przyznaję.

Jak to się stało, że prosty w końcu fakt: był wybuch czy go nie było, przestał być obiektem rzetelnych, obiektywnych badań, a stał się głównym źródłem wiary, niczym zmartwychwstanie Chrystusa.

Tak, wiary, bowiem głowę daję, że utrzymany w podobnym stylu film, który zmontowałaby komisja Millera, mógłby w tak samo mętny, pełen równie skomplikowanych i nic niemówiących przeciętnemu widzowi wykresów i diagramów udowodnić tezę dokładnie przeciwną: nie było eksplozji, były błędy pilotów i obsługi naziemnej.

Co więcej, jestem pewien, że inteligentny redaktor, wykorzystując nakręcone 80 lat temu filmy wojenne i zdjęcia z okresu okupacji, wypowiedzi różnych polityków i liczne dane archiwalne mógłby nakręcić film jasno pokazujący, że to Polska napadła na Niemcy i zapoczątkowała II wojnę światową (może ktoś się tego podejmie?).

Dlatego sądzę, że wyświetlony w TVP film przyczyni się tylko do zwiększenia podziałów w społeczeństwie i do wzrostu wzajemnej nienawiści, natomiast niczego nie udowodni. Być może zmienią się nieznacznie proporcje zwolenników zamachu i katastrofy, ale w zasadzie każda ze stron pozostanie na swoich pozycjach. Każda będzie wierzyć w swoją prawdę.

Czy istnieje sposób na dojście do "prawdziwej prawdy", do wykazania bez żadnych wątpliwości, jak przebiegały ostatnie minuty lotu tupolewa ? Niestety, NIE.

Jeżeli udowodnienie jakiemuś księdzu winy w postaci molestowania małoletnich spotyka się z reakcją parafian w rodzaju: "To kłamstwo. To atak na Kościół. To zdrada narodowa" – to tym bardziej nie należy oczekiwać ogólnonarodowej zgody w kwestii katastrofy smoleńskiej.

Gdyby nawet sam Bóg z wysokości gromkim głosem oświadczył: "Był zamach" lub "Nie było zamachu", społeczeństwo w dalszym ciągu byłoby podzielone na dwie frakcje, z których jedna albo druga utrzymywałaby, że Bóg się myli.

"Prawda was wyzwoli" mówił Jan Paweł II. A "cóż to jest prawda?" – pytał Poncjusz Piłat.

No właśnie – nie wiemy, jaka jest "prawda smoleńska" (możemy tylko wierzyć), więc nie może nas ona wyzwolić. Pozostaniemy we wzajemnej niechęci, podejrzliwości, nienawiści. Smutne.

Pozdrawiam

dr Michał Kwast

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.