Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeczytałem artykuł o wycinaniu drzew (lasów) wokół Warszawy i w Warszawie. Dobrze, że dostrzegliście PROBLEM.

Często chodzę na wycieczki po Lasach Chojnowskich. Za każdym razem zastanawia mnie rozbój prowadzony przez lokalne nadleśnictwo, które masowo je wycina. Pnie ściętych drzew wyglądają na zdrowe, ale nawet chora brzoza stanowi źródło pokarmu dla wielu gatunków. O co chodzi z tą wycinką? Dlaczego miejscowe władze nie mogą zakazać tej rabunkowej gospodarki polegającej na wycince i zostawieniu jałowej ziemi w środku lasu bez nasadzeń?! Komu na tym zależy i w jakim celu?

Potem w lokalnej prasie można spotkać ogłoszenia typu: "sprzedam drewno opałowe lub do kominka". Dlaczego nadleśniczy ma większe kompetencje niż miejscowa władza?

Zygmunt

Czytaj także:

"Wschodnie płuco Warszawy" wycinane po kawałku. Jak je obronić?

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.