Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Piotrem Sobotą, naczelnikiem wydziału ds. postępowań organów ścigania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich

ANITA KARWOWSKA: Opisujemy w "Wyborczej" kolejny przykład umorzenia przez prokuraturę postępowania w sprawie brutalnego potraktowania przez policję uczestnika demonstracji Strajku Kobiet w Lublinie, któremu połamano palce. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego.

PIOTR SOBOTA: Rzecznik praw obywatelskich skorzystał ze swoich ustawowych uprawnień i po zapoznaniu się z publikacją w "Gazecie Wyborczej" doszedł do przekonania, że powinien zająć się tą sprawą z własnej inicjatywy. Uważamy, że mogło tu dojść do naruszenia praw obywatelskich, będziemy monitorować bieg postępowania przygotowawczego w tej sprawie. Decyzja prokuratury jest nieprawomocna, więc pokrzywdzony może się od niej odwołać.

Jakie naruszenia dostrzega pan w tym przypadku?

- Mogło do nich dojść na dwóch poziomach: podczas interwencji policji oraz w toku postępowania prowadzonego przez prokuraturę. Zarówno Konstytucja RP, jak i m.in. Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności gwarantują każdemu obywatelowi wolność od tortur i innego okrutnego lub poniżającego traktowania ze strony organów publicznych właśnie na tych dwóch poziomach. Pierwszym - w bezpośredniej relacji obywatel-funkcjonariusz policji - prawo chroni obywatela przez takim traktowaniem.

A druga ochrona dotyczy już samej procedury. Obywatel, który uważa, że zostało naruszone jego prawo do wolności od tortur czy innego niewłaściwego traktowania, ma prawo domagać się od państwa, aby przeprowadziło ono rzetelne, skrupulatne postępowanie w jego sprawie.

Mamy orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który niekiedy nie rozstrzygając nawet tego, czy doszło do tortur, stwierdzał naruszenie praw obywatela, bo państwo nie sprostało wymogom przeprowadzenia należytego postępowania w tej sprawie. I taka jest właśnie motywacja RPO - będziemy monitorować postępowanie, aby zostało przeprowadzone w rzetelny sposób.

Czy takich umorzonych spraw dotyczących złamania praw człowieka przez funkcjonariuszy publicznych, które monitoruje RPO, jest dużo?

- Jest ich sporo i przykładamy do nich szczególną wagę. Problemem w tych postępowaniach często okazuje się brak mocnych dowodów, aby konkretnemu funkcjonariuszowi można było na ich podstawie postawić zarzuty.

Wszystkie protesty obywatelskie są transmitowane, każdy uczestnik ma komórkę, nagrywa filmy i robi zdjęcia. Tak było również w tym przypadku z Lublina. Działania policjantów są nagrywane, a potem okazuje się, że nie ma dowodów?

- Czasem może to wystarczyć, czasem nie, bo nawet jeśli istnieją nagrania, to prokurator niekoniecznie o nich wie. Dlatego osoba pokrzywdzona wraz z pełnomocnikiem powinni wskazywać prokuraturze takie materiały dowodowe. Choć później jeszcze pozostaje interpretacja treści nagrania, bo prokurator może uznać, że wcale nie przesądza ono o winie policjanta. Te sprawy są trudne.

Przy okazji raportu Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur na temat brutalności policji wobec protestujących zastępca RPO Hanna Machińska mówiła w "Wyborczej", że na takie działania policja ma przyzwolenie z góry i wie, że władza roztacza nad nią parasol ochronny. Czy umorzenia postępowań wobec policjantów to element tej ochrony?

Możemy dopatrywać się takiego mechanizmu. Ale nie wydaje mi się, żeby to była nowa sytuacja. Pamiętamy wszyscy sprawę Igora Stachowiaka. W prawdzie doszło do aktu oskarżenia i skazania - co na niekorzyść funkcjonariuszy zaskarżył niedawno RPO - ale gdy wrócimy do początków tej sprawy, to widzimy, że policja niewiele robiła, by pociągnąć do odpowiedzialności policjantów. Dopiero materiał w TVN spowodował przełom w tej sprawie, bo chociaż istniały nagrania z policyjnego paralizatora, to do momentu interwencji mediów nic nie wskazywało na to, aby organy ścigania wyciągnęły z tych nagrań odpowiednie wnioski.

Kilka lat później nadal rozmawiamy o tym parasolu ochronnym nad funkcjonariuszami.

Właśnie. Zmianę dostrzegam jednak po stronie obywateli. Rok 2020 pokazał, że stali się bardziej świadomi swoich praw i na przykład nie odpuszczają policji i składają zażalenia na bezpodstawne zatrzymanie. I często te sprawy wygrywają.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.